sobota, 21 maja 2016

Chanel Chance Eau Tendre podróbka a oryginał / Jak rozpoznac oryginal?

Hej dziewczyny,

Dzisiaj wpis na "zyczenie" czytelnikow, a dokladniej osob, ktore uzywajac wyszukiwarki google szukaja roznic pomiedzy zapachem Chance podrobionym a oryginalem... Takiego wpisu u mnie nie ma, ale skoro jest na taki post zapotrzebowanie, to przybywam wlasnie z takim wpisem dzisiaj. 

Jak wiecie (bo kiedys pisalam na ten temat) NIE ZNOSZE wrecz podrob. No po prostu nie cierpie i gdyby mnie nie bylo stac na markowe kosmetyki/perfumy/ubrania to po prostu zadowalabym sie produktami z tanszej polki. Uwazam, ze lepiej kupic cos tanszego, ale oryginalnego, niz wydac kase na podrobke, ktora umowmy sie, jakoscia wykonania nie grzeszy ....
Jednoczesnie, zdaje sobie sprawe ze dla statystycznego Polaka zarabiajacego srednia krajowa zakup markowych perfum to dosyc duzy wydatek i dlatego tez, nie dziwi mnie, ze duzo osob chce "zaoszczedzic" i szuka okazji na portalach typu allegro/ebay. I mimo, ze ja osobiscie nigdy nie kupilabym perfum Chanel na allegro (bo wiekszosc ofert to podrobki), to jednak rozumiem osoby, ktore szukaja tam perfum. Dlatego tez wlasnie dla osob, ktore nie sa pewne czy zakupiony zapach to oryginal, powstal ten wpis.

Swoja droga, z moich obserwacji wynika, ze zapachy Chanel (w parze z zapachami marki Dior) to prawdopodobnie najbardziej i najczesciej podrabiane zapachy na swiecie... (jesli ktos bedzie zaintersowany, to moge tez zapisac post o markach, ktore sa najczesciej, rzadziej i w ogole nie podrabiane (tak tak, sa takowe ;))



Zacznijmy od "gory" czyli od korka: korek zapachu Chance jest zrobiony z polprzeroczystego plastiku w ksztalcie kwadratu. Rogi korka sa "skosne", a nie ostre.  Korek powinien idealnie pasowac do atomizera. Podrobki mozna "przylapac" na tym, ze korek nie dopasowywuje sie idealnie do atomizera i lekko odstaje od flakonu.


Tutaj mozecie zauwazyc, ze atomizer oryginalnego zapachu idealnie pasuje do korka i nie ma zadnej duzej przerwy pomiedzy gora atomizera a gorna czescia korka.


Waznym detalem, ktory pomoze odroznic podrobke od oryginalu jest jakosc szkla... Szklo powinno byc gladkie, bez zadnych skaz/smug/nierownosci.

Logo "Chance Chanel" powinno byc zamieszczone w centrum flakonu. W podrobkach napis czesto jest zamieszczony krzywo/badz w lekkim oddaleniu od srodka flakonu.


Nastepnym waznym detalem jest plastikowa rurka - w oryginale powinna byc jednakowej grubosci i na dole i na gorze i powinna dotykac dna flakonu... W podrobionych flakonach najczesciej mamy widoczne pogrubienie rurki u gory; takze rurka jest o wiele krotsza niz w oryginale i nie siega dna flakonu.


Kolejna czesc to metalowa plytka zamieszczona na spodzie flakonu. Co jest na niej wygrawerowane moze sie nieco zmieniac w zaleznosci kiedy zapach byl wyproduktowany (i gdzie - bo niektore zapachy Chanel sa wyprodukowane w Stanach), ale zazwyczaj informacje typu nazwa firmy i adres, pojemnosc i czy zapach jest woda toaletowana/perfumowana powinny byc zamieszczone. Bardzo waznym szczegolem sa gwozdzie umieszczone w rogach plytki - powinno byc ich 4, powinny byc rozmieszczone w idealnie rownych odstepach i przylegac do metalowej czesci flakonu. W podrobkach gwozdzie sa czesto nierowno umocowane i "luzno" przylegaja do flakonu.

Last but not least: jakosc metalu: metal powinen byc gruby, gladki i lekko polyskiwac. Podrobki maja najczesciej cienki, porysowany metal bez polysku.

Na koniec, jesli chcecie zobaczyc zdjecia podrobki vs oryginalu, to zapraszam Was tutaj:
http://chanelmademoiselle.ru/chanel-chance-eau-tendre-kak-opredelit-poddelku-podrobnaya-instrukciya-s-foto.html

Milego weekendu zycze!



piątek, 20 maja 2016

Be Legendary Lip Gloss, Disco Rose | Smashbox Cosmetics

Hej dziewczyny,


Mimo, ze kiedys nie cierpialam wrecz blyszczykow, to teraz o wiele bardziej "odnajduje" sie w tej kategorii kosmetykow :) I coraz wiecej jest ich u mnie i na toaletce i na samych ustach :)



Blyszczyki Smashbox z serii Be Legendary przychodza do nas w plastikowym, prostokatnym opakowaniu z czarna nakretka. Produkt ma 6 ml. Marka Smashbox jest dostepna na wylacznosc w perfumeriach Sephora - wspominam to dlatego, ze generalnie produkty Smashboxa mozna "zlapac" w naprawde dobrych cenach na promocjach zimowych/letnich w Sephorze, wiec polecalabym zwrocic na nie uwage wlasnie w nadchodzacych miesiacach letnich, kiedy rozpoczna sie wyprzedaze ;) Ja sama ten blyszczyk nabylam za -50% mniej w czasie promocji zimowej ;)



Aplikator jest standardowy, nie za duzy, nie za maly. Nabiera dobra ilosc produktu i gladko sunie po ustach, zostawiajac tafle blyszczyku. Co do samego produktu - konsystencja nie jest ani za lekka, ani za ciezka... Cos pomiedzy, ale bardziej produkt idzie w kierunku formuly lekkiej... Nie lepi sie, co oczywiscie uwazam za duzy plus. Jesli chodzi o utrzymanie sie na ustach, to z tym jest problem... Jesli naprawde nic nie bede pila/jadla, produkt utrzymuje sie na ustach max. 2 godziny... Co dla mnie jest slabym wynikiem.



Moj odcien, Disco Rose to dosyc mocny odcien rozu z dosyc wyraznym czerwonym podtonem. Jako, ze odcien zamawialam "w ciemno" a w internecie swatchy tego odcienia niestety brak, to kierowalam sie glownie swoja intuicja i wybralam wlasnie ten rozowo-burgundowy odcien z palety dostepnych kolorow.
Czy byl to dobry wybor? Powiem Wam, ze wlasnie do konca dobrze sie czuje w tym odcieniu, wydaje mi sie, ze jest troszke za mocny dla mojego typu urody i nie potrafie wymyslic sensownego makijazu oka, ktory pasowal by do niego... Dlatego tez, pomimo, ze nie moge sie za bardzo "przyczepic" do tego produktu jesli chodzi o jakosc, to rzadko go nosze na ustach... Chyba ze wszystkich moich blyszczykow po ten siegam zdecydowanie najrzadziej.


A tak prezentuje sie na ustach:




I jak Wam sie podoba? Znacie serie blyszczykow Be Legendary?


niedziela, 8 maja 2016

Dior Glowing Nude Diorskin Nude Air Illuminating Powder


Hej Kochane,

Nowy miesiac oznacza nowy post :) 

Z produktem, o ktorym bedzie dzisiaj mowa, mialam przygody... W duzym skrocie: zamowilam ten rozswietlacz w marcu (!) i dostalam przesylke z reszta zamowienia, a rozswietlacza brak... Na fakturze bylo napisane, ze produkt niestety jest niedostepny. Dostalam tez maila, ze "moze" uda sie sciagnac ten rozswietlacz z magazynu w przeciagu 3 nastepnych tygodni... Tygodnie uplywaly, uplywaly i juz pogodzilam sie, ze raczej rozswietlacz przeszedl mi kolo nosa... A tu niespodziewanie dwa tygodnie temu w skrzynce pocztowej znajduje paczke z Marionnaud z rozswietlaczem. Jesli chcecie wiedziec, czy warto bylo tyle na niego czekac, zapraszam do czytania :D



Diorskin Nude Air Illuminating Powder w odcieniu 001 Glowing Pink pochodzi z tegorocznej wiosennej kolekcji marki Dior Glowing Gardens (tak, Glowing Pink, Glowing Gardens, duzo Glow serwuje nam Dior w tym sezonie :P)... Szczerze mowiac, znacie moje zdanie o limitowanych kolekcjach i prawdopodobnie nie zdecydowalabym sie na ten rozswietlacz, gdyby nie to, ze moj jedyny rozswietlacz z NARS wlasnie sie skonczyl ... Druga kwestia, to taka, ze bardzo malo na rynku jest chlodnych rozswietlaczy i gdy zobaczylam ten, to wiedzialam, ze jesli chodzi o odcien, to bedzie to dla mnie idealny wybor.






Sam rozswietlacz w opakowaniu juz wyglada pieknie... Wiem, ze oba odcienie 001 i 002 zostaly wykupione blyskawicznie i zdaje sobie sprawe, ze wiekszosc osob "poleciala" na te rozswietlacze ze wzgledow estetycznych... U mnie raczej to byla kwestia drugorzedna, bo przede wszystkim szukalam chlodnego rozswietlacza, najlepiej rozowego, ktory da delikatny efekt i nie sprawi, ze bede blyszczala sie jak latarnia morska w srodku nocy :P



I wlasnie taki subtelny, delikatny efekt daje ten produkt. Uzyskujemy nim gladka, srebrno-rozowa tafle, ktora wtapia sie w cere... Nie jest nachalny, efekt mozna stopniowac i nalozyc wiecej produktu, ale nawet jesli nalozymy sporo produktu, to i tak efekt nie bedzie przesadzony...

A tak prezentuje sie na twarzy... Swoja droga, to juz wiem, ze jesli kiedys narzekalam, ze ciezko uchwycic na zdjeciu roz badz bronzer, to nie mialam wtedy pojecia, jak ciezko jest "zlapac" na zdjeciu blask rozswietlacza... ;)


Wiec czy warto bylo na niego czekac? Powiem tak: jestem z niego zadowolona, bo daje taki efekt jaki chcialam i na pewno z przyjemnoscia go bede dalej uzywac... Z drugiej strony, wiem, ze gdyby mi sie chcialo poszukac dobrze, to znalazlabym jakis zamiennik i nie plakalabym po nocach z powodu braku Glowing Pink :P




I jak Wam sie podoba? Czy ktos rowniez sie skusil na ten produkt? 



poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Yves Saint Laurent Volupte Sheer Candy #4 Succulent Pomegranate

Witajcie Moje Drogie,

Po miesiacu przerwy powracam... Swoja droga, czas leci jak szalony, mam wrazenie, ze dopiero co swietowalismy Nowy Rok, a tu juz maj zbliza sie wielkimi krokami...

Dzisiaj chcialam Wam pokazac typowo wiosenno-letnia pomadke od YSL, ktora od momentu zakupu zostala moim wielkim ulubiencem! Pisalam juz o jednej pomadce YSL, ktora nie do konca zdala u mnie egzamin (pelna recenzja tutaj), wiec teraz przyszedl czas druga pomadke tej marki, ktora o wiele lepiej wypadla niz Rouge Volupte.



Pomadki z serii Volupte Sheer Candy znajduja sie w ciezkim, metalowym opakowaniu, identycznym do tych z serii Rouge Volupte, ale w kolorze srebrnym. Szczerze powiedziawszy o wiele bardziej podoba mi sie wlasnie to pakowanie w tej wersji srebrnej, niz zlotej ;)
W opakowaniu znajduje sie 3.5 grama produktu.



Odcien ktory wybralam, Succulent Pomegranate to intensywna, soczysta fuksja... Ale tylko w opakowaniu. Na ustach prezentuje sie niezwykle delikatnie. Pomadka ma konsystencje balsamu; z latwoscia sunie po ustach, barwiac je na rozowo. Nawilzajaca warstwa trzyma sie ok. 2-3 godziny, ale usta pozostaja lekko zabarwione na okolo pare godzin, co uwazam za dobry wynik.
Nie wysusza ust, nie wlazi na zeby, pieknie pachnie... Co tu duzo mowic, na prawde nie moge sie tutaj do niczego przyczepic ;)




Jako ze ostatnio nie maluje sie prawie w ogole (swoja droga, jesli ktos by chcial przeczytac relacje w stylu "miesiac bez makijazu", to dajcie znac ;)) dzisiaj jednak na potrzeby bloga oczywiscie wykonalam makijaz, pomijajac jedynie podklad i nakladajac zamiast niego puder. Stwierdzam, za paradoksalnie moja cera o wiele lepiej wyglada lekko przypudrowana, niz pokryta podkladem... 



I jak Wam sie podoba odcien? Znacie serie tych pomadek? 

niedziela, 6 marca 2016

Benefit, Roller Lash Mascara

Hej dziewczyny,

Witam Was po przerwie... Niestety ostatnio mam mase obowiazkow, plus przez pewien czas nie mialam internetu w domu... Dodatkowo moje kursy jezykowe pochlaniaja mi sporo czasu, wiec gdy dopelznam do mojego mieszkania o 19-20, nie mam ani czasu na pisanie, robienie ani na czytanie blogow w ogole... Myslalam, zeby zrobic sobie na pare miesiecy, ale z drugiej strony wiem, ze pewnie po tak dlugiej przerwie nie wroce wcale... Postaram sie w weekendy cos skrabnac, ale czesciej znajdziecie mnie zdecydowanie na IG w obecnych czasach ;)

Jako, ze ostatni post byl o blyszczyku Benefit, to stwierdzilam, ze "pociagne" ten temat, szczegolnie, ze wczoraj pisalam o tym tuszu z nasza droga Madame :) Maskara Roller Lash "wpadla" do mojej kolekcji calkiem przpadkowo... Pewnego dnia poszlam do Sephory w poszukiwaniu nowej maskary - wiedzialam, ze raczej na pewno zdecyduje sie na nowa maskare YSL. Niestety/stety, nie bylo jej w sklepie. Konsultantka zapytala sie mnie, jaki efekt lubie w maskarach i powiedziala, ze przy moich rzesach najlepszy efekt da maskara Roller Lash z Benefitu. Jako, ze dodatkowo wtedy bylo -20% na wszystko, to nie zastanawialam sie dlugo i dalam sie "namowic", a wierzcie, ja rzadko slucham rekomendacji konsutlantek w perfumariach. 




Roller Lash jest reklamowana jako podkrecajaco-wydluzajaca maskara. Wg obietnic producenta, mozemy sie pozegnac z zalotka i sama maskara ma nam pieknie podkrecic i wydluzyc rzesy. 
Opakowanie zawiera 8.5 gr tuszu, data waznosci to 6 miesiecy ( czyli typowo jak wiekszosc innych maskar).



Musze zdecydowanie pochwalic szczoteczke tuszu, bo jest to jedna z najlepszych szczoteczek z jakimi sie spotkalam. Jak widzicie, szczoteczka jest leciutko wygieta, u gory mamy krotkie wlokienka, a dolu sa nieco grubsze. Gorna czesc sluzy do wywiniecia rzes i ich dobrego rozczesania, a dolna czesc mozna uzyc jako druga warstwe, do dodania rzesom objetosci. Podoba mi sie takie rozwiazanie i wlasnie tak uzywam ta maskare: najpierw gorna czescia "podkrecam" i rozdzielam rzesy, a druga, dolna czesc pomaga nadac rzesom nieco objetosci.

Kolejny plus tej szczoteczki, to to, ze naprawde ciezko jest nia ubrudzic sobie powieki, a wierzcie mi, w przypadku innych maskar czesto mialam z tym problem. Sam tusz zasycha szybko, wiec nawet gdy tusz jest nowy, to nie trzeba sie martwic o to, ze odbije sie na powiekach. 

A efekt na rzesach daje taki (przypominam, moje rzesy nie sa wyhodowane na odzywkach, wiec nie spodziewajcie sie spektakularnych efektow)




Mam nadzieje, ze na zdjeciach widac efekt, ktory chcialam Wam pokazac. Masakra faktycznie wydluza rzesy i przede wszystkim naprawde ladnie je wywija do gory. Dla mnie to jest duzy plus, bo zazwyczaj, uzycie zalotki to u mnie jest koniecznoscia, jako, ze moje rzesy sa proste i maja tendencje to "opadania" ku dolowi :P 

Jesli chodzi o jedyny "minus" - maskara niezbyt pogrubia rzesy, zreszta, to akurat mozna zauwazyc dobrze na zdjeciach... Generalnie z drugiej strony, producent nie obiecuje objetosci, bo to masakra przede wszystkim wydluzajaco-podkrecajaca rzesy, ale jednak, gdyby ciut bardziej pogrubiala, to bym sie nie obrazila ;)

Na koniec tylko dodam, ze tusz mam juz 5 miesiecy i nic sie z nim sie stalo, nie zgestnial/zesechl, dalej sprawuje sie znakomicie. 

Przetestowalam naprawde duzo wysokopolkowych tuszy i powiem Wam, ze Benefit jak na razie jest jednym z moich ulubiencow! Podoba mi sie jego efekt, bezproblemowa aplikacja, zero efektu pandy... Na pewno wroce do tego produktu i polecam kazdemu, kto ma podobne rzesy do moich (czyli cienkie, proste i dosyc geste) do testow :)

piątek, 12 lutego 2016

Blada cera = duzy problem :D Swatche i porownanie podkladow dla jasnej karnacji



Witajcie,


Przypomnialo mi niedawno, ze jakis czas temu zrobilam zdjecie porownawcze 3 podkladow, ktorych probki otrzymalam w Sephorze. Potestowalam te podklady i stwierdzilam, ze czas na podsumowanie mojej przygody z nimi i napisanie mini-recenzji o kazdym z nich. Dodatkowo sama po sobie wiem, ze "podkladowe" zdjecia porownujace odcienie roznych podkladow sa bardzo przydatne dla innych.


W duzym skrocie jaka mam cere: mam cere normalna, przez co nigdy nie mialam problemu, ze pare godzin po nalozeniu podkladu zaczynam sie "swiecic" badz podklad mi zszedl z twarzy. Preferuje podklady lekkie, o plynnej konsystencji, dajace efekt rozswietlajacy. Nie lubie/nie potrzebuje mocnego krycia. Wydawac sie by moglo, ze bede latwym do zadowolenia klientem i szybko znajde dla siebie odpowiedni podklad, prawda? Jednak ostatnio bylam w Sephorze ok. godziny w poszukiwaniu dobrego podkladu. Moj problem jest taki, ze mam naprawde blada cere. Zdecydowanie mam jasniejsza cere niz "przecietna" Polka, wiec u mnie znalezenie odpowiednio jasnego podkladu, ktory bylby do tego lekko kryjacy, rozswietlajacy graniczy z cudem. Np. bardzo odpowiada mi podklad Guerlain Lingerie de Peau - jesli chodzi o efekt/formule/krycie to jest dokladnie to co szukam, ale oczywiscie ich najjasniejszy odcien jest dla mnie o ton/pol tonu za ciemny. 


W koncu jednak wyszlam z probkami 3 podkladow, ktore powiedzmy "jako-tako" mi pasowaly (acz tak naprawde pasuje mi tylko 1, ale to przeczytacie ponizej co i jak). 


Dla porownania po prawej stronie jest swatch kremu BB Misshy, o ktorym ostatnio pisalam. Gdy spojrzycie na to zdjecie i porownacie roznice w odcieniach, to chyba zrozumiecie czemu kupowanie podkladow wysokopolkowych mija sie u mnie z celem. Zdecydowana wiekszosc najjasniejszych odcieni jest na mnie za ciemna. 

Od lewej do prawej: 


YSL Le Teint Touche Eclat B10, Dior Diorskin Nude 010 "Ivoire", Diorskin Nude BB Creme 001, Missha M Signature Real Complete BB Cream nr 21 "Light Pink Beige"





Yves Saint Laurent, Le Teint Touche Eclat w odcieniu B10. Bardzo spodobala mi sie konsystencja tego podkladu, jest lekka, podklad dobrze (a co najwazniejsze szybko) mozna rozprowadzic po twarzy, nie robi smug. Jesli chodzi o krycie to jest ono delikatne. Producent obiecuje rozswietlenie i faktycznie podklad dodaje cerze delikatny blask.


Jesli chodzi o sam odcien - B10 to jasniutki odcien neutralnego bezu z lekkim zoltym podtonem. Chce zauwazyc, ze ten odcien jest z prezentowanej 3 podkladow najlepszy dla mojej bladej cery - jest najjasnieszy z calej 3 i ma neutralny podton - nie za zolty, nie za rozowy. Wydaje mi sie, ze generalnie YSL robi jedne z najjasniejszych odcieni jesli chodzi o marki wysokopolkowe, wiec jesli ktoras z Was jest tak samo blada jak ja, polecam testy podkladow YSL. Mnie naprawde Le Teint pozytywnie zaskoczyl i w przyszlosci planuje zakup :)


Dior Diorskin Nude 010 Ivoire - ten podklad zostal mi polecony, gdyz w teorii ma byc "lekki" i nie dawac efektu maski. Gdy jednak nalozylam go po raz pierwszy na twarz, przede wszystkim pierwsze na co zwrocilam uwage, to to, ze krycie jest dosyc mocne i sam podklad jest dosyc widoczny na twarzy... Byc moze, jestem za bardzo przywyczajona do kremow BB, ale jak dla mnie Diorskin Nude daje za duze krycie (jak na moje potrzeby) a i wykonczenie, wg producenta "aksamitne" i "delikatne" raczej nie zachwyca. Ot, podklad wyglada w porzadku na twarzy, ale zdecydowanie nie powiedzialabym, ze to jest efekt "Nude".


Pomijam juz fakt, ze najjasniejszy odcien 010 Ivorie jest o ton ciemniejszy od YSL i odcina mi sie od twarzy. Na pewno nie zakupie tego podkladu i generalnie po testach podkladu Diorskin Nude jak i BB Creme na jakis czas bede sie trzymala z daleka od podkladow Diora.

Dior Diorskin Nude BB Creme w odcieniu 001: Wiazalam duze nadzieje z tym kremem BB, bo naczytalam sie pozytywnych odcieni i nakrecilam sie na niego. Cale szczescie, przed zakupem wzielam probke tego podkladu. Co okazalo sie z nim nie tak? Przede wszystkim odcien, ktory jest zdecydowanie za rozowy. Serio, nie wiem ile osob bedzie mialo tak rozowy podton cery, zeby ten odcien im podpasowal... Probowalam nakladac minimalne ilosci tego kremu i rozblendowac go jak najbardziej sie da - niestety za kazdym razem po aplikacji moja twarz byla nienaturalnie rozowa... Jeszcze na domiar zlego po paru godzinach zauwazylam, ze odcien mojej twarzy zaczal sie jeszcze bardziej odcinac od szyi... 

Tak wiem, ze jest jeszcze odcien 002 z zoltym podtonem, ale nie mam ochoty na dalsze testy, bo po prostu jesli chodzi o wykonczenie/efekt na twarzy to podobnie jak z podkladem Nude, krem BB rowniez nie prezentuje sie jakos wspaniale. Calkiem niezle wtapia sie w cere, krycie jest cos pomiedzy lekkim a srednim, ale co mi tutaj brakuje, to zdecydowanie ten produkt nie dodaje cerze takiego zdrowego "glow", jaki daja azjatyckie kremy BB. Porownujac go np. z kremami Misshy wypada gorzej, a cenowo nie musze chyba mowic ktory produkt wychodzi drozej... Wiec chyba nikogo nie zdziwie, ze nie planuje zakupu?




Znacie ktorys z prezentowanych tutaj podkladow? Czy sa na sali jakies blade karnacje? :)



sobota, 6 lutego 2016

Benefit Ultra Plush Lipgloss w odcieniu Kiss you

Witajcie,

Dzisiaj wpis o produkcie do ust nr 93489348 z mojej kolekcji mazidelek, ktory trafil do mnie dzieki Marcie. Gdy zobaczylam u niej ten odcien, bylam bardzo ciekawa jak bedzie u mnie wygladal i ucieszyla mnie informacja, ze wygralam ten blyszczyk podczas rozdania :)

To jest dopiero moj drugi produkt z marki Benefit. Szczerze powiedziawszy, to ja generalnie (jak moglyscie zauwazyc) skupiam swoja uwage na paru markach, a cala reszte omijam, z roznych powodow. Benefit raczej nie byl w kregu moich zaintersowan, acz musze przyznac, ze oba produkty z tej marki bardzo dobrze sie spisuja i jestem mile nimi zaskoczona.




 Blyszczyk jest zapakowany w tubke, a jest to moja ulubiona forma opakowan (nie tylko blyszczykow, ale tez np. kremow pod oczy i korektorow :)), wiec tutaj zdecydowanie blyszczyk ma u mnie plusa. Opakowanie zawiera 15 ml produktu.



 Co zasluguje na wyroznienie, to konsystencja blyszczyku - jest niesamowicie lekka, powiedzialabym, ze przypomina zel. Co za tym idzie aplikacja jest szybka i bezproblemowa. Co wazne - blyszczyk W OGOLE sie nie klei. To jest chyba jego najwieksza zaleta - bo inne blyszczyki, ktore mialam okazje testowac, czy to Smashbox, czy Dior czy NARS kleja sie w mniejszym/wiekszym stopniu.

Odcien Kiss You w tubce prezentuje sie dosyc wyraziscie. Jednak z racji lekkiej pigmentacji, odcien na ustach prezentuje sie o wiele bardziej subtelnie. Na ustach Kiss You wpada w chlodny roz z delikatna iloscia fioletu.  Odcien jest idealny na chlodnych typow urody. 

A! Blyszczyk jest zupelnie bezdrobinkowy i cale szczescie, bo zdecydowanie wole na ustach nie miec zadnych drobinek ;)



Jesli chodzi o trwalosc: z racji, ze blyszczyk ma lekka, zelowata formule, to znika po ok. 2-3 godzinach z ust. Zdecydowanie trwalosc to nie jest jego mocny punkt... Ale jestem w stanie to zaakceptowac, bo jest to typowe dla blyszczykow: te z gesta, kleista formula utrzymuja sie na ustach dlugo, a te lekkie, nieklejace sie, schodza z ust dosyc szybko.  No chyba, ze ktos zna nieklejacy sie blyszczyk, ktory utrzymuje sie 4-5 godzin na ustach, to prosze dac mi znac! :)





 I jak Wam sie podoba Ultra Plush Lipgloss na ustach? Znacie ta serie blyszczykow?