wtorek, 31 marca 2015

27. New in March

Witam wszystkich,

Koniec miesiaca, wiec czas pokazac co kupilam w Marcu. Z pielegnacji, powiem Wam ze jestem zadowolona, kupilam rzeczy naprawde ktore potrzebowalam.

Z kolorowki, szczerze myslalam ze kupie wiecej... Ale ostatnimi gdy wchodze do perfumerii, to wiekszosc rzeczy mnie nie powala... Staram sie tez nie 'dublowac' rzeczy ktorych juz posiadam, podobnych odcieni pomadek, cieni. Nie widze siebie jako minimalistke kosmetyczna z jednym produktem z kazdej kategorii, ale wiem ze musze przystopowac z kupowaniem kosmetykow kolorowych z paru powodow, moze napisze na ten temat osobny post.





Garnier, Ultra Doux, Odżywka do włosów suchych i zniszczonych `Awokado i masło karité`- O tej odzywce chyba kazda wlosomaniaczka slyszala :) Ponoc swietna, ja jej jeszcze nie otwieralam, ale na pewno recenzja jej pojawi sie na blogu.

Rossmann, Alterra, Volumen - Shampoo Papaya & Bambus (Szampon dodający objętości `Papaja i bambus`) - Kolejny produkt obiecujacy dodanie objetosci wlosom. Jako wlascicielka przyklapnietych wlosow (zwlaszcza u nasady) kupuje namietnie wszystkie produkty z napisem 'Volume' liczac ze ktorys z nich wreszscie zadziala :P


Bioelixire, Argan Oil, maska nawilżająca do włosów - Maska ma calkiem dobre noty na Wizazu, konczy mi sie maska z Alterry i z Bani Agafii o ktorej pisalam, wiec trzeba uzpelnic maskowe zapasy :) Podejrzewam ze ona zawiera tyle olejku arganowego co kot naplakal, ale mnie bardziej obchodzi dzialanie maski i jej koncowy efekt. (Mialam juz silkonowy olejek z tej firmy, tez z szumna nazwa 'Argan Oil' ktory byl na samym koncu w skladzie... :P)


Olejek rycynowy - kolejne opakowanie :) Oleju rycynowego uzywam na rzesy i na skore glowy... Napisze na pewno osobny post o oleju rycynowym. Efekty daje niezle, tylko trzeba byc cierpliwym...




Nivea Visage, Pure & Natural, Mleczko oczyszczające do wszystkich typów skóry - zakup z wczoraj, wiec za duzo o nim Wam nie powiem, tyle tylko ze skusil mnie sklad, ktory jest ponoc w 95% naturalny... Ja generalnie lubie bardzo mleczka do twarzy, wiec sadze ze to powinno mi podejsc.

Yves Rocher, Beaute Des Mains, Nawilżający krem do rąk - Grrr, juz wiem ze nie polubie sie z tym kremem bo brzydko pachnie :P

Yves Rocher, Nawilżający peeling do twarzy Hydra Vegetal - delikatny peeling do twarzy... Z naciskiem na slowo delikatny, troche za delikatny jak na moj gust. Oczyszcza cere i nic poza tym.

Rossmann, Isana, Nagellack Entferner (Bezacetonowy zmywacz do paznokci) - musialam kupic nowy zmywacz do paznokci, lubie zmywacze z Isany, bo sa tanie i dobrze zmywaja lakier. 


I teraz co tygryski lubia najbardziej... Kolorowka :D :D :D




Chanel, Joues Contraste, nr 170 Rose Glacier - Sprawilam sobie roz sama, na Dzien Kobiet. Uwielbiam roze Chanel, za zapach, za to ze absolutnie nie robia plam i utrzymuja sie caly dzien na buzi...  Gdyby moja cala kolekcja rozy tonela w morzu a ja mialabym mozliwosc 'uratowania' jednego to bylby ten roz :D

Givenchy, Le Rouge nr 202 - O tej pomadce pisalam w poprzednim poscie. Najlepsza matowa pomadka everrrrr.

Givenchy, Le Prisme Blush, It Girl Purple - Mam sporo rozy ktore maja drobinki, wieksze lub mniejsze badz roze dajace satynowy efekt. Szukalam rozu dajacego matowe wykonczenie, a ze zawsze podobaly mi sie roze z Givenchy, zdecydowalam sie na Le Prisme Blush w bardzo ladnym kolorze, jak widzicie jest to bardzo dziewczecy roz z niebieskim podtonem. Kolor idealny dla mnie.


Myslalyscie ze to juz koniec? :D

'Bonusik', ktory jest w drodze do mnie: 








NARS Blush/Bronzing Powder Duo - Angelika & Laguna - Konczy mi sie moja stara Laguna i myslalam troche nad jej zamiennikiem. Patrzylam na nowy puder brazujacy Dior, ale wygladal strasznie zolto na mnie. Generalnie to wiekszosc bronzerow na rynku nie jest dla mnie bo jest albo: za ciemna/ badz ma zolty/pomaranczowy podton. Wiec z podkulonym ogonem postanowilam wrocic do Laguny... Dodatkowo jak widzicie w paletce znajduje sie roz Angelika, ktorego nie mialam, a lubie NARSowe roze, wiec chetnie przygarne tez roz :D


Taaak, generalnie znajde sobie sprawe ze na poczatku gadalam o ograniczeniu kolorowki, a tu pokazuje Wam 3 roze, jeszcze 2 sa w podobnym odcieniu.... Ale na swoja obrone powiem ze rozy nie kupowalam prawie rok i cierpliwie uzywalam to co mam (udalo mi sie zuzyc 2 roze z MAC :D). Tyle na moja obrone :D



niedziela, 29 marca 2015

26. Givenchy Le Rouge, Rose Dressing

Lubicie matowe pomadki? Ja uwielbiam efekt jaki daja, ale nie przepadam za tym ze wiekszosc z nich przeszusza usta a takze ma dosyc ciezka konsystencje...

Jednak ostatnio calkiem przypadkowo (jako ze dostalam miniaturke tej pomadki) udalo mi sie natrafic na pomadke matowa, ktora nie przesusza ust i ma swietna konsystencje. Jak po tytule mozecie zgadnac, mowa bedzie o pomadce Le Rouge z Givenchy, w odcieniu nr 202, Rose Dressing.








Opis producenta:

'Le Rouge Givenchy to coś więcej niż tradycyjna pomadka… to prawdziwe akcesorium Couture stworzone przez Givenchy. Prawdziwy przedmiot pożądania, który pokrywa usta woalem intensywnego koloru.Formuła bogata w pigmenty tworzy na powierzchni ust zmysłowy film głębokiego koloru i niezwykłe uczucie komfortu. Ultra lekka konsystencja pielęgnuje i subtelnie modeluje usta.'        



           




Kolor jaki ja mam, Rose Dressing, jest to jasny koralowy roz.
W zeszlym tygodniu pokazywalam Wam Crosswires z MAC, ktora ma podobny odcien, ale Rose Dressing jest zdecydowanie mniej intensywna i bardziej rozowa niz Crosswires.

Tak wyglada na ustach:







Aplikacja pomadki jest bezproblemowa, ma delikatny zapach, ktory szybko znika z ust.

Pomadka jest bardzo napigmentowana, nie trzeba jej nakladac bardzo duzo. Pigment idzie w parze z trwaloscia, u mnie utrzymuje sie okolo 5 godzin.

Konsystencja pomadki jest swietna, kremowa. Producent obiecuje 'formule lzejsza od powietrza' i faktycznie, formula jest bardzo leciutka.
Pomadki w ogole nie czuc na ustach, nie wchodzi w zalamania.








Podsumowujac Le Rouge to swietny wybor dla tych, ktorzy cenia matowy efekt, latwosc aplikacji i wysoka pigmentacje.

Marka Givenchy nie jest czesto pokazywana na blogach, nad czym ja osobiscie ubolewam. Wszystko co mam z tej marki, jest naprawde swietnej jakosci.

Gdy skonczy mi sie ta miniaturka, na pewno zakupie pelnowymiarowa wersje, zwlaszcza ze widzialam pare interesujacych odcieni, a na razie nie spotkalam innej pomadki, ktora rownalaby sie z jakoscia Le Rouge.

sobota, 28 marca 2015

25. Przepisy Babci Agafii: Maska do włosów drożdżowa na pobudzenie wzrostu

W swoich zakupach z lutego, pokazywalam Wam ze kupilam drozdzowa maske rosyjska.
Kupilam ja, zachecona pozytywymi opiniami i na blogach u dziewczyn, jak i na Wizazu. Jest to takze moje pierwsze spotkanie z kosmetykami rosyjskimi, wczesniej nie mialam zbytniej okazji zeby je przetestowac.

Producent obiecuje nam ze maseczka spowoduje porost wlosow, a takze ze wlosy stana sie miekkie i jedwabiste. Sklad maseczki jest naturalny, zero parabenow i tym podobnych.




Zaczne wlasnie od skladu, bo ten jest bardzo fajny i dlatego bardzo chcialam zeby ta maseczka zadzialala u mnie, bo mialabym fajna maske naturalna, do ktorej mozna zawsze wrocic.


Skład: Aqua with infusions of: Yeast Extract, Betula Alba Juice; enriched by extracts: Inula Helenium Extract, Arctostaphylos Uva Ursi Extract, Silybum Marianum Extract, Cetrionium Chloride, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Guar Gum; cold pressed oils: Triticum Vulgare Germ Oil, Ribes Aureum Seed Oil, Pinus Siberica Cone Oil, Rosa Canina Fruit Oil, Ascorbic Acid, Panthenol, Glucosamine, Citric Acid, Parfum, Benzoic Acid, Sorbic Acid



Mamy tu miedzy innymi: Drożdże piwne, Sok brzozowy, Oman wielki, Mącznice lekarska,
Olej z kiełków pszenicy, Olej z nasion białej porzeczki czy tez Olej z orzeszków cedrowych.


Kolejnym plusem jest zapach maski, pachnie bardzo ladnie, takim ciasteczkiem/ciastem z lukrem. Niestety zapach znika z wlosow w pare minut.



Jesli chodzi o minusy.. Coz przede wszystkim maska u mnie nie wywiazala sie z pierwszej obietnicy producenta dotyczaca porostu wlosow. Trzymalam maske i na skorze glowy, jak i na wlosach, gdybym trzymala ja tylko na wlosach, oczywiscie nie oczekiwalabym Bog wie jakiego porostu. Wiadomo, nie kazdy produkt majacy za zadanie przyspieszyc porost bedzie dzialal na nasze wlosy, ale zawsze ma sie nadzieje ze nowy kosmetyk zadziala na nasze wlosy...

Kolejna rzecz, to kwestia wygladu wlosow... Maska po prostu nic nie robi z moimi wlosami, dla mnie juz nawet niektore odzywki powoduja ze moje wlosy lepiej wygladaja... Na samym poczatku trzymalam maske na krotko, potem poczytalam w internecie i okazuje sie ze najlepsze efekty maska daje, gdy nalozy sie jej duzeee ilosci i trzyma sie na glowie okolo 30 minut. Tez tak ostatnio zrobilam i daje troche lepsze nawilzenie i wygladzenie wlosow, ale dalej nie jest to efekt 'jedwabistych' wlosow o jakim mowi producent.

Kolejna kwestia... Wydajnosc, a raczej jej brak. Jesli nalozymy maski bardzo duzo, jak polecaja dziewczyny na Wizazu, to maska ubywa w bardzo szybkim tempie.


Tak wygladaja wlosy po uzyciu maski:






Podsumowujac, u mnie maska sie srednio sprawdzila, nie moge zrozumiec tak duzej ilosci pozytywnych opinii o niej. Moze dostalam jakis wadliwa sztuke, inaczej nie moge tego wytlumaczyc.


Moje wlosy generalnie nie sa w najlepszej kondycji, wolno rosna i chcialam bardzo zeby ta maska choc troche przyspieszyla ich porost. Jesli macie mi do polecenia jakies sposoby/produkty na porost wlosow, dajcie znac! 




czwartek, 26 marca 2015

24. Perfumeryjne 'migrenogenne' horrorki wedlug mnie :D

Do tego postu 'natchnela' mnie w pewien sposob Boogie Silver, ktora wczoraj w swoim filmiku zdradzila ze w dniu slubu, zapach ktory bedzie jej towarzyszyl to Alien.

Na te nowine, ja otworzylam oczy szeroko ze zdumienia, poniewaz nie znosze tego zapachu calym sercem. Smierdza obrzydliwie, nie mowiac ze zapach jest na nieszczescie bardzo trwaly i ciezko sie od niego uwolnic. Jednak zdaje sobie sprawe ze perfumy to niesamowicie subiektywna sprawa. Ktos moze kochac jeden zapach, a u innej osoby ten sam zapach wywoluje bol glowy.

Pomyslalam, ze napisze o tych perfumach, ktore zupelnie mi nie podchodza, ani na mnie, ani na kims innym, takie migrenogenne horrorki, ktorych nie moge zniesc.

Ciekawa bardzo jestem czy ktoras z Was, podobnie nie lubi tych perfum, czy wrecz przeciwnie bardzo je lubi i ma innych, swoich kandydatow do tytulu zapachowego horroru/smierdziacych perfum/wywolywacza bolu glowy :D



1. Alien by Thierry Mugler





Zdecydowanie miejsce pierwsze zajmuje wlasnie Alien, o ktorym juz wspomnialam na poczatku.
Zeby bylo ciekawie zapach ten 'odkrylam' nie w perfumerii, a w szkole. Moja kolezanka byla wypsikana Alienem i niestety los chcial ze pracowalysmy razem przy jakims projekcie.
Nie mialam pojecia CZYM ona wtedy pachnie, nawet nie potrafilam (i do tej pory nie potrafie) wyszczegolnic jakis konkretnych nut zapachowych, wiedzialm tylko jedno: te perfumy SMIERDZA. 

Potem ktoregos razu bedac w Sephorze, zaciekawil mnie ten flakon Alienowy. Taki fioletowy, wydawal sie taki mroczny, drapiezny, inny niz wszystkie buteleczki obok. Wiedzialam ze w tym flakonie na pewno jest uwieziony jakis mocny, zdecydowany zapach. Pisknelam sie i juz wiedzialam ze moja kolezanka miala wtedy na sobie Aliena! Niestety, na mojej skorze smierdzial mi tak samo, jak na mojej kolezance.

Nie rozumiem fenomenu tych perfum, a sa dosyc popularne, bo niestety mam tego pecha i napotykam od czasu do czasu dziewczyny pachnace tym 'cudem'.




2. Fantasy by Britney Spears






Nie lubie perfum sygnowanych imieniem celebrytek. Nie wiem, jakos dla mnie wszystkie tandetnie pachna i sa tak zwana 'zapachaj dziura' w perfumeriach. 

Tych perfum szczegolnie nie trawie, jako ze mialam okazje czesto je wachac, bo dziewczyna z ktora mieszkalam na studiach byla ich fanka i niestety moj biedny nos byl atakowany tym ulepkiem.

Za co konkretnie podpadl mi ten zapach? Za nadmierna slodycz, cukierkowatosc, tandetnosc.
Nie lubie nadmiernie slodkich zapachow, a zwlaszcza takich ktore w ogole nie zmieniaja sie w czasie noszenia, tylko non-stop emituja slodka won... 




3. Shalimar by Guerlain




Nie lubie 'starych' zapachow i oto jest najlepszy przyklad. Shalimar, zostal stworzony w 1925, wiec w tym roku obchodzi swoje 90 urodziny!

Poczytalam troche o nim i wiem czemu mi nie leza. 'Shalimar jest pierwszym zapachem, który zawiera etylowanilinę, sztuczny związek pachnący wanilią, charakteryzujący się ogromną intensywnością.' Na poczatku ja wlasnie czuje ta sztuczna wanilie, potem dolacza do niej kadzidlo.
Inne nuty (oprocz wanilii i kadzidla) Shalimara to: cytryna, bergamotka, cedr, mandarynka, jaśmin, róża, żywica opopanax, bób tonka, paczula, balsam peru, skóra.


Zapach tych perfum to dla mnie zapach maści z kamforą, mentolu, kojarzy mi sie z apteka, a nie z perfumami. Zupelnie nie w moim stylu i guscie.

4. Hypnotic Poison by Dior




Zazwyczaj lubie perfumy od Dior, ale nie tym razem. Trucizna Diora rowniez nalezy do zapachowych 'horrorkow', ktorych mimo prob nie potrafie docenic.

Zapach ten nazywa sie trucizna, bo ponoc pachnie podobnie jak ... cyjanek. Nie wiem nie wachalam cyjanku, ale zgodze sie ze te perfumy przypominaja zapach trucizny: slodki, zmyslowy, przywolujacy ofiare, ale jednoczesnie duszacy, z nuta goryczki, ktora ma za zadanie wykonczyc przeciwnika (przynajmniej mnie te perfumy wkonczyly :P)

Nie podoba mi sie jednowymiarowosc tych perfum, pachna one dokladnie tak samo zaraz po aplikacji jak i pare godzin po, sa dalej ciezkie i duszace, przez co szanse wywolania bolu glowy sa u mnie dosyc duze.

Jednym slowem, Poison przytloczyly mnie. Lubie zazwyczaj mocne zapachy, ale ten jest zdecydowanie za intensywny...


5. No. 5 by Chanel

Ten zapach chyba zna kazdy, wiec nie bede go opisywac. Klasyk, bestseller mimo iz jego premiera miala miejsce w 1921.

Kolejny 'stary' zapach, ktory mi nie podchodzi, pachnie mi starym futrem z norek, naftalina, a co gorsze, kosciolem... Tak nie wiem czemu, ale te perfumy pachna mi kosciolem. 

Slyszalam ze do no. 5 trzeba dojrzec. Pozyjemy, zobaczymy...


wtorek, 24 marca 2015

23. Jak przestac jesc slodycze? Czy jest to mozliwe? :P

Wedlug mnie 'dbanie o siebie' nie zaczyna sie od makijazu, kosmetykow czy a wlasnie od diety. Nie lubie slowa dieta, wole 'zdrowe odzywianie sie'. Tematem zdrowego odzywiania sie zajelam sie na dlugoo przed moim zaintersowaniem kosmetykami, moja dieta przechodzila wiele zmian i modyfikacji, ale to temat rzeka i na pewno temat na osoby post.

Zmora wielu osob ktorzy walcza o lepsza figure, samopoczucie i zdrowie jest wyeliminowanie wlasnie slodyczy. Od ilu osob slyszeliscie ze nie maja problemow z utrzymaniem zdrowej diety, ALE jedyne co stoi im na przeszkodzie zeby w 100% zdrowo sie odzywia to wlasnie slodycze?

Ja wlasnie nalezalam do tej kategorii osob ... Ale od paru miesiecy udalo mi sie zwyciezyc nad 'wrogiem' :D




Slodycze byly moja slaboscia od lat. Juz jako dziecko lubilam wszelkie ciasta, ciasteczka, czekolady... Bylam tez wielka fanka Kinder Czekolady i batonikow Bounty :D

W okresie dojrzewania zdecydowanie 'przeholowalam' ze slodyczami. Przechodzilam wtedy wyjatkowo ciezki okres w zyciu, mialam duzo problemow rodzinnych i srednio, badz w ogole sobie nie radzilam z ta sytuacja...
W tamtym czasie mialam paskudny zwyczaj traktowania jedzenia jako 'pocieszacz' emocjonalny. 
Na raz potrafilam zjesc cala reklamowke slodyczy, ktora miala mi starczyc na tydzien ...


zrodlo: pinterest


Pozniej bylo znacznie lepiej, juz w liceum jadlam mniej slodyczy, ba mozna powiedziec ze troche mi sie one 'przejadly', ale dalej byly one w moim menu. Co gorsza, mimo ze potrafilam opanowac czestotliwosc jedzenia slodkosci, to nie moglam opanowac ilosci jakie w siebie pakuje.

Na studiach wkrecilam sie w cwiczenia, najpierw w domu, potem na silowni. 
Chyba kazda osoba ktora zaczyna sie interesowac fitnessem, szybko bardzo dostrzega ze cwiczenia to tak naprawde tylko 30% sukcesu, reszta to dieta. A u mnie jedynym problemem byl wlasnie cukier...

Probowalam 'rzucic' slodycze pare razy. Za kazdym razem udawalo mi sie wytrzymac pare tygodni bez cukru, a potem zawsze 'wpadlo' cos do wozka z zakupami, przychodzilam do domu i nastepowal koniec diety :P

zrodlo: http://ediblereflections.files.wordpress.com/2014/10/chocolate.jpg?w=660
Ale w koncu... UDALO SIE. Od paru miesiecy nie jem w ogole slodyczy, nie robie zadnych 'fit' zamienniow ciast, ciasteczek, domowych czekolad itp itd. I po raz pierwszy w zyciu NIE TESKNIE za slodyczami.

Co mi pomoglo?

1. Przede wszystkim zmiany wprowadzilam w swoim mozgu. Wmawialam sobie ze slodycze to nic dobrego, ze zjedzeniem czekolady (co trwalo minute u mnie) marnuje efekty swojego godzinnego treningu.
No przyznalam sie przed soba ze niestety NIE POTRAFIE w 100% kontrolowac sie jesli chodzi o slodycze. Znam osoby ktore potrafia zjesc 1 czekoladke czy pol kawalka ciasta i beda mialy dosyc. Jednak u mnie najczesciej konczylo sie objedzeniem sie...


2. Uswiadomienie sobie ze nie chodzi tu tylko o to jak wygladam, ale takze o zdrowie i samopoczucie. Po wchlonieciu porcji slodyczy nie czulam sie dobrze i fizycznie i psychicznie...
No i oczwiscie jak zjadlam duza porcje slodyczy, to bylam 'zla' na siebie ze kolejny raz nie potrafilam sie ograniczyc...

3. Zrozumialam tez ze wszelkie slodkosci tak naprawde nie poprawiaja mi humoru. Przestalam traktowac jedzenie w sposob 'emocjonalny'. Obecnie patrze na jedzenie w sposob racjonalny, to co jem ma przede wszystkim dostarczyc mi wszystkich potrzebnych mineralow, witamin i makroskladnikow zebym byla zdrowa. Juz nie patrze na czekoladki jako 'poprawiacz nastroju'.

Nie mam problemu z tym jak ktos je przy mnie slodycze, moge tez obojetnie minac cukiernie czy alejke ze slodyczami w sklepie. Slodycze nie robia juz na mnie 'wrazenia'.

4. Jakos 1 czy 2 miesiace po tym jak wykluczylam z mojej diety slodycze, zaintersowalam sie dieta weganska. Czytalam sporo o przemysle mleczarskim, jajecznym, miesnym i jak to wszystko tam wyglada i co tak naprawde jemy, to co przemysl stara sie nam wcisnac jako 'zdrowe' gdy nie jest to zdrowe w ogole... Generalnie nie chce nikogo nawracac tutaj, bo sama jestem na poczatku drogi, ale wyeliminowalam duzo produktow odzwierzecych w mojej diecie. A jako ze slodycze czesto zawieraja odzwierzece produkty to mam kolejny powod zeby ich nie jesc.

5. Zaczelam jesc bardzo DUZO owocow i innych weglowodanow. Moj organizm juz nie 'wola' o slodkie, bo zaczelam dostarczac mu odpowiednia dawke cukrow. 

Wydaje mi sie ze wlasnie w tym popelnilam blad wczesniej. Przy moich wczesniejszych probach rzucenia slodyczy, czytalam bardzo duzo artykulow... Wiecie dobrze chyba jakie panuje przekonanie wsrod osob cwiczacych/zajmujacych sie fitnessem apropos weglowodanow: 'nadmiar wegli zamienia sie z tluszcz', 'nie mozna jesc slodyczy po godzinie 16'... Ja niestety glupia, wierzylam naiwnie w te bzudry i odmawialam sobie i owocow i wegli i efekt byl taki ze po paru tygodniach zawsze wracalam do 'nalogu'.

Teraz jem mase owocow, warzyw, ryzu, makaronow... Czy przytylam? Nie, nie przytylam, a schudlam 6 kilogramow. 



To chyba glowne rzeczy, ktore zmienily moje podejscie i pomogly mi 'uporac' sie ze slodyczami. Dajcie znac czy podobnie jak ja, bylyscie czekoladoholikami, czy tez moze dalej nie potraficie sobie odmowic czekoladki od czasu do czasu?

Prosze Was, zebyscie nie krytykowali mojej diety ze jest zbyt restrykcyjna... W 'realu' duzo osob patrzy na mnie jak na swira gdy mowie im ze nie jem w ogole slodyczy ...
Jak mowie, ja nie patrze na nikogo krzywo, ze je slodycze, czy niezdrowo sie odzywia ogolnie, bo sama kiedys nie jadlam zdrowo w 100%, i dopiero gdy wciagnely mnie cwiczenia/swiat fitnessu to zaintersowalam sie tym tematem.

Post napisalam z mysla dla tych, ktorzy chca zdrowiej jesc i lepiej sie czuc, a slodycze im to uniemozliwiaja... Mam nadzieje ze komus pomoze!


niedziela, 22 marca 2015

22. MAC Lipstick, Crosswires

Witajcie,

Na poczatku mojego zaintersowania makijazem lubowalam sie w jasnych odcieniach pomadek, jednak szybko zorientowalam sie ze musze wybierac mocniejsze kolory, ktore ozywia i dodadza zycia mojej cerze.
Pomadka Crosswires z MAC jest wlasnie taka pomadka dodajaca zycia :)

Ten kolor moze nie jest bestsellerem jesli chodzi o pomadki MAC, ale ja bardzo ciesze sie ze go 'odkrylam' ogladajac youtube, a konkretniej Essie Button, ktora wymienila Crosswires jako jeden z jej ulubionych MACowych pomadek.







Odcien Crosswires jest opisany jako 'Czysty, zaróżowiony pomarańcz ' na stronie maccosmetics.pl
Szczerze pomaranczy w tej szmince to ja nie widze. Ja opisalabym Crosswires jako kolor koralowy z dodatkiem rozu i czerwieni. 

Przyznam sie ze nie widzialam takiego odcienia w ofertach innych marek, jest to bardzo niespotykany i ciekawy odcien. 






Pomadka ma wykonczenie 'Cremesheen'. Wykonczenie Cremesheen jest jednym z moich ulubionych wykonczen pomadek z MAC. Pomadki w wykonczeniu Cremesheen charakteryzuja sie dobrym kryciem, kremowa konsystencja. Znika z ust po okolo 2 godzin, wiec trzeba ja aplikowac dosyc czesto w ciagu dnia.



Swatch: 





Kolor dosyc intensywny, dlatego ja rozcieram pomadke zaraz po nalozeniu jej na ustach, zeby uzyskac bardziej 'dzienny' efekt :)





Jak wspominalam, pomadka jest bardzo kremowa i swietnie sie aplikuje. Lubie ja tez za to ze mozna ja 'warstwowo' nakladac i kontrolowac jej intensywnosc.

Minusy? Na pewno jej trwalosc.... 2 godziny to troche malo, a ja nie lubie aplikowac pomadki co chwila, drazni mnie to i czesto zapominam w ogole wziac jej do torebki :P

Kolejny minus to taki ze mimo tej kremowej formuly, pomadka potrafi nieco przesuszyc moje usta.  



Jak Crosswires polubilam za pewno za lekkosc aplikacji, kremowa konsystencje oraz za nietypowy odcien. MAC slynie z takich odcieni, ktorych na prozno szukac w innych markach i wlasnie dlatego lubie pomadki z tej firmy :)


Znacie pomadki z MAC? Jesli macie do polecenia jakis mniej popularny, ale ladny odcien to dajcie znac! :)



                                                                                         


piątek, 20 marca 2015

21. Zakupy perfum/ testerow perfum przez internet? Dlaczego ja jestem na nie....

Hej dziewczyny,

Dzisiaj chce sie z Wami podzielic moja opinia i moim doswiadczeniem w kupowaniu perfum w internecie, a konkretnie mam na mysli kupowanie perfum na ebay/allegro.

Aukcje internetowe ciesza sie duza populararnoscia w ostatnich latach. Mozna kupic zapachy, kosmetyki wycofane ze sklepow, ubrania, torebki z poprzednich sezonow... Wszystko to po bardzo okazyjnych cenach. Aukcje internetowe to przede wszystkim raj dla oszustow, bo niestety bardzo latwo jest sprzedac podrobiony produkt w internecie.

Powod dla ktorego 'nacielam sie' 2 razy(badz 1 raz, ale to wyjasnie pozniej) na podrobki perfum, jest taki ze od paru lat 'poluje' na perfumy Miss Dior Cherie (wersje z 2005 roku).  Perfumy ktorych szukalam, niestety nie sa juz dostepne w perfumeriach, dlatego chcac nie chcac, strony internetowe to jedyna opcja zeby je dostac.

Moje pierwsze negatywne doswiadczenie mialo miejsce jakos poltora roku temu, na stronie ebay.
Osoba sprzedajaca umiescila zdjecia orgynalnego pudelka, nie pokazujac perfum. Jako ze sprzedawca mial 100% pozytywny feedback, pare flakonow juz sprzedal i pojawily sie pozytywne komentarze kupujacych, nie zastanawialam sie dlugo i zamowilam je.

Jednak gdy perfumy dotarly do mnie, od razu gdy otworzylam pudelko wiedzialam ze flakon wyglada nie tak jak oryginalny a perfumy po 20 minutach nie mozna bylo nawet wyczuc na skorze!
Napisalam do sprzedawcy ktory przeprosil mnie i oddal pieniedze, tlumaczac sie ze nie wiedzial ze sprzedaje podrobki, bo on sam zakupil perfumy od innej osoby.

Niby wszystko fajnie, ale ciekawa jestem co z innymi osobami ktore przede mna kupily te perfumy i myslaly ze to oryginal... Raczej watpie ze sprzedawca je o tym zawiadomil i oddal $...


W tym tygodniu, mialam dosyc sporo czasu na grzebanie w internecie, jako ze lezalam chora i wymyslilam sobie ze poszukam tych perfum po raz drugi. Trafilam na allegro, znalazlam sprzedawce z duza iloscia pozytywnych komentarzy i  nie myslac zbytnio zakupilam znowu MDC.
I powiem Wam ze nie moge w 100% powiedziec czy te perfumy to autentyk, czy tez nie. Flakon jest w 100% autentyczny, bo porownywalam z oryginalem. Jesli chodzi o zapach... Problem w tym ze zapach wachalam jakies 4 lata temu (bo wtedy zostal wycofany z perfumerii) i niby jest taki jak sobie przypominam ALE nie trzyma na skorze tak dobrze jak powinien sie trzymac.... A jako ze nie moge trwalosci zapachu porownac z oryginalem w sklepie, bo w sklepie ich nie ma, to do konca nie moge swierdzic, czy perfumy sa podrobione czy nie.

Szczerze, nie mam ochoty zastanawiac sie nastepne 2-3 lata czy to sa prawdziwe perfumy czy nie, dlatego odesle je do sprzedawcy, mimo ze niby flakon jest oryginalny i perfumy na pierwszy rzut oka wygladaja na oryginalne.

Tak wiec tak, OFICJALNIE jest to koniec moich zakupow perfum na tych 2 stronach. Tesknie za zapachem Miss Dior Cherie, ale niestety nie mam szczescia bo za 1 razem dostalam podla podrobe, za 2 razem dostalam albo oryginal, albo rozcienczony woda oryginal albo bardzo dobrze imitujaca oryginal podrobe.


A tutaj podam Wam przyklad jak chamsko podrobione perfumy laduja na ebay... (zdjecia znalazlam przez google graphics)

Podroba:

zrodlo: http://2.bp.blogspot.com/-na9wLk9ospk/TfSRw2QYjKI/AAAAAAAAAlg/TR1O3fdFSkU/s400/dior%2Bcheri%2Bback.jpg

Jakby ktos nie wiedzial, tak wyglada oryginal....


zrodlo: http://www.theglamguide.com/wp-content/uploads/2011/09/missdiorcherieoriginal.jpg



Teraz przedstawie Wam glowne argumenty dla ktorych uwazam ze kupowanie perfum na allegro/ebay nie ma sensu....

1. Duzo osob twierdzi ze kupuje perfumy na aukcjach i wie ze sa oryginalne bo 'perfumy maja batch code'. Batch code, jest to cos w rodzaju numeru seryjnego perfum, ma swiadczyc o ich oryginalosci i roku w ktorym zostaly wyprodukowane.
Jednak oszusci podrabiajacy perfumy sa zawsze pare krokow przed nami i zorientowali sie ze ludzie nie sa tacy glupi i szukaja batch code na flakonie jako dowodu autentycznosci perfum. I tak oto podrabiacze perfum robia teraz takie flakony ktore maja autentyczne batch code.

2. Kolejna kwestia jest to ze niezywkle rzadko sprzedawcy zamieszaja RZECZYWISTE zdjecie perfum ktore sa przedmiotem aukcji. W 60% na aukcjach sa zamieszczane zdjecia reklamowe perfum wziete z internetu, czesto tez sprzedawcy 'kradna' zdjecia perfum z blogow.... Tak wiec tak naprawde nie wiemy jak wyglada buteleczka do momentu w ktorym otrzymamy perfumy.

2.  Kolejna kwestia to testery... Niby fajna opcja, wydawalo by sie, bo tansze od oryginalnych perfum. Jesli mamy ulubiony zapach, to mozna zachowac sobie korek od oryginalnej buteleczki perfum i kupic tester. Czemu jestem na nie? Bo testery sa rowniez NA POTEGE podrabiane. Glowa mnie bolala jak widzialam na aukcjach setki podrobionych testerow popularnych perfum typu Coco Mademoiselle Chanel za 200 PLN czy perfumy bardzo drogie np. Tomcia Forda za 250 PLN.

Tutaj chociazby zdjecie porowawcze autentycznych vs podrobionych Chance, ktore sa jednymi z najczesciej falszowanych perfum.



3. Kolejna rzecz ktora mnie interesuje to zrodlo perfum. Skoro sprzedawcy ofiaruja markowe perfumy przecenione o 50%, to skad oni nabywaja te perfumy, ze sa po tak obnizonych cenach? Czy mozna od oryginalnego dystrybutora perfum otrzymac testery po tak niskich cenach? Nie wiem, bo nie znam sie na tym, ale mam wrazenie ze bardzo czesto na aukcje trafiaja KRADZIONE perfumy....

Wiem ze pracowanicy perfumerii czesto dostaja testery, no ale sorry, nie uwierze ze wszyscy sprzedawcy perfum na all i ebay sa pracownikami Sephory i sprzedaja autentyczne testery.

4. Mam wrazenie ze ludzie kupujacy perfumy, sa dosyc naiwni i czesto zostawiaja pozytywny feedback falszerzom, przez co ci maja dalej dobra opinie i moga dalej sprzedwac podrobiony towar. I na ebay i na allegro jest mnostwo sprzedawcow ktorzy maja okolo 99.6% pozytnwego feedbacku i pare tylko negatywnych komentarzy... Ale niestety te PARE negatywych komenatrzy, to komentarze ludzi ktorzy najczesciej znaja sie na perfumach i pisza ze perfumy sa podrobione.

5. Na pewno, w dzungli podlych oszustow, znajduja sie sprzedawcy uczciwi, ofiarujacy oryginalne perfumy. Na wizazu dziewczyny wymieniaja sie nickami sprzedawcy godnych zaufania.
Problem tylko ze tych sprzedawcow z komentarzami powyzej 10 000, wszystkimi pozytywnymi jest garstka i nie maja oni wszystkich perfum niestety (Na moim przykladzie, zaden z tych sprawdzonych sprzedawcow nie mial perfum, ktorych ja szukalam). A kolejna kwestia to taka ze Ci uczciwi sprzedawcy oferuja perfumy w cenach bardzo zblizonych do cenach w perfumeriach czy drogeriach...
Wiec w tym momencie kupowanie na allegro czy ebay przestaje miec sens, jesli w prawie tej samej cenie mozemy miec perfumy oryginalne z perfumerii.


Sadze ze poruszylam wszystkie najwazniejsze kwestie. Jak wczesniej Wam napisalam, Miss Dior Cherie przestaje szukac na aukcjach i po prostu bede szukac nowego zapachu dla siebie, tym razem w zaufanych sklepach stacjonarnych.

Powiem Wam, ze PRZERAZA mnie liczba podrob grasujacych w internecie i wydaje mi sie, ze jest to walka z wiatrakami... Bo ludzie zawsze naiwnie beda myslec ze mozna kupic oryginalne perfumy od Chanel czy Dior przecenione o 50%.
Jak jeszcze dodamy ile kosmetykow kolorowych, ubran, torebek, sprzetu elektronicznego jest podrabianych, to serio robi mi sie autentycznie slabo. I nie chodzi tu tylko o kwestie oszustwa, ale najgorsze dla mnie jest to ze podrabiane towary (tu mowie glownie o kosmetykach) sa robione z toksycznych, niebezpiecznych dla czlowieka materialow.... Ale to temat na nowy, osobny post.




Pozdrawiam Was,
Zbulwersowana i zakatarzona
Snow White :P




środa, 18 marca 2015

20. Niekosmetycznie: ostatnio przeczytane ksiazki!


Dzisiaj nie bedzie o kosmetykach, a o czym innym co kocham o wiele bardziej od nich.

Moja pasja od lat sa ksiazki. Od dziecka uwielbialam czytac i jako dziecko, a potem nastolatka pochalnialam tony ksiazek, oczywiscie byla to saga o Harrym Potterze, seria o Ani z Zielonego Wzgorza, ksiazki M. Musierowicz. Potem zaintersowalam sie innymi ksiazkami miedzy innymi fantastyka, klasyka angielska i rosyjska, powiesciami obyczajowymi.

Nigdy nie rozumialam osob, ktore mowily mi ze nie lubia czytac. No jak nie mozna lubic czytac? :P
Mnie czytanie weszlo w krew i ksiazki sa dla mnie fantastycznym relaksem i oderwaniem sie od rzeczywistosci. Tak, mialam okresy gdzie nie czytalam nic, z braku czasu i natloku zajec, ale obecnie staram sie czytac najwiecej jak moge.


Jesli chcecie sie dowiedziec co obecnie czytam i co mam w planach przeczytac, to zapraszam :)




Cykl Piesn Lodu i Ognia (George R.R Martin) - jak zapewne wiele innych osob, seria zaintersowalam sie po obejrzeniu swietnego serialu HBO. Obecnie jestem na pierwszym tomie 'Gra o Tron', juz prawie go koncze.

Cala saga opowiada historie paru rodzin uwiklanych w niebezpieczna gre o tron krolestwa Westeros. Spiski, intrygi, zdrady, nagle zwroty akcji, epickosc, swietna narracja -to wszystko charakteryzuje sage napisana przez Martina i za to pokochaly ja miliony fanow na swiecie.

Mimo ze ksiazki Martina sa zaliczane do gatunku fantasy, to nie ma tutaj nacisku na magie, wrozki, elfy i inne typ podobne twory typowe dla swiata fantastyki. Nie ma tu takze motywu walki 'dobra ze zlem' i jasnego podzialu na bohaterow i ich wrogow. Swiat ktory kreuje autor nie jest ani czarny ani bialy, a tak naprawde jawi sie w wielu odcieniach szarosci (prawie jak 50 Shades of Grey :P)
Inspiracja Martina byla Wojna Dwoch Roz, toczaca sie w Anglii w XV wieku, przez co ksiazka zyskuje bardziej 'historyczny' posmak, niz fantastyczny.
Ksiazka jest bardzo realistyczna i porusza wiele kwestii miedzy innymi polityka, wladza, spoleczenstwo, seksualnosc, religia i moralnosc.

Ksiazka jest opowiescia widziana oczyma wielu bohaterow, przez co czytelnik moze poznac punkt widzenia wielu postaci. Jak wspominalam zaden z bohaterow nie jest do konca zly, ani dobry, i to od czytelnika zalezy kogo uznaja za ich ulubionego bohatera, a kogo za czarny charakter. Pojawia sie cala masa intrygujacych, nietypowych postaci, ktore czesto gina tak szybko jak sie pojawily :P Martin nie jest pisarzem ktory obawia sie usmiercania swoich bohaterow, i chwala mu za to. Uwielbiam rowniez to, ze Martin wykreaowal bardzo wyraziste postacie kobiet, ktore mimo ze zyja w swiecie w ktorym rzadza mezczyzni, potrafia snuc intrygi, oszukiwac i manipulowac lepiej niz mezczyzni.

Jedna wada ktora ma ten cykl jest to ze potrzeba na niego czasu. I to duzo, kazdy tom od 800 do 1000 stron. Tomow jest 5 i planowane sa kolejne dwa. Martin nie jest czlowiekiem ktory sie spieszy, pierwszy tom zostal opublikowany w 1996 i z pewnoscia poczekamy dobrych pare lat na dokonczenie sagi.











Nastepna ksiazka ktora ostatnio przeczytalam jest 'To kill a Mockingbird' napisana przez Harper Lee. Powiesc klasyk, bestseller, nagrodzony nagroda Pulitzera.

Akcja toczy sie w latach 30 ubieglego wieku w malej prowincjonalnej miejscowosci w stanie Alabama. Glownymi bohaterami jest 2 dzieci miejscowego adwokata Atticusa Fincha i ich przyjaciel.

Powiesc ma 2 glowne watki: jeden tyczy sie tajemniczego sasiada, ktory nigdy nie opuszcza domu i dzieci pragna poznac jego tajemnice. Drugi watek dotyczy sie ojca dzieci ktory podejmuje sie obrony Afroamerykanina, ktory jest oskarzony o zgwalcenie bialej kobiety. 2 watki razem poruszaja wiele problemow tamtych czasow takich jak rasizm, malomiasteczkowa glupota i ignorancja, podzial spoleczenstwa amerykanskiego w latach 30.

Przez co ze ksiazka jest widziana oczyma dzieci, zyskuje ona bardzo na swiezosci i niewinnosci, jako ze nie jest obciazona sterotypowym mysleniem ludzi doroslych.

Klasyk, absolutnie wart przeczytania i poswiecenia mu pare wieczorow.




I jako ostatnia pokaze Wam ksiazke ktora czeka w kolejce, Poradnik Pozytywnego Myslenia. Ksiazka zainteresowalam sie po obejrzeniu filmu o tym samym tytule. Film bardzo mi sie podobal, jest swietnie wyrezysterowany i zagrany, polecam jesli ktos go nie widzial. Generalnie uwielbiam duet Cooper & Lawrance, wiec to nie jest jakas niespodzianka ze film mi podpasowal.

Ksiazka (jak i film na jej podstawie) sledzi losy Pata, ktorego zostawila zona, a on jest gotowy zrobic wszystko zeby ja odzyskac. Na jego drodze staje Tiffany, ktora podobnie jak on nie ma lekko w zyciu...

Nie bede wam spojlerowac, powiem tyle ze polecam film, a czy ksiazka tez mi sie spodoba, to czas pokaze.

Co ostatnio czytaliscie? :) Koniecznie napiszcie i blagam Was nie piszcie mi ze NIC nie czytacie, bo serce mi peknie :P




poniedziałek, 16 marca 2015

19. Urban Decay, Naked3 - Recenzja po roku uzywania :)

Pamietam ze wlasnie pod koniec 2013, kiedy zostala wydana paletka Naked3, zaczelam interesowac sie makijazem, kosmetykami. Poszukiwalam ladnej paletki cieni, do makijazu dziennego glownie, ale tez chcialam zeby mozna nia bylo zrobic mocniejszy makijaz na wieczor. Interesowaly mnie takie ktore posiadaja 8-12 cieni (teraz to sie zmienilo o 180 stopni, bo zostalam fanka paletek z 4-5 cieniami :P)

Patrzylam na paletki NARS, Lorac Pro, Urban Decay... Ale w kazdym zestawie widzialam ze jest pare cieni, ktore mi nie pasowaly kolorstycznie. Ale ktoregos razu, na youtubie patrzylam na nowosci w subskrypcjach i zobaczylam filmik Kandee, ktora jako jedna z pierwszych, jeszcze przed premiera pokazala Naked3. Jak ja zobaczylam, wiedzialam ze jest to dokladnie to co potrzebuje. Kazdy cien mi sie podobal, UD slynie z dobrych jakosciowo cieni, wiec wiedzialam ze Naked3 bedzie moja :)

Nie zdazylam dorwac jej po premierze, bo zostala wykupiona WSZEDZIE, a po ebay krazyly podle podroby. Udalo mi sie ja kupic w kanadyjskiej Sephorze w styczniu 2014, wiec jest juz ze mna ponad rok. Czy zaluje ze ja kupilam? Czy uzywalam jej czesto przez ostatni rok? Co sadze o cieniach? Warto wydac na nia 200 PLN? :)





Naked3 przychodzi do nas w metalowym opakowaniu. Bardzo lubie to opakowanie, jest pozadnie zrobione, nie brudzi sie. Dostajemy 12 cieni, niektore matowe, niektore perlowe, niektore z brokatem, ale wszystkie sa utrzymane w kolorach brudnego rozu.







                                                                           


Nie bede Wam robic swatchy, ani opisywac cienia po cieniu, bo chce zrobic bardziej ogolna recenzje, bez skupiania sie na detalach.
Czy te cienie sa ladne czy nie, to kwestia gustu, ja osobiscie lubuje sie we wszystkich odcieniach rozu i jak zobaczylam ta paletke to wiedzialam ze kolorystycznie TO JEST TO.
Jednak sa dziewczyny ktorym makijaz wykonany rozowymi cieniami zupelnie nie pasuje i wygladaja na zmeczone. Wiem ze pare osob (a nawet wiecej niz pare :P) zakupilo ta paletke pod wplywem 'mody', a potem zobaczyly ze u nich te cienie nie wygladaja korzystnie.

Jestem zadowolona z jakosci cieni, ladnie sie blenduja (czasami az za ladnie, ale o tym pozniej). Cienie (wspomagane baza) trzymaja sie caly dzien. I na youtube i na blogach sporo dziewczyn krytkowalo dodanie do paletki cienia Buzz (drugi najjasniejszy cien w paletce) jako ze osypuje sie. A to niespodzianka, jest to brokatowy cien z duza iloscia drobinek, wiec to normalne ze sie osypuje :P Ale problem mozna obejsc nakladajac cien na mokro.

Jest jedno ALE i chodzi wlasnie o blendowanie, ktore jest az ZA DOBRE. Zaraz wytlumacze o co chodzi: gdy ponakladamy za duzo cieni i zaczniemy je blendowac to mozemy 'przedobrzyc' i na oku zostaje rozowo-brazowa plama kolorow, nie widac przejscia barw, tylko jeden odcien zmieszanych cieni. Problem wg mnie lezy nie tylko w tym ze cienie dobrze sie blenduja, ale tez w cieniach, ktore sa bardzo podobne do siebie kolorystycznie.

Dlatego ja juz nauczylam sie, ze po prostu z Naked3 nie mozna kombinowac. 3-5 cieni, to wg mnie jest maks ile mozna nalozyc.
           
                                         


Tutaj uzylam 5 cieni: Strange w wewnetrzny kacik, Limit na ruchoma czesc powieki, Nooner poszedl w zalamanie powieki, a Darkside zostal roztarty w zewnetrznym kaciku (tak zostal roztarty ze go nie widac, wlasnie o to mi chodzilo o to nadmierne mieszanie sie z soba cieni...). Cien Factory jest roztarty przy linii dolnych rzes.





Gdy paletka dotarla do mnie to uzywalam jej non-stop. Potem przybylo pare innych paletek i nie uzywam Naked3 tak czesto jak kiedys. Ale mimo wszystko, dalej uzywam ja z przyjemnoscia, kazdy cien jest w uzyciu, moze tylko nie do jednego makijazu.

Na pewno jesli lubicie siebie w takich odcieniach rozu i szukacie cieni dobrych jakosciowo, to uwazam ze warto jest zakupic ta paletke. Tylko trzeba uwazac z blendowaniem i iloscia cieni :)

Macie Naked3, albo inna paletke z tej serii? A moze inna paleta z UD skradla Wasze serca?

niedziela, 15 marca 2015

18. Make Me Bio, Garden Roses

Hej dziewczyny!

Pouzywalam pare tygodni krem ktory pokazywalam Wam w moich zakupach, wiec czas na jego recenzje.

Krem Garden Roses, jest kremem polskiej marki Make Me Bio. Przeznaczony dla skory suchej i wrazliwej. Skusilam sie na niego po przeczytaniu o nim u Aliny Rose, ktora bardzo go zachwalala.






Zacznijmy od skladu ktory prezentuje sie nastepujaco:




Jak widzicie skad jest bardzo fajny. Krem jest na bazie wody rozanej, mamy tez duzo olejow.
Mamy pare innych rzeczy np. gliceryne, benzyl alcohol czy tez cetearyl glucoside, ale moze on byc pozyskany i synetycznie i naturalnie (z oleju kokosowego) wiec nie jest zle.
Wiec w 100% ten kosmetyk naturalny nie jest, ale ponoc kosmetyki naturalne moga sie reklamowac mianem naturalych jesli zawieraja 95% skladnikow pochodzenia naturalnego, wiec sadze ze Garden Roses tyle zawiera naturalnych skladnikow.


Na samym poczatku ogromny plus za piekny rozany zapach, ktory ja uwielbiam osobscie.
Krem ma bardzo lekka, maselkowata konsystencje, latwo sie go naklada na buzie. 
Kolejny plus ze szybko wsycha, nie tworzy tez tlustej maski na buzi.




Jesli chodzi o jego dzialanie to ma za zadanie przede wszystkim nawlizyc nasza skore. 
Z tego zadania wywiazuje sie swietnie.
Czytalam ze u paru dziewczyn pomogl na zaczerwienienia, u mnie (na razie) takiego efektu nie mial, jako ze uzywam go dopiero pare tygodni. 

Kolejny plus jego plus to ze krem nie spowodowal u mnie pojawiania sie nowych zaskornikow, niestety mialam problem wczesniej z paroma kremami ktore wlasnie taki efekt u mnie wywolaly :(

Podsumowujac, naprawde godny polecenia krem nawilizajacy, dobry sklad, dobra cena (ok. 50 zl za 60ml), pieknie pachnie, nie zapycha, dobrze nawilza.

Mi generalnie kosmetyki nautralne bardzo sluza, dlatego powiem Wam ze zastanawiam sie nad 100% przejsciem na kosmetyki naturalne (jesli chodzi o pielegnacje).
Jednak wiem ze nie moglabym na pewno przestawic sie kosmetyki naturalne kolorowe, serce by mi peklo jakbym nie mogla potestowac wszystkich nowosci ktore sie pojawiaja. 
Moze za pare lat, jak zainteresowanie makijazem minie to wtedy przemysle ta kwesje :)




piątek, 13 marca 2015

17. MAC Powder Blush, Dame

Jesli musialabym wybrac jeden z kosmetykow jaki uwielbiam i kupowac i uzywac to byly by to roze. Az sama sie dziwie, ze jeszcze nie opisywalam zadnego z rozy w mojej kolekcji. Ale czas nadrobic zaleglosci, wiec dzisiaj przychodze do Was z recenzja Powder Blush w odcieniu Dame z MAC.


Rozy z MAC chyba nie trzeba przedstawiac nikomu, bo jest to zdecydowanie mocny punkt w ich ofercie i wiekszosc chyba odcieni jest przedstawiona na blogach/na youtube.




Odcien, ktory chce Wam dzisiaj pokazac to Dame. Dame ma wykoczenie Satin, co oznacza ze roz jest bardzo miekki, lekko sie rozprowadza, ma male drobinki, dajace 'satynowy' efekt. Oprocz wykoczenia Satin, Powder Blushes z MAC sa dostepne rowniez w wykoczeniach Frost, Matte, Sheertone i Sheertone Shimmer. Plus MAC ma w ofercie rowniez inne rodzaje rozy typu Mineralize Blush czy Prolongwear Blush.

Odcien Dame opisalabym jako 'brudny roz'. Kolor bardzo neutralny, stworzy raczej dla jasniejszych karnacji. Kamera przeklamuje nieco jego kolor, na zywo kolor jest mniej intensywny.



Prasowane roze MAC sa w pojemnosci 6 gramow. To 6 gramow zamkniete w czarnym okraglym pudeleczku starczaja na dlugoooo. Ja uzywam Dame ponad rok i na koncu pokaze Wam ile zostalo mi rozu (zdjecia powyzej sa nieco starsze :))

Ale przechodzimy do najwaznieszego czyli jak roz prezentuje sie na skorze. 
Swatch na rece:




Tym swatchem chcialam wam pokazac jak ladnie mozna 'zbudowac' kolor tym rozem.
Po lewo mamy pare warstw rozu, po prawo - jedna warstwa rozu, porzadnie roztarta.
Aplikacja: bez problemu, roz ladnie sie rozprowadza.

Ze wgledu ze jest bardzo jasny, mozna nalozyc go sobie na prawde duzo, nie martwiac sie ze zrobi nam plamy.


Mialam pewne problemy zeby uchwycic jak prezentuje sie na policzku. Nalozylam naprawde duzo produktu, ale slonce 'zjadalo' kolor :(






Jest to roz idealny dla bladych cer, ladnie stapia sie ze skora, nie robi plam, trzyma sie caly dzien.

Ale niestety roz ma pewien minus... A przynajmniej akurat ta sztuka ktora ja posiadam. Otoz pare tygodni temu pokruszyl mi sie.
Nie ma tragedi, bo zostala mi naprawde mala ilosc i tak niedlugo go wykoncze. Ale troche bylam zdziwiona ze roz mi sie pokruszyl, bo mozna powiedziec ze 'dbalam' o niego i roz nigdy nie spadl z toaletki.

I tak prezentuje sie obecnie (tutaj jest uchwycony lepiej jego kolor niz na 2 pierwszych zdjeciach)





Pomijajac fakt ze sie pokruszyl, naprawde lubie ten roz i zdecydowanie polecilabym kazdemu. No moze nie 'kazdemu', bo na bardzo ciemnych karnacji raczej nie bedzie widoczny, ale wiekszosci jasnym/srednim karnacjom powinien sluzyc :)

Na pewno skusze sie na inne roze z oferty MAC. Mam ochote na slynny Well Dressed i Harmony, ale takze kusi mnie oferta mineralnych rozy :) Ubolewam ze Pink Swoon zostal wycofany z ofery MAC, ale duzo produktow MAC wycofuje/zmienia i nic z tym zrobic nie mozemy.





wtorek, 10 marca 2015

16. Dior Addict Gloss nr 267

Witajcie dziewczyny,

Powiem Wam szczerze ze blyszczyki to jeden z niewielu elementow makijazu, ktore mnie nie kreca. Nie przepadam za nimi bo: zazwyczaj kleja sie do wszystkiego, maja nachalne drobinki, swieca sie tandetnie, no i schodza z moich ustow w blyskawicznym tempie... Jednym zdaniem: ja zazwyczaj rujnuje sie na pomadki, bo o wiele bardziej pasuje mi ich dlugotrwalosc i efekt jaki mozna nimi uzyskac.

Dior Addict Gloss w odcieniu Nuit De Juin jest to jedyny blyszczk w mojej kolekcji. Nie kupilam go sama, a dostalam w prezencie. Czyzby Addict Gloss przekonal mnie do uzywania blyszczykow? Czytajcie dalej zeby sie dowiedziec :)






Dior Addict Gloss jest dostepny w az 26 odcieniach.
Ze strony producenta mozemy sie dowiedziec:  'Jego magiczna formuła nadaje ustom nieznany dotąd lustrzany połysk i niezrównany komfort. Jego sekret to Mirror Shine Complex: polaryzowane kryształowe mikrokuleczki idealnie odbijają światło odtwarzając idealne lustrzane odbicie. Żelowa formuła pielęgnacyjna, wzbogacona w sfery kwasu hialuronowego, wypełnia i nawilża usta dla wzmożonego efektu objętości. ' (zrodlo: sephora.pl)





Na pierwszy rzut oka rzuca sie piekne opakowanie. Ja osobscie jestem fanka opakowan produktow firmy Dior. Gdy konczy mi sie jakis produkt Diora, to az szkoda mi go wyrzucac :P
Szczerze mowiac to uwazam ze jest to jedno z ladniejszych opakowan produktu do ust jakie sa obecnie na rynku.





Jesli chodzi o aplikacje: produkt ladnie sie rozprowadza, aplikator nie za duzy, nie za maly, nie ma zadnych drobinek ktorych jak wspominalam nie cierpie. Co wazne, blyszczyku 'nie czuc' na ustach.

Odcien ktory ja mam, Nuit De Juin daje bardzo delikatny neutralny efekt, dodaje odrobine rozowego koloru ustom i zostawia tafle polysku.

Swatch na rece i jak wyglada na ustach:










Ogolnie to podoba mi sie jak wyglada na ustach. Jak na moj gust moglby troszke mniej sie swiecic, ale z drugiej strony to gdyby swiecil sie mniej to raczej klasyfikowalby sie do kategorii balsamow do ust, a nie blyszczykow.

Jak wspominalam wczesniej: ogromny plus za to ze nie czuc go na ustach, nie ma zadnego chemicznego smaku i ze nie przykleja sie do wlosow, w przeciwienstwie do wielu innych blyszczykow do ust innych firm (TAK, blyszczyki NARS mowie o was!) 

Jesli chodzi o trwalosc: to jak kazdy blyszczyk schodzi szybciej w porownaniu do pomadek, u mnie trzyma sie kolo 1 do 2 godzin. Gdybym nie pila czegos non-stop, to pewnie trzymalby sie do 3-4 godzin.




Zgodnie z obietnica producenta, Addict Gloss bardzo ladnie nawliza usta i pielegnuje je. Nie uwazam jednak ze powieksza usta, moze minimalnie, nie jest to jednak efekt o ktorym mowi producent. Zdecydowanie jesli szukacie produktu do powiekszenia ust, to popatrzylabym na Dior Lip Maximizer, a nie na Addict Gloss.

Czy zakupie go ponownie? Hmm, powiem Wam ze nie wiem, bo z jednej strony jestem z niego zadowolona, pielegnuje usta, ladnie wyglada, jednak ja dalej pozostaje po stronie pomadek.
A jest tyle pomadek na rynku ktorych nie wyprobowalam i czekaja na przygarniecie do mojej kolekcji, ze naprawde ciezko powiedziec czy zakupie ponownie.

Znacie Addict Gloss? A moze inne produkty do ust marki Dior sa Waszymi ulubiencami? :)