czwartek, 28 maja 2015

Prezenty na Dzien Dziecka... Dla Duzych Dziewczynek :D

Witajcie Moi Drodzy,

Pare dni temu swietowalismy Dzien Matki, a juz zbliza sie wielkimi krokami Dzien Dziecka! :) Ja twierdze, ze dzieckiem moich rodzicow bede zawsze, niewazne ile mam lat, wiec co roku dostaje prezent, najczesciej sama rowniez sie obdarowuje z tej okazji ;)

Pomyslalam, ze stworze moja, subiektywna liste, co warto dac na prezent juz doroslym dzieciom ;) Mam nadzieje, ze kogos to zainspiruje, moze jakis produkt wpadnie Wam na liste do kupienia, a byc moze znajdziecie ponizej pomysl na prezent dla mamy/siostry/kolezanki na urodziny/imieniny, badz inna, zblizajaca sie okazje.

Nie bede Wam tu pokazywala jakis nudnych, praktycznych prezentow typu zestaw poscieli, czy garnkow, ale bardziej interesujace propozycje, wywolujace przyspieszone bicie serca u fanek kosmetykow.


1. Perfumy
Ja osobiscie czesto kupuje sobie sama perfumy, bo najlepiej wiem co chce.
Jesli macie ochote komus sprawic zapach, to polecalabym zrobic wywiad z dana osoba jakiego rodzaju zapachy lubi, bo perfumy to bardzo indywidualna sprawa...

Tutaj pokaze Wam zapachy, ktore wg mnie sa warte uwagi i wedlug mnie spodobalyby sie wiekszosci kobiet, oczywiscie nie kazdej, ale wiekszosci jak najbardziej.


My Insolence EDT, Guerlain - lzejsza wersja klasyka. Pudrowo-slodki zapach, z tym czyms, wyjatkowym dla zapachow Guerlain. Przyznam sie szczerze, ze jeszcze pare lat temu perfumy Guerlain zupelnie mi nie lezaly i omijalam szerokim lukiem ich sekcje w perfumerii, ale z biegem lat zaczynam doceniac ich kunszt.
Feerie by Van Cleef & Arples - magiczny flakon oferuje nam owocowo-kwiatowa kompozycje, ktora ma nas wprowadzic w swiat marzen, basni i elfow... Jak ja oceniam ten zapach? Jest ladny, nietuzinkowy zdecydowanie, jednynie ubolewam nad tym, ze nie chce trzymac sie dlugo na mojej skorze... No i ten flakon, cudo <3




Chloe Eau de Parfum, Chloe - przynaje, ze jeszcze nie dorobilam sie tych perfum w swoim zbiorze. Chloe EDP, to jeden z bardziej popularnych i lubianych zapachow ostatnich lat. Szczerze, nie spotkalam jeszcze osoby, ktorej te perfumy nie podeszly, badz ktora ten zapach przyprawilby o bol glowy... Bardzo swieza i kobieca propozycja, zdecydowanie jestem na tak! 

2. Pomadki
Dobra jakosciowo, luksusowa pomadka to tez swietny pomysl na prezent. Zwlaszcza taka w pieknym opakowaniu, cieszacym oko :) Moim zdaniem Givenchy, YSL i Guerlain tworza najpiekniejsze opakowania dla pomadek, acz wiadomo, jest to kwestia gustu ;)


                                                       

 

                                                                   



 3. Produkty do kapieli
Uwazam, ze produkty do kapieli to swietny prezent, bo kto nie lubi kapieli w otoczeniu pianek, kul i innych pachnacych cudeniek? ;)

Miedzy innymi takie zestawy do kapieli znajdziecie w sklepach Organique:


4. Paletki cieni 
Paletek na rynku jest masa, dla osoby lubiacej nietuzinkowe, oryginalne opakowania proponowalabym paletki wloskiej marki Pupa. Niektorzy powiedza ze sa tandetne, ale dla mnie sa slodkie :D


 
Dla osob ceniace bardziej klasyczne opakowania, na pewno znajda cos dla siebie w ofercie Chanel, Dior, czy Guerlain...
                              






5. Wizyta w SPA/u kosmetyczki

Jako ze kazda z nas zasluguje na chwile wytchnienia, swietna propozycja prezentu jest wizyta w SPA, badz w salonie kosmetycznym. Jest obecnie wysyp tego typu ofert, wiec kazdy znajdzie cos dla siebie jesli chodzi o oferowane zabiegi :)




6. Kosmetyk z edycji limitowanej
Wiadomo, wiekszosc z nas nie moze sobie pozwolic na wykupenie kazdej edycji limitowanej jaka pojawia sie w perfumerii, ale milo miec cos z limitowanej edycji danej marki ;)
Na prezent, czy to dla siebie, czy dla  kogos innego, warto kupic kosmetyk, ktory moze nie jest koniecznie niezbedny w kosmetyczce, ale cos luksusowego, co bedzie z przyjemnoscia uzywane oraz bedzie ozdoba naszej toaletki.
Dobrym pomyslem moga byc slynne metoryty z Guerlain, o ktorych marzy chyba kazda kobieta :)




Cos Wam wpadlo w oko? Co wy kupujecie na prezent, czy to dla siebie samej, czy dla mamy/siostry/przyjaciolki? ;)

wtorek, 26 maja 2015

TAG - Opowiedz nam o swoich pomadkach


W ostatni weekend robilam 'inwentaryzacje' moich pomadek i przypomnialo mi ze mialam zrobic pomadkowy tag, ktorych widzialam u paru z Was.

Bez dlugiego wstepu, zaczynamy!


      



1. Ile pomadek posiadasz?
Az strach liczyc... Mysle ze kolo 20 ;) Dla osoby, ktora rok temu miala 2 pomadki, taka ilosc to jest bardzo duzo i cale szczescie, ze pare pomadek jest na wykonczeniu... Ale generalnie musze zuzyc pare, zanim kupie jakas nowosc.


2. Twoja pierwsza pomadka.
Taka pierwsza w czasach doroslych, to chyba byla Rimmel Lasting Finish, w odcieniu Pink Blush, ktora kupilam 2 lata temu, gdy zaczelam sie intersowac makijazem. Byl to odcien jasnego rozu, w ktorym wygladalam tragicznie :P Niestety wtedy wydawalo mi sie ze takie jasne odcienie rozu beda mi pasowaly... Od tego czasu unikam takich jasnych odcieni.


3. Ulubiony producent pomadki.
1. Guerlain 2. MAC 3. Givenchy. W tej kolejnosci :D
Guerlain za piekne opakowania i swietne formuly pomadek. MAC, za to ze praktycznie kazdy odcien ktory sobie wymysle znajde w ich ofercie. Givenchy za swietna jakosc i lekkosc pomadek matowych.

Z drogeryjnych lubie Bourjois i Rimmel :)




4. Najczęściej noszona pomadka.
Patrzac na zuzycie, nawieksze mam w jednej pomadce z Diora, w odcieniu Pink Songe (ladny odcien stonowanego rozu, idealny na codzien) i Rimmel Lasting Finish w odcieniu Alarm (piekna, klasyczna czerwien, idealny dupe dla Russian Red z MAC :))

Ale to nic zaskakujacego, bo te pomadki mam najdluzej...
Tak naprawde nie mam jakiegos ulubionego odcienia, codziennie na ustach mam cos innego, w zaleznosci od mojego humoru.



5. Ulubione wykończenie pomadek.
MATOWY!!!! Czy ktos jest zaskoczony? :P


6. Ostatnia pomadka jaką kupiłaś.
Jako ze ostatnio ogarnela mnie faza na pomadki z MAC, to wlasnie z salonu MAC jest moja ostatnia pomadka o odcieniu Flamingo, ktora pokazywalam juz na blogu.


7. Ile produktów do ust masz obecnie w swojej torebce?
Zawsze mam 1, jest to zawsze ta pomadka, ktora pomalowalam usta przed wyjsciem.


8. Ulubiona czerwona pomadka.
Generalnie lubie wszystkie czerwone odcienie z niebieskim podtonem np. Ruby Woo, Russian Red z MAC, Alarm z Rimmel itp :)

9. Jak przechowujesz pomadki?
W tym kuferku. Pomadki laskawie 'zgodzily sie' dzielic go z lakierami, ktorych mam 5 na krzyz, bo rzadko maluje pazurki.



10. O zakupie jakiej pomadki teraz myślisz?

Kusza mnie pomadki marek, z ktorych nie mialam zadnych produktow do ust czyli NARS, Burberry i YSL. Choc te ostatnie ostatnio kusza mnie mniej, bo czytalam ostatnio pare niezbyt pochlebnych opini na ich temat.

Jeszcze inna pomadka jaka chce miec w swojej kolekcji to Rouge G de Guerlain, glownie za przepiekne opakowanie <3

zrodlo: guerlain.com



Jesli ktoras z Was ma ochote zrobic ten tag to zapraszam, dajcie mi znac o tym :)




piątek, 22 maja 2015

Nina L`Elixir, Nina Ricci EDP

Witajcie Kochani,

Dawno nie opisywalam zadnego zapachu, wiec dzisiaj nadrabiam zaleglosci. Dzisiaj chcialabym przedstawic Wam nieco mniej znany w Polsce zapach, o ktorym warto wspomniec i ktory zasluguje na osobna recenzje.

Jakis czas temu, Agnieszka z bloga White Praline pieknie napisala recenzje oryginalnego zapachu Nina (link do recenzji), wiec postanowilam ze napisze o jednym z nowszych zapachow z tej serii, Nina L'Elixir.



Historia perfum "Nina" siega do roku 1987, kiedy to powstaly pierwsze flakony perfum kwiatowo-aldehydowych, jakze popularnych w tamtych czasach. Ale tak naprawde zapach Nina nabral popularnosci, gdy jego nowa, zmodernizowana formula zostala wypuszczona na rynek w 2006.

Kwiatowo-owocowy zapach, z modnej ostatnimi czasy kategorii 'gourmand' czyli zapach 'jadalny' zawierajacy ekstrakty wanilli, karmelu, czekolady badz miodu. Do tej grupy zapachow nalezy chociazby slynny Angel Thierrego Muglera (zreszta jest to zapach, ktory zapoczatkowal mode na tego typu zapachy ;)) ktorego jedni kochaja, drudzy nienawidza.



Tworcy zapachu, Olivier Cresp i Jacques Cavallier trafili znakomicie w nosy wspolczesnej klienteli, a zapach Nina w wielu krajach jest/byl prawdziwym bestsellerem.

Jak to bywa z popularnymi, dobrze sprzedajacymi sie zapachami, wkrotce po ich premierze powstaje kolejna wariacja na ich temat. I tak wlasnie powstaly miedzy innymi perfumy Nina L'Elixir, ktore zostal stworzony przez tworce oryginalu, a jego premiera miala miejsce w 2010.



Nina L'Elixir to podobnie jak jej starsza siostra, slodka mieszanka nut kwiatowo-owocowych. Zapach otwiera sie swiezymi cytrusowymi nutami limonki i kalabryjskiej cytryny, ale wkrotce do glosu dochodza slodkie nuty serca, czyli jasmin (ktory w nutach serca uwielbiam!), owoce lesne i karmel.
W samym centrum kompozycji mamy slodkie, czerwone jablko, w ksztalcie ktorego jest flakon. Uwielbiam design tych perfum, idealnie oddaje nature i charakter perfum skrywanych w jego srodku. Zapach podobnie jak i buteleczka jest slodki, klasyczny, kobiecy i bezpretensjonalny.




Na samym koncu koncu kompozycji ujawniaja sie cieple akordy bursztynu, drzewa sandałowego, piżma, tym samym dopelniajac zapach i zostawiajac cieply, zmyslowy 'ogon' ktory pozostaje na naszej skorze przez dobre pare godzin.

Wlasnie przez cieple nuty koncowe, jest to wrecz idealny zapach na wiosenne miesiace, na letnie moze on byc juz nieco intensywny.




L'Elixir jest dostepny jedynie w postaci wody perfumowanej, wiec mozemy sie spodziewac po nim dosyc mocnej trwalosci. I rzeczywiscie, perfumy nie zawodza, przynajmniej u mnie na skorze czuc je przez wiekszosc dnia, trwalosc oszacowalabym na okolo 7 godzin.


Przede wszystkim czym mnie ujal ten zapach, to dobry balans nut zapachowych. Jest slodko, ale nie za slodko. Perfumy nie sa slodkim ulepkiem, nie sa rowniez migrenogenne, nie przytlaczaja osoby, ktora je nosi. Sa cieple, dosyc intensywne i wyczuwalne, ale jednoczesnie dzieki nutom cytrusowym sa swieze i nosi sie je z prawdziwa przyjemnoscia.


Jesli chodzi o zapachy z nutami jabluszek, to w moim rankingu perfumy z serii Nina zdecydowanie wygrywaja z innymi, na przyklad chociazby z jabluszkami od DKNY, ktore zdecydowanie mi nie podchodza i pachna dla mnie jak kwasne jablko...

Jednoczesnie nie uwazam, ze Nina L'Elixir jak i inne zapachy z tej serii sa jakims wybitnym arcydzielem, ale sa to bardzo udane, kobiece, klasyczne zapachy. Zdecydowanie potrafie zrozumiec ich popularnosc...

Wiem, ze w Polsce perfumy Nina Ricci nie sa bardzo popularne, ubolewam osobiscie ze inne flankery Niny niestety nie sa u nas dostepne... A szkoda, bo mam ochote na wiecej, zdecydowanie!


środa, 20 maja 2015

Niekosmetycznie: Seriale godne uwagi :)

Lubie ogladac seriale, nie powiem ze nie, ale na palacach jednej reki moglabym policzyc seriale ktore obejrzalam w calosci. Zazwyczaj po paru sezonach serial (w moich oczach) traci na swiezosci, akcja robi, watki sa powtarzane, bohaterzy zaczynaja denerwowac itp. I wtedy przestaje ogladac dany serial i szukam czegos nowego... Dlatego sporo seriali u mnie bylo na tapecie i z wiekszosci seriali ostatnich lat albo widzialam jeden odcinek, albo widzialam zwiastun w internecie, badz slyszalam co nie co o danej produkcji.

Calym swoim sercem nie cierpie dlugasnych seriali, albo takich ktore sa mierne, ze zlym aktorstwem, dretwymi dialogami i nudna fabula czyli 95% polskich seriali :D Serio, jak patrze co nam serwuje polska telewizja to mam wrazenie ze traktuje ona widza jako debila, ktory obejrzy wszystko co mu dadza... Ale nie o tym dzisiaj, wiec juz nie bede sie rozpisywala na ten temat ;)

Dzisiaj polece Wam 3 seriale, 2 sa nowymi produkcjami, jedna jest nieco starsza. Nie chce pisac o serialach, ktorym kazdy serialoholik zna i lubi typu House of Cards czy Game of Thrones, ale chce wspomniec o tych mniej znanych, a juz na pewno w Polsce sadze ze sa mniej znane ;)


1. Outlander (2014)




Serial jest oparty na serii ksiazek Diany Gabaldon. Moj absolutny top #1 jesli chodzi o seriale w zeszlym roku. Opowiesc o mlodej Angielce, Claire zyjacej w czasach II wojny swiatowej, ktora
zostaje przeniesiona w czasie i trafia do Szkocji z roku 1743.
Serial ma to wszystko co cenie, czyli wciagajaca fabule, dobrych aktorow i wartka akcje. Nie czytalam ksiazek, wiec czekam na kazdy nowy odcinek z niecierpliwoscia. Serial ma dopiero jeden sezon, ktory ma 13 odcinkow, wiec predko mozna nadrobic jego ogladanie.


2. Vikings (2013)



Produkcja irlandzko-kanadyjska, opowiada o losach tytulowych Wikingow, a dokladnie legendarnego Ragnara Lothbroka, jego rodziny i przyjaciol. Powiem Wam, ze dlugooo nie moglam sie przekonac do tego serialu, bo myslalam ze bedzie to dosyc nudny historyczny serial, ale bylam w bledzie. Przede wszystkim serial jest naprawde swietnie zrobiony ze strony technicznej, swietny montaz, przepiekne irlandzkie i skandynawskie krajobrazy (jak bardzo mam ochote wybrac sie do Irlandii po obejrzeniu tego serialu...)
Aktorsko serial jest takze na wysokim poziomie, postacie sa bardzo ciekawie pokazane. Gdyby batalistyczno-wojenne sceny byly troche krotsze to byloby idealnie :P Podobnie jak Outlander, kazdy sezon liczy sobie ok. 10 odcinkow i dotychczas zostaly nakrecone 3 sezony.

3. Mad Men (2007)



Tutaj przenosimy sie blizej do terazniejczosci, bo serial rozgrywa sie w latach 60. XX wieku. Glownym bohaterem serialu jest Don Draper, pracownik agencji reklamowej w Nowym Yorku. Poznajemy rowniez losy jego rodziny, dzieci i wspolpracownikow, a takze jestesmy swiadkami wydarzen i zmian ktore mialy miejsce w tamtych czasach w Ameryce.
Przede wszystkim uwielbiam ten serial za realizm, swietna estetyke, piekne kostiumy i postacie, ktore sa barwne i nietuzinkowe, zdecydowanie albo je sie lubi albo nie.
Nie moglam nie wspomniec o tym serialu, bo wlasnie zakonczyl sie jego 7, ostatni juz sezon. I musze przyznac ze jak z kazdym serialem bywa, pierwsze sezony byly zdecydowanie najlepsze, ale i tak serial przez caly czas byl bardzo spojny, widac ze scenariusz byl napisany przemyslanie.


A Wy co ostatnio ogladacie, badz ogladaliscie? ;)

poniedziałek, 18 maja 2015

MAC Lipstick Flamingo & Lovelorn

Dzisiaj chce Wam pokazac dwie pomadki z MAC, obie w wykonczeniu Lustre. Stwierdzilam ze skoro mam 2 pomadki w tym samym wykonczeniu, to warto by je pokazac razem (tym samym nadrabiajac nieco tempo w moich recenzjach pomadek, bo inaczej do emerytury sie nie wyrobie :D)




Wykonczenie Lustre oferuje nam nawlizenie ust, lekko blyszczacy efekt na ustach i srednia pigmentacje... Wg mnie to po prostu MACowy odpowiednik pomadek z innych marek majacych w nazwie Shine/Sheer ;)

Sa zwolennicy jak i fani takiego rozwiazania... Z jednej strony pomadka nie wysusza ust, ale z drugiej strony trwalosc to ona ma kiepska, wiec trzeba ja ponownie aplikowac podczas dnia. Mnie nie przeszkadza potrzeba kolejnej aplikacji, ale wiadomo, sa tacy ktorzy za taka cene wymagaja wiekszej trwalosci.





Kolory jakie ja mam:

Flamingo (u gory) - odcien brzoskwiowego rozu, ma cieply podton. Kolor niespodzianka, bo mimo pomaranczowego wygladu w tubce, na ustach wyglada na bardziej rozowa, o czym mozecie sie przekonac na zdjeciach ponizej. Kolor bardzo ladny, ale mam wrazenie ze najlepiej bedzie sie prezentowal przy opalonych, badz ciemniejszych karnacjach...

Lovelorn (na dole) - moja pierwsza MACowa pomadka, ktora dobrala mi konsultantka. Jest to odcien bardzo bezpiecznego rozu o sredniej intensywnosci z niebieskim podtonem. Wydaje mi sie ze wiekszosc typow urody mogloby spokojnie uzywac tego odcienia. Do codziennego uzytku jest idealna.


Swatche: Lovelorn, Flamingo.




I jak prezentuja sie na ustach... Jako ze wykonczenie Lustre daje srednia pigmentacje, to jak bedzie pomadka wygladala na naszych ustach zalezy od pigmentacji ust.
Dlatego na poczatku zamiescilam zdjecie swoim ust bez pomadki zebyscie mogli porownac jaki odcien te pomadki moga nadac ustom naturalnie jasnym.

Usta bez pomadki/ Flamingo/ Lovelorn:


...



Ja osobiscie uwielbiam pomadki MAC, za ilosc wykonczen, ilosc odcieni i latwosc w aplikacji. No i przyznaje, ze MACowe pomadki wciagaja... Mam ochote na coraz wiecej odcieni i chec na przetestowanie wszystkich wykonczen...


środa, 13 maja 2015

Chanel Joues Contraste, Rose Glacier

Witajcie Moi Drodzy,

Dzisiaj recenzja mojego absolutnie ulubionego kosmetyku kolorowego czyli rozu. Dla mnie roz jest absolutnie wskazany, bo nic nie ozywia lepiej jasnej skory, niz wlasnie roz.

Przynam sie Wam, ze od czasu gdy kupilam roz z Sisley, inne roze poszly w odstawke, wiec mimo iz ten roz z Chanel przybyl do mojej kolekcji jakis czas temu, to dopiero teraz zabralam sie za jego recenzje :)



4 gramy rozu sa zapakowane w czarnym, kwadratowym opakowaniu. Uwielbiam te proste i eleganckie opakowania produktow Chanel, zdecydowanie design Chanel jest w moim guscie.



Odcien Rose Glacier zostal wypuszczony na rynek w 2014, poczatkowo mial byc limitowana edycja, ale teraz jest dostepny w stalej ofercie.
Jest to piekny odcien rozu ze zlotym polyskiem. Zazwyczaj wybieram roze w chlodnych podtonach, jednak ku mojemu zaskoczeniu ten cieply odcien rozu idealnie wyglada na mojej cerze. Sadze ze pasowalby wielu typom urody.



Aplikacja rozu jest dziecinnie latwa. Roz nie jest mocno napigmentowany, co ja, jako posiadaczka jasnej cery uwazam za plus, bo szanse zrobienia sobie czerwonych plackow na policzkach sa nikle.
Cudownie rozciera sie, tworzac delikatny rumieniec, ktory na skorze trzyma sie przez caly dzien.

Dodatkowo jego aplikacje umila nam jego piekny rozany zapach, charakterystyczny dla wszystkich rozow Joues Contraste.



Roz na skorze prezentuje sie o wiele mniej intensywnie niz w opakowaniu, delikatnie, ale nienachalnie polyskuja sie jego zlote drobinki. 

Jak wczesniej powiedzialam, dla mnie jego delikatnosc jest zaleta, acz podejrzewam ze na ciemniejszych karnacjach moze byc za slabo widoczny.



Czy Joues Contraste ma jakies wady? Absolutnie nie, uwielbiam ten roz za jego latwosc w aplikacji, piekny odcien, delikatny polysk, piekny rozany zapach i trwalosc.

Roze Chanel naleza do moich ulubiencow wszechczasow i sa stalym gosciem w mojej kolekcji kosmetykow.

Znacie Joues Contraste? Jaki jest Wasz ulubiony odcien tych rozy, czy moze macie ulubiencow z innych marek? ;)

piątek, 8 maja 2015

O korektorze Diorskin Nude i o aplikacji korektora :)

Witajcie Moi drodzy,

Korektor pod oczy to dla mnie absolutny must-have; moge wyjsc z domu bez podkladu na twarzy, pomadki na ustach, ale o korektorze nigdy nie zapominam! ;) Moja okolica oczu jest daleka od idealu, dlatego zalezy mi na odpowiednim zakryciu moich cieni jak i sporej doliny lez...


Ostatni korektor z Maybelline, Instant Age Rewind, niestety pod koniec swojego zywota wywinal mi niemilego 'psikusa', bowiem jego mechanizm sie zepsul i musialam rozkrecic go zeby dostac sie do resztki produktu. Dlatego tez teraz postawilam na 'bezpieczny' korektor w tubce, ktorego aplikacja nie bedzie problematyczna :)

Nie wiedzialam czy skusic sie na oslawiony korektor z Heleny Rubenstein, czy ten z Dior, ale w koncu wybor padl na korektor z serii Diorskin Nude, Skin Perfecting Hydrating Concealer.




Korektor Diorskin Nude przychodzi do nas w ladnej, bezowej tubce. Otrzymujemy 10 ml produktu. Ja mam go w odcieniu najjasniejszym (czy ktos jest zaskoczony? :P), 01 Ivoire Perlé. Jasny odcien bezu, dla jasnych karnacji powinien byc idealny.

Producent obiecuje nam zakrycie niedoskonalosci pod oczami i nawlizenie okolic oczu, ktore ma zapewnic formula wzbogacona o wode kwiatowa i mineralna.


Swatch na lapce: 



Przed, w trakcie i po aplikacji produktu na okolice oczu:


...




 Kolor na rece moze wydawac sie nieco ciemny, ale pod okiem juz wyglada to lepiej. 
Korektor swietnie wtapia sie w skore, wyglada bardzo naturalnie. Nalozony minmalnie, nie roluje sie, nie wchodzi w zalamania. W tej formie utrzymuje sie caly dzien. Jego poziom krycia oceniam jako sredni,  ale jedna warstwa kryje moje cienie pod oczami bez problemu. 
Jedyne co do czego moge sie przyczepic, to to ze wedlug mnie wykonczenie tego korektora na pewno nie jest nawilzajace. Nie wysusza on skory pod oczami, ale nie uwazam tez ze nawilza on skore.

Zawsze przed zakupem kazdego produktu, czytam jego recenzje, czy to na blogach czy na Wizazu, czy na Makeupalley. Przeczytalam calkiem sporo opinii ze ten korektor BARDZO wchodzi w zalamania i ze nie mozna go nalozyc warstwami...

I tutaj chce poruszyc pewna sprawe dotyczaca trendu ktorego widze na youtube jak i w realu.
Otoz o nakladaniu za DUZEJ ilosci korektora. Ilosci, ktora NIGDY nie bedzie dobrze wygladac, niewazne czy to korektor za 20 zlotych czy za 200.
Na youtube czesto widze dziewczyny z cieniami pod oczami mniej wiecej takich jakie mam i ja, ktore nakladaja na sobie ogromne 'trojkaty' korektora wklepuja go beauty blenderem... Poczym nakladaja 2 warstwe produktu, ktorej ZUPELNIE nie potrzebuja. 
I tak, moze w kamerze to bedzie dobrze wygladalo, ale na zywo, warstwy korektora szybko wejda w zmarszczki i zroluja sie i bedzie to wygladalo jeszcze gorzej niz bez korektora...

Np. tutaj jest idealny przyklad ilustrujacy 'trojkaciki' korektorowe, jakze popularne w makijazowym swiecie na YT :D

                                                              


Naprawde jesli chodzi o aplikacje korektora, to im mniej tym lepiej. Ile ja nakladam korektora mozecie zobaczyc na zdjeciach powyzej ;)) Nakladam go naprawde minimalnie, nie nakladam go bezposrednio pod rzesami, ale nizej, w okolicy 'doliny lez'. Wklepuje go palcami, a potem utrwalam pudrem.

Ja rozumiem ze sa dziewczyny z naprawde duzymi cieniami pod oczami, ktore potrzebuja mocnego krycia. Jednak wtedy mozna uzyc kamuflaze ktore wlasnie powinny byc uzywane w tym celu.

A teraz bonusik: jak korektor wyglada z daleka :)) 






Jak widzicie korektor absolutnie nie odznacza na twarzy i wtapia sie w skore, dajac bardzo naturalny efekt. Tutaj nie mam na sobie podkladu/kremu BB/CC, takze ten korektor spokojnie moge uzyc solo, nie bojac sie ze bede miala biale podkowki korektora pod oczami...

Idzie lato, a oznacza to dla mnie ograniczenie makijazu do minimum czyli korektor, puder, pomadka, tusz do rzes, wiec ten korektor to bedzie moj absolutny ulubieniec na nastepne miesiace.


I jak podoba Wam sie ten efekt? Wolicie mocno kryjace korektory czy te dajace mniejsze krycie? A moze lubicie rozswietlajace korektory w pisakach? :)


wtorek, 5 maja 2015

Nowosci w kwietniu...

Hej Kochani,

Powiem Wam, ze malo brakowalo a zupelnie zapomnialabym o napisaniu tego posta z nowosciami...
Gdy teraz pisze ten post i patrze na zdjecia produktow, to powiem Wam ze wyszlo tego sporo... Ale dalej wszystko jest pod kontrola, z wszystkiego jestem bardzo zadowolona (poki co ;)) i z przyjemnoscia uzywam nowosci kwietniowych.

Jesli chodzi o pielegnacje to nabylam tylko 3 produkty... Tak, az sama jestem w szoku, acz nie potrzebne mi sa nowe produkty, nie widze sensu robic zapasow jakby jutro mieli sklepy zamknac... 
Z kolorowki jak zobaczycie jest nieco gorzej :P, ale i tak nie uwazam zeby bylo tego jakos duzo. Na promo w Rossmannie kupilam 2 rzeczy, wiec w porownaniu do innych dziewczyn ktore nakupowaly po 10 concealerow i 5 podkladow to nic. Wpadlo tez pare drozszych kosmeykow, ale nic nie poradze, wole drozsze kosmetyki i miec jeden korektor z Dior, niz 10 z drogerii :P


Na poczatku pielegnacja:




Garnier, Ultra Doux, Odżywka do włosów suchych i zniszczonych `Awokado i masło karité`- Pokazywalam Wam ta odzywke w poprzednich zakupach. Jako ze odzywki zuzywam naprawde bardzo szybko to juz potrzebowalam nowej i wybor znowu padl na ta z Garnier. Jest to naprawde przyzwoita odzywka emolientowa, ladnie radzi sobie ze spuszonymi wlosami.

Rossmann, Isana Hair, Birken-Haarwasser (Woda brzozowa) - to byl zupelnie nieplanowany zakup, zobaczylam ja w Rossmannie, a jako ze kosztowala grosze to nie zastanawialam sie zbyt dlugo nad jej kupnem. Uzywam jej juz pare dni jako wcierke, zobaczymy jakie beda efekty po miesiacu. Nigdy wczesniej nie uzywalam wody brzozowej, wiec ciekawa jestem czy cos zdziala na porost wlosow.

Bielenda, Vanity Laser Expert, Zestaw do precyzyjnej depilacji bikini - od lat uzywam kremow do depilacji z Veet, ale jednak cos mnie podkusilo zeby sprobowac tego kremu z Bielendy. I bardzo sie ciesze ze go wzielam, bo o wiele lepiej poradzil sobie z wloskami niz Veet, nie mowiac ze nie wywolal u mnie podraznienia, a wiekszosc kremow do depilacji podraznia moja skore na pare dni.



Kolorowka:




Bourjois Mega Liner Ultra Black - kupilam go glownie dlatego ze szukalam od dawna takiego linera w pisaku i mam nadzieje ze wreszcie naucze sie nim robic w miare prosta kreske. Wiem ze MAC, Smashbox i pare innych marek ma takie flamastry w ofercie, jednak wolalam na poczatku nie inwestowac w cos drogiego, a wyprobowac cos z drogerii i zobaczyc czy w koncu opanuje sztuke rysowania kreski.

Guerlain, Cils d’Enfer (Pogrubiający i podkręcający tusz do rzęs) - mimo ze jeszcze nie zuzylam It-Lash z Dior, to juz zaopatrzylam sie w kolejny tusz, ktory byl na mojej wish-liscie. Mowa o Clis d'Enfer, bardzo jestem go ciekawa i jak zdenkuje Diorka to przyjdzie czas na ten.

Max Factor, 2000 Calorie Dramatic Volume (Pogrubiający tusz do rzęs) - lubie tusze z MF, baa, czesto sa one o wiele lepsze niz te z wyzszej polki. Co prawda nie potrzebuje tego tuszu na gwalt, bo wczesniej juz kupilam mascare z Guerlain i ona tez czeka w kolejce, ale promocja w Rossmannie mnie zdecydowanie skusila. 

Missha, M Signature Real Complete BB Cream (Krem BB z lipidami) w odcieniu 21- jakis czas temu wykonczylam Perfect Cover z Misshy. I mimo ze bylam z niego zadowolona, nie do konca odpowiadal mi jego sklad i na dluzsza mete nie mam ochoty uzywac produktow do twarzy z parafina... Akurat Perfect Cover mnie nie zapchal, ani nic zlego sie nie dzialo z cera, ale jesli mam wybor to wolalam kupic nastepny BB krem bez olejow mineralnych. W kazdym razie Real Complete BB Cream to kolejne dziecko Misshy, ktore wydali po sukcesie Perfect Cover. Uwazam ze jest bardzo podobny do Perfect Cover, nie jest tak rozowy (mimo ze zamowilam ten sam odcien), ogolnie jestem z niego zadowolona.

Christian Dior, Diorskin Nude, Skin Perfecting Hydrating Concealer SPF10 (Korektor nawilżający) - w odcieniu 001 Ivory. Przyznam sie Wam ze bylam bardzo ciekawa tego korektora, bo w internecie sa skrajne opinie na jego temat. Duzo dziewczyn skarzy sie na to ze wchodzi w zalamania... U mnie ten korektor wchodzi w zalamania, ale w minimalny sposob. Wydaje mi sie ze jesli chodzi o wchodzenie w zalamania to duzo zalezy od ilosci jaka nalozymy i sposobu aplikacji... W kazdym razie, ten korektor na razie jest ok, moglby troche rozswietlac okolice oczu bardziej...

MAC Lipstick w odcieniach Vegas Volt (amplified) i Ruby Woo (Matte) - przyznaje sie, ze przechodze druga milosc do firmy MAC... Gdy zaczelam przygode z makijazem to wlasnie wtedy firma MAC byla moja naj, naj i mialam faze na wszystkie rzeczy z tej firmy :D Potem stopniowo zaczelam odkrywac oferte Chanel, Dior, UD, Smashbox i MAC poszedl w odstawke, ale ostatnio powracam do tej marki. Uwielbiam te pomadki za wybor wykonczen, kolorow, szczerze to podejrzewam ze moglabym kupowac pomadki tylko w MAC do konca zycia i nie tesknilabym do oferty pomadkowej innych marek. Ruby Woo to klasyczna czerwien, kultowa juz pomadka z MAC, a Vegas Volt to piekny, intensywny koral, idealny na wiosne & lato. 


A teraz pedzle i cos do wlosow, nad czym dlugo myslalam: 




Szczotka do włosów Professional Detangling Brush, Salon Elite, Tangle Teezer - tak, tak, wreszcie skusilam sie na Tangle Teezer, uwierzcie ze jakos przezylam tyle lat bez tej szczotki :P Jestem bardzo ciekawa jej i zobaczymy o co tyle szumu...

Zestaw 5 pędzli do makijażu nr 1206, EcoTools + pedzel do rozu - bardzo lubie pedzle z Ecotools, glownie dlatego ze ciezko znalezc DOBRE pedzle z syntetycznego wlosia, a Ecotools wlasnie takowe posiada w swojej ofercie. Nic sie z nimi zlego nie robi, nie wypada wlosie i mam nadzieje ze z tymi bedzie tak samo.


I na koniec ... Dwoch ulubiencow; rzeczy, ktore nie sa mi potrzebne wcale, bo nie potrzebuje kolejnego rozu i perfum, ale to sa wlasnie moje ulubione produkty do kupowania... Mam duzo i bede miala wiecej: 



Sisley, Palette Orchidée, Highlighter Blush With White Lily (Róż rozświetlający z białą lilią) - cudo, juz go Wam pokazywalam, bo nie moglam sie doczekac aby moc zaczac go uzywac :D Uwielbiam go, chyba bardziej nawet od Joues Contraste z Chanel...


Thierry Mugler, Angel EDP - ten zapach byl na mojej liscie dlugooo... Zapach kultowy juz, na liscie bestsellerow od roku wydania, czyli 1992. Zapach, kontrowersyjny, wzbudzajacy emocje... Nie przejdziesz obok niego obojetnie, albo sie go kocha albo nienawidzi :) Pierwsza grupa kocha Angel za intensywnosc, tajemniczosc, wielowymiarowosc i aure kobiecosci ktora daje. Natomiast jest spora grupa ktora twierdzi ze te perfumy pachna... trupem. Powiem Wam, ze nie mam pojecia jak pachnie trup, ja nie wyczuwam zadnej nieprzyjemnej woni :) Ale oczywiscie kazdy ma wlasny gust. Jako ze wiem ze zapach moze byc meczacy dla wielu, to ja aplikuje go bardzo oszczednie i w zimniejsze dni, zeby nie zabic nikogo tym zapachem w miejscach publicznych.


To tyle... I jak, co sadzicie o moich nowosciach, co znacie, a moze cos z tych produktow u Was bylo bublem? ;)

niedziela, 3 maja 2015

Giorgio Armani, Rouge d'Armani Sheers nr 500

Witacje Moi Drodzy,

Jak wiecie (albo i nie :)) moje ulubione wykonczenie pomadek jest to wykonczenie matowe badz kremowe. Jednak dzisiaj bedzie o jednym z wyjatkow w mojej kolekcji pomadek: o pomadce nawilzajacej, nadajacej polysk ustom... Pomadce idealnej na sezon wiosna/lato :)


Oferte Giorgio Armani znam dosyc slabo, powiedzmy ze nie jest to marka ktora wywoluje u mnie szybsze bicie serca ;) Ale jednak czytajac recenzje tej pomadki na Makeupalley i patrzac na recenzje na blogach, stwierdzilam jednak ze skusze sie na nia, bo zdecydowanie potrzebowalam nawilzajacej pomadki o lekkiej formule.



Pomadka ma bardzo eleganckie, czarne opakowanie. Pomadka jest zamykana na magnes, co jest bardzo fajnym rozwiazaniem. Dostepna jest w 18 odcieniach, ale szczerze powiedziawszy wybor kolorystyczny nie jest jakis powalajacy. Ja wybralam kolor nr 500, jest to mocny fuksjowy odcien, ktory prezentuje sie tak:



Jak wspominalam Rouge d'Armani Sheers maja wykoczenie przypominajace blyszczyk, jednak daja delikatny, nienachalny polysk. Co jest szczegolnie warte podkreslenia to fakt ze Rouge d'Armani Sheers laczy w sobie nawilzajace wlasciowosci balsamu do ust i intensywnosc pomadki. Czesto bywa ze te nawilzajace pomadki maja niezbyt mocny pigment i na ustach zostawiaja tylko transparetny polysk, ale Rouge d'Armani sa naprawde niezle napigmentowane.

Latwo sie aplikuje, ma niesamowicie maselkowata i lekka formule...

Tak wyglada po 2 godzinach po aplikacji:







Czym ta pomadka mnie 'zaskoczyla' (na plus) to to jak wyglada po paru godzinach. Generalnie jestem przywczajona ze wiekszosc pomadek typu shine/sheer itp schodzi w raczej eskpresowym tempie i trzeba bawic sie w ponowna aplikacje.

Jesli chodzi o Rouge d'Armani Sheers jedyne co znika z naszych ust dosyc szybko to ten efekt nablyszczenia. Pomadka 'barwi' usta, dajac bardzo naturalny efekt, ktory utrzymuje sie ok. 3-4h. Niektore dziewczyny w recenzjach pisaly ze u nich ten Armanek trzyma sie jeszcze dluzej po 6-8 hr... No u mnie pomadki/blyszczyki schodza z ust zawsze szybciej niz reszcie, wiec nie dziwi mnie ze inne dziewczyny oceniaja trwalosc na wieksza.



Wady? Mogloby byc wiecej odcieni no i szkoda ze ten efekt nie utrzymuje sie u mnie jeszcze dluzej, no ale i tak jest nieboo lepiej niz np. w przypadku pomadek MAC z wykonczeniem Lustre.

Jednak uwazam, ze ta pomadka jest naprawde swietna jakosciowo, daje swietne nawilzenie i ladny efekt na ustach... Ta pomadka bedzie swietna szczegolnie na letni sezon, gdzie makijaz ograniczam do minimum ;)