wtorek, 14 kwietnia 2015

Sisley, L'Orchidée Rose Highlighter Blush



L'Orchidée chodzila za mna dlugoooo. Dostrzeglam ja na paru blogach juz dosyc dawno, ale cena mnie skutecznie zniechecala. Poza tym gdy zobaczylam ze rozu jest 15 gram, to troche mi przeszla na niego ochota, bo nie lubie miec az TAK duzo produktu.


Ale jednak, Sisley dalej mnie kusil, a jak mi sie cos podoba, to musze to miec. Zeby nie wiem co :P 
Wpadlo mi ostatnio pare innych rozy (2 z nich pokazywalam Wam w zakupach Marca) i w sumie nie ma uzasadnienia dlaczego go kupilam teraz, no coz, nawet nie bede wymyslac rozsadnego powodu, wiec przechodzimy do dalszej czesci recenzji ;)


L'Orchidée jest to tak naprawde nie tylko roz, a duo roz & rozswietlacz. Ja mam w wersji rozowej, dostepna jest jeszcze wersje lekko brazowa, podchodzaca bardziej pod bronzer niz roz.

Roz ma w sobie ekstrakt z bialej lilii, majacy za zadanie nawilizyc i dodac blasku naszej cerze. Marka Sisley lubi uzywac ektraktow roslinnych, przpisujac im specjalne dzialanie, ktore ponoc odkryli naukowcy pracujacy dla nich. 





 L'Orchidée Rose przychodzi do nas w metalowym opakowaniu, ktore osobiscie mnie nie powala wizualnie i na domiar zlego latwo mozna je pobrudzic odciskami palcow.

Otrzymujemy 15 gram produktu, raczej watpie czy kiedykolwiek zuzyje ten roz, biorac pod uwage ze 4.8 gramowe roze z MAC starczaja mi na ok. 2 lata. Generalnie rozu mogloby byc znacznie mniej, ale to tylko moja opinia, jako ze ja lubie najbardziej 'zuzywac' cos, niz tylko 'uzywac'.

Troche ponarzekalam na gramature i opakowanie, ale teraz beda szly ochy i achy :P





Roz jest w ksztalcie znaku marki Sisley, czyli orchidei. Orchidee tworza ciemnorozowe platki na przemian z jasniejszymi, ktore zawieraja drobinki (ta czesc ma sluzyc za rozswietlacz). Przyznam sie ze az szkoda mi go uzywac, bo z kazdym uzyciem orchidea lekko sciera sie, niestety traci na uroku :)


L'Orchidée wpadla mi w oko nie ze wzgledu na wyglad, ale na odcien rozu. Za wyjatkiem ciemnorozowych platkow, wiekszosc rozu jest w bardzo jasnym odcieniu, ktory jest idealny dla bladej cery.


L'Orchidée mozna uzywac jako roz, jak i korzystac z tej czesci ktora sluzy jako rozswietlacz. 
Ja omiatam pedzel po calej Orchidei, mieszajac wszystkie 3 kolory i utrzymujac subtelny kolor.

Jest duzo rozy na rynku ktore  w teorii maja nie robic plam, jednak przy mojej jasnej cerze bardzo latwo o taki produkt ktore te plamy zrobi. Jednak roz Sisley jest absolutnie bezpieczny w uzyciu, nadaje moim policzkom nieco koloru, zapewniajac naturalny wyglad. Absolutnie nie mozna z nim przesadzic.

Zeby byl widoczny na zdjeciu, musialam nalozyc go naprawde duzo. Tak sie prezentuje:




Mimo drobinek zawartych w tym rozu,  L'Orchidée Rose ma wykonczenie bardziej matowe, ale ladnie rozswietla cere i nadaje efekt lekkiego rumienca. Na policzkach trzyma sie caly dzien (za taka cene, probowalaby sie nie trzymac :P).





Jednym slowem, uwielbiam ten roz. Generalnie lubie uzywac roze, przy mojej karnacji, sa raczej konieczne. Ten jest idealny, jesli chodzi o efekt to stawiam go na rowni z moimi ulubionymi rozami Chanel zdecydowanie.

Jedyne co zmienilabym w nim to gramatura(i cena oczywiscie) Wolalabym dostac mniej produktu za mniejsza cene, z tej racji ze nie wydaje mi sie ze ktokolwiek by zuzyl ten roz do konca.

Jedna rada dla tych ktorych generalnie interesuje oferta marki Sisley, zdecydowanie najtaniej mozna kupic ja we Francji. Dla przykladu we francuskiej Sephorze mozna zabyc  L'Orchidée  za 68 euro, a w amerykanskiej za 110$, wiec jest to dosyc duza roznica. W Polsce ceny Sisley tez raczej przypominaja te amerykanskie, bo roz kosztuje ponad 300 PLN. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz