sobota, 27 czerwca 2015

Lancome, Juicy Tube, "Simmer"

Jako, ze dawno nie bylo u mnie recenzji zadnego mazidla do ust, dzisiaj przychodze do Was z recenzja blyszczyku Lancome, ktorego miniaturka wpadla mi jakis czas temu w rece podczas zakupow.


Opakowanie jak i aplikator tego blyszczyku sa bardzo praktyczne.  Mala, poreczna tubke mozna wlozyc spokojnie do torebki, a dozownik pozwala na wygodna i szybka aplikacje produktu bez potrzeby zerkniecia w lusterko. 


Konystencja blyszczyku jest dosyc gesta, ale produkt bez problemu rozprowadza sie po ustach, tworzac piekna tafle, bez zadnych drobinek i brokacikow. 

Moj odcien "Simmer" to jasny brzoskwiowy odcien z cieplymi, zlotymi podtonami. Odcien bardzo ciekawy, ale jak mozecie zobaczyc ponizej, na ustach wyglada kompletnie inaczej niz jako swatch na rece.



Na ustach Simmer prezentuje sie o wiele mniej wyraziscie jesli chodzi o kolor, ale pozostawia piekna tafle odbiajaca swiatlo. Jego trwalosc jak na blyszczyk jest zadawalajaca, bo jest to okolo 3 godziny. Blyszczyk ma dobre wlasciwosci nawlizajace (co jest zasluga obecnosci w skladzie oleju rycynowego i masla shea). Nawet gdy produkt juz znika z ust, pozostaja one nawilzone.

Wady? Taaak, Juicy Tubes maja jedna wade (jaka posiada wiele innych blyszczykow), bowiem blyszczyk jest lepki i niestety klei sie do wszystkiego...



Kiedys, dosyc dawno mialam bardzo podobny produkt z Yves Rocher (takie samo opakowanie, owocowy zapach) i mimo, ze ten z YR slabiej nawlizal i szybciej schodzil z ust, to mial jedna przewage nad produktem Lancome: nie sklejal tak ust jak ten... Niestety YR wycofalo ten produkt ze swojej oferty. 



Lubicie takie blyszczyki w formie tubki? Z tego co sie orientuje kiedys Dior mial takie blyszczyki, ale jesli znacie jakas perelke w tej kategorii, dajcie znac :)

środa, 24 czerwca 2015

Ubraniowy niezbednik na lato


Jak co sezon, przyszedl czas na 'porzadki w szafie', pozegnanie sie z tym czego nie nosze i dokupieniu paru potrzebnych elementow w garderobie. Dzisiaj wiec zabawie sie w szafiarke i pokaze Wam moje must-have na tegoroczne lato. Nie, nie jest to zestawienie tego co 'jest w modzie', bo jak zobaczycie, lubie rzeczy bardzo klasyczne, o prostych fasonach.. 

Zestawienie, ktore przygotowalam to rzeczy ktore mam juz w szafie, badz mysle nad zakupem :)



1. Koszulki na cienkich ramiaczkach
Przewiewne koszulki na cienkich ramiaczkach, ktore (o ile dobrze kojarze) pojawily sie w tamtym sezonie, kusily mnie bardzo... Do momentu gdy poszlam do jednej z 'scieciowek' i 'pomacalam' tkanine ...100% poliesteru... Nastepna, rowniez poliester... Kolejna, niespodzianka! Poliester... Nie znosze ubran (zwlaszcza tych na lato!) wykonanych z poliestru. Wiec w zeszlym sezonie odpuscilam sobie szukanie koszulki, ktora bylaby wykonana z jakiegos lekkiego, przewiewnego materialu, ale niedawno udalo mi sie znalezc bluzke wykonana z wiskozy (znalazlam ja w sklepie online Mango, jesli rowniez szukacie topu z nie-poliestru ;)).



http://shop.mango.com/PL/p0/kobieta/odziez/koszulki-i-topy/tops/dwuwarstwowy-top/?id=43093561_99&n=1&s=prendas.tops&ident=0__0_1435177391223&ts=1435177391223





                                               


zrodlo zalando.pl



   2. Koszule

Powiem Wam, ze znalezienie koszuli z dlugim/srednim rekawem, wykonanej z bawelny
zajelo mi bardzooo duzo czasu. W sklepach wisi masa koszul wykonanych z poliestru (ktorego, jak juz wiecie, fanka nie jestem), z 'dodatkami' typu cwieki, badz z rozcietymi rekawami  (kolejny 'trend', ktorego fenomenu NIGDY nie pojme)... 

W koncu znalazlam ten model, ktory mialam (prawie identyczny) w glowie. Ta koszulka idealnie sie wpasuje w moje gusta, a jako ze znalezienie jej bylo dosyc czasochlonne, zamowilam ja ze strony internetowej w paru kolorach. 


zrodlo: mango.com

                  


3. Szorty/krotkie spodenki

Krotkie spodenki to staly punkt kazdego lata :) Bardzo mi sie modny ostatnio efekt ombre... Wiec gdy rok temu zobaczylam te spodenki, wiedzialam ze musze je miec. Na gorace letnie dni sa idealne :)



4. Jeansy


Jako, ze nie do konca przekonuja mnie te luzne spodnie a'la namiot, w chlodniejsze dni stawiam na klasyczne, waskie jeansy. Najczesciej wybieram te w pastelowych barwach, badz biale.


zrodlo: http://www.socialbliss.com/assets/user_images/cdnkev4ag.jpeg



5. Buty

Jesli myslicie, ze jestem wybredna w wyborze ubran to jestescie w bledzie. To jak wybredna jestem w wyborze butow to mogli. Moje 'wybrzydzanie' jesli chodzi o buty zaczelo sie w moim wczesnym dziecinstwie i trwa do dzis :) 
Nie podoba mi sie 99% sandalkow na plaskim obcasie, nie podobaja mi sie zupelnie espadryle, buty typu rzymianki tez odpadaja, nie cierpie tez butow na topornej platformie... A juz za najgorsze brzydactwo uznaje buty typu loafers czyli po polsku lordsy... Wiec wiecie juz czemu ciezko mi kupic buty na lato? :P


Najczesciej jednak decyduje sie na plaskie baleriny, zwykle w ciemnych kolorach. Bardzo lubie te z Tommy Hilfiger i jesli generalnie szukacie dobrze wykonanych balerinek, ktore nie rozwala sie po pierwszym sezonie, to polecam zapoznanie sie z oferta TH.


Mysle rowniez nad zakupem swoich pierwszych w zyciu butow z gumy, czyli Melis/Melissek, bo o dziwo, nawet przy moim wybrednym guscie, pare modeli wpadlo mi w oczko... Ale niestety nie mam dostepu do sklepu stacjonarnego i nie wiem do konca jaki rozmiar bedzie mi pasowal. A w internecie zdania sa podzielone: niektorzy kupuja o rozmiar wyzej, niektorzy mowia ze rozmiarowka jest standardowa? Jesli ktoras z Was ma jakies doswiadczenia w zamawianiu tych butkow przez internet, milo by bylo jakbyscie sie podzielily opinia co do wyboru rozmiaru.


http://www.melshoes.pl/Img.ashx?Id=110



6. Torebki

Jesli chodzi o torebki to generalnie nie mam hopla na ich punkcie, wrecz przeciwnie, moja kolekcja konczy sie na 4 modelach. Bo ide zdecydowanie w jakosc, a nie ilosc. Jedna z moich ulubionych torebk na lato jest torebka wykonana ze slomki, bo pozwala nam sie czuc 'plazowo' nawet gdy jest sie w miescie. Gdy natomiast nie musze miec duzo rzeczy w torebce, wybieram maly, poreczny model, zakladany przez ramie.










7. Okulary przeciwsloneczne

Nie wyborazam sobie w lato NIE nosic okularow, bo nie znosze jak slonce swieci mi prosto w moje piekne oczeta... Poza tym lubie nosic czarne okulary, bo mozna wyjsc z domu bez makijazu oczu na zakupy :)

Moim ulubiona para okularow przeciwslonecznych (i jedyna jaka mam obecenie) to klasyczny, czarny model Wayfarer marki Ray Ban. Jesli szukacie dobrej ochrony przeciwslonecznej, jak dobrze wykonanych oprawek, ktore zostana z Wami na dluzej, polecam zakup okularow tej wlasnie marki.

zrodlo: http://assets.ray-ban.com/is/image/RayBan/805289126577_shad_qt?$594$



To tyle ode mnie :) A jakie sa Wasze ubraniowe niezbedniki na lato? :)





piątek, 19 czerwca 2015

Givenchy Le Prisme Blush, It-Girl Purple


Marka Givenchy przede wszystkim slynie ze swoich pudrow sypkich, znanych jako pryzmy. 
Dzieki technologii atomizowanego pudru, uzyskano drobne cząsteczki, ktore zostawiaja na twarzy delikatny woal.
Pryzmy Givenchy nie koncza sie na samych pudrach, bowiem ta sama technologia jest wykorzystana przy produkcji rozy, broznerow i cieni do powiek.

Jakis czas temu pokazywalam Wam pryzmy w postaci pudru sypkiego, z ktorego bylam tak zadowolona, ze postanowilam rowniez skusic sie na roz.





7 gram produktu jest zamkniete w czarnym opakowaniu z logiem Givenchy na wierzchu. Opakowanie otwiera i zamyka sie na magnes, a w dolnej szufladce opakowania mamy pedzelek (ktory jak wiekszosc pedzelkow dodanych do rozow/broznerow jest beznadziejny, serio, mogliby sobie odpuscic dodawanie tych pedzelkow).




Podobnie jak w przypadku pudrow, roz jest podzielony na 4 czesci, kazda zawierajaca inny odcien rozu. Moj odcien 'It-Girl Purple' zawiera 4 rozne odcienie rozu w chlodnym odcieniu. 



Bardzo podoba mi sie w tym rozu to, ze otrzymujemy tak naprawde 4 roze w cenie jednego. Kazdy odcien moge spokojnie uzywac solo, ale takze moge je mieszac tworzac rumien o roznej intensywnosci... 

Roze sa sredniej pigmentacji, co ja uwazam za plus, bowiem chyba nikt nie chce jaskrawych, rozowych plackow na policzkach. Aplikacja jest bezproblemowa, roz rownomiernie sie naklada na policzki. 


     Swatche:
Prawy gorny kwardrat        Prawy dolny        Lewy dolny          Lewy gorny      4 odcienie zmieszane





Gdy zmieszamy wszystkie odcienie, uzyskujemy kolor rozu, ktory bardzo przypomina mi slynny roz z MAC, Well Dressed, z ta roznica, ze Well Dressed jest nieco jasniejszy i ma inne wykonczenie, bowiem Well Dressed ma wykonczenie satynowe, a It-Girl Purple jest matowym rozem.
Ale tak czy siak, efekt na twarzy daja bardzo podobny; rumieniec jest bardzo swiezy, delikatny... 

'It-Girl Purple' bedzie przede wszystkim swietny dla od bladych karnacji z chlodnym podtonem, czyli dokladnie dla takiej karnacji jak moja. Jak wiecie, ja rozu uzywam do kazdego makijazu, wiec ten roz jest czesto 'w akcji' :)






                                               I jak Wam sie podobaja pryzmy w wersji rozu? :)

czwartek, 18 czerwca 2015

'Oriens' by Van Cleef & Arpels


Jak wiecie z moich wczesniejszych wpisow, jestem wielka fanka serii Miss Dior. Ubolewalam bardzo, ze nigdzie nie moge dostac wycofanej juz Miss Dior Cherie. Jako, ze nie mam sily na szukanie tej wersji po aukcjach internetowych, stwierdzilam ze o wiele lepszym pomyslem bedzie znalezienie perfum, ktore sa podobne i zastapia mi luke po MDC.

Z pomoca (jak zawsze) przyszli mi inni perfumoholicy ze strony Fragrantica. Czytajac recenzje zapachu Oriens kilkanascie osob napisalo o duzym podobienstwie miedzy Oriens a Miss Dior Cherie.
Pare osob rowniez wyczuwa podobne akordy jak te w Coco Mademoiselle.
Przyznam, ze Oriens na tyle mnie zaintrygowal, ze postanowilam dac mu szanse.









 Oriens to zapach stworzony w 2010 roku przez marke Van Cleef & Arpels, ktora poszla w slady innych firm jubilerskich i postanowila dorzucic swoje 3 grosze do swiata zapachow, tworzac perfumy sygnowane swoim logiem. 

Perfumy tej marki zdecydowanie przykuwaja uwage ze wzgledu na przepiekny, dopracowany design flakonow, ktory idealnie wpasuje sie w estetyke bizuterii z Van Cleef & Arpels.
Bedac w perfumerii, zwroccie uwage miedzy innymi na flakony zapachow takich jak Feerie, Midnight in Paris czy Reve.
Flakon Oriens rowniez nie ustepuje innym dzielom tej marki. Inspiracja do stworzenia tego flakonu byly krysztaly, ktore obijajac swiatlo, tworza teczowa palete kolorow.

Same zapachy takze odnosza sie do symboliki bizuterii Van Cleef & Arpels, bowiem podobnie jak bizuteria maja byc bajkowe, tajemnicze i wprowadzac nas do swiata magii i wrozek.



Patrzac na nazwe tego zapachu spodziewalam sie ciezkich, orientalnych perfum z duza iloscia pikantych nut. Nic bardziej mylnego, bowiem Oriens jest szyprowo-kwiatowym zapachem, majacym odzwierciedlac podroz po Azji, pelna tajemniczosci i magii. 

Oriens jest slodki, owocowo-kwiatowy, kobiecy, a jednoczesnie nuty slodkie nie dominuja w tym zapachu do tego stopnia, ze perfumy moga byc nazwane slodkim ulepkiem. Ze wzgledu na nuty pralin, malin i porzeczek, Oriens idzie rowniez w kierunku perfum z kategorii gourmand. Przypomina troche slodkie czekoladki pokryte lesnymi owocami...

Co do podobienstwa do Miss Dior Cherie, to jest to ciekawa sprawa, bo oba zapachy maja tylko (albo moze i az) 4 nuty zapachowe takie same. Wydaje mi sie, ze podobienstwo wynika z podobienstwa ulozenia calej kompozycji jesli chodzi o kolejnosc poszczegolnych nut zapachowych. Oba zapachy otwieraja sie cytrusami; Oba maja takze biale kwiaty (jasmin) w nutach serca a ich baza stanowi paczula i ambra. W obu rowniez nie zabraknie slodkich nut (karmel w Miss Dior, pralinki w Oriens). 
Co je rozni? Wydaje mi sie, ze Oriens jest o wiele trudniejszym/bardziej zlozonym zapachem od radosnej i slodkiej Cherie, jest bardziej elegancki i mniej dziewczecy. W Oriens bardziej kroluja owoce lesne i paczula, w Miss Dior Cherie karmel i truskawki...






Jesli ktoras z Was szuka zastepce Miss Dior Cherie, koniecznie sprawdzcie ten zapach!  Fankom perfum szyprowych ten zapach rowniez powinien sie spodobac. 

Mam nadzieje, ze dyrektorowi kreatywnemu z Van Cleef & Arpels nie przyjdzie nigdy do glowy wycofywac tego zapachu, bo naprawde ciezko znalezc podobny w perfumerii... 



poniedziałek, 15 czerwca 2015

Opi Nail Lacquer, 'First date at a Golden Gate'

Jak wiecie (badz nie), nie jestem szalona fanka lakierow... Nie przepadam za calym procesem malowania, czekaniem az lakier wyschnie, a potem zmywania ich gdy lakier odprysnie. Ale od czasu do czasu i u mnie pojawiaja sie nowosci lakierowe. Tym razem jako, ze moja ulubiona czerwien z Rimmel zgestniala, musialam poszukac godnego zastepce i wybor padl na lakier z OPI.

Jest to odcien z limitowanej edycji San Francisco. Odcien 'First date at a Gloden Gate' ma byc taki jak czerwone cegly Golden Gate Bridge. Tak sie sklada, ze nie mam w domu cegly z Golden Gate, wiec nie zrobie Wam porowania czy faktycznie ich inspiracja jest trafiona. Mam nadzieje, ze wybaczycie to, a ja zamiast porownania, skupie sie na recenzji tego lakieru :)


Lakier ma 15ml, wiec otrzymujemy sporo produktu. Lakiery OPI nie zawieraja substacji takich jak DBP, toluene, czy tez formaldehyde, ktore sa uwazane za szkodliwe dla ludzkiego organizmu.

Po aplikacji pierwszej warstwy otrzymujemy pomaranczowa czerwien, niezbyt intensywna, ale kolor rownomiernie sie rozprowadza po plytce. Bylam nieco zaskoczona, bo myslalam, ze jedna warstwa tego lakieru zapewni pelne krycie. Ale po drugiej warstwie odcien nabral intensywnosci i rzeczywiscie, blizej mu juz do ceglastej czerwieni z Golden Gate. Spotkalam sie z paroma recenzjami tego lakieru w internecie i pare osob twierdzilo, ze jest to braz, a czerwieni tu malo... No ja tu brazu bardzo malo widze, jak dla mnie jest to po prostu mocno nasycona, krwista czerwien.

Jesli chodzi o sama aplikacje, to lakier ma duzy plus u mnie, poniewaz bardzo szybko wysychal na moich paznokciach.



 'First date at a Golden Gate' nie zawiera zadnych drobinek, ma wykonczenie lekko polyskujace. Dla dodatkowego polysku i utrwalenia pomalowalam paznokcie top coatem z SH.

Jak powiedzialam, nie maluje paznokci non-stop, ale gdy nakladam 'First date at a Golden Gate',  to ta intensywna czerwien na paznokciach zdecydowanie ozywia mnie i poprawia nastroj. Uwielbiam takie czerwone lakiery, zazwyczaj stawiam na nie, bo sa eleganckie i pasuja na kazda pore roku!



Jakosc lakieru jest dobra, wzmocniony top coatem, trzyma sie u mnie 4-7 dni, w zaleznosci od ilosci prania/zmywania naczyn, ktora musze wykonac ;)
Nie probowalam go jeszcze nakladac bez top coat, bo niestety u mnie bez top coatu kazdy lakier schodzi po max. 2 dniach... 



Jestem bardzo zadowolona z wyboru tego lakieru, bo produkt OPI idealnie wpasuje sie w moje potrzeby i oczekwiania. Jedyne do czego moge sie przyczepic, to to, ze do uzyskania pelnego koloru, trzeba nalozyc dwie warstwy.

Czy sa jakies fanki lakierow OPI wsrod Was? :) Lubicie takie mocne, ceglaste czerwienie na pazurkach? :)


piątek, 12 czerwca 2015

'Ad' na Youtube czyli o recenzjach sponsorowanych i nie tylko.

Witajcie Kochani,

Dzisiaj mialo byc w sumie o czyms zupelnie innym... Ale ten temat mnie tak irytuje, ze musialam napisac co o tym mysle. Dzisiaj chce napisac o tym, co dzieje sie na youtube ostatnimi czasami.. Wiem, ze sa wsrod Was osoby, ktore nie ogladaja youtube wiec postaram sie szybko to wytlumaczyc. I sadze ze jest to temat, ktory warto poruszyc, bo niebawem moze na blogach pojawi sie ten problem...

Od pewnego czasu, (glownie) angielscy youtuberzy zaczeli zamieszczac w tytule swoich filmow na koncu 'ad'. Ponizej pod kazdym filmem mozemy przeczytac, ze znaczy to tyle co 'paid for advertising' czyli po prostu ze dana osoba dostala pieniadze za recenzje i promowanie produktu, ktory pokazuje w tym filmie.

Ktos moze powie, ze to fajnie, ze dana osoba daje nam znac od razu, bez sciemniania, ze film jest sponsorowany, ze swiadczy to o szczerosci i o szacunku do widzow. Ale, o ironio losu, te oznaczenia 'ad' spowodowaly, ze wywalilam ze subkrybowanych kanalow WIEKSZOSC youtuberow, ktorych ogladalam od lat. Zapytacie sie czemu. A no temu: gdy pod koniec dnia sprawdzam moje subskrypcje i mam 20-30 filmow do obejrzenia... I wiekszosc z nich ma 'ad' w tytule. Przez lata przyzwyczailam sie, ze na filmach jest coraz wiecej lokowania produktow, pokazywanie 'nowosci', ktore dostalo sie od PR-u danej marki itp itd. Ale zdecydowanie haslo 'ad' jest juz dla mnie ostatnia kropla, ktora przelala czare goryczy.

Jesli sledzicie filmy na youtube przez lata, zauwazyliscie pewnie ze sam portal sie zmienil, nie tylko jakosc filmow czy sposob ich nagrywania. Na poczatku na YT nie bylo w ogole zadnych reklam. Potem pojawily tylko na poczatku filmow. Teraz mamy je na pasku i czasami pojawiaja sie w srodku filmow. A ostatnia innowacja na YT jest to, ze same video, ktore wlasnie ogladacie jest rowniez reklama. I to jakze sprytna reklama, bo przeciez 'reklamujaca' osoba jest Wasz ulubiony youtuber, ktorego ogladaliscie przez lata, osoba, ktora lubicie i cenicie jej zdanie.

Jestem osoba, ktora nigdy nie miala problemu z tym ze inni zarabiaja na youtube, ba, ze dla niektorych jest to praca na pelen etat. Ale uwazam ze wiekszosc popularnych youtuberow przegiela zdecydowanie i z ILOSCIA sponsorowanych reklam, jak i z WYBOREM tego co beda promowac.
Kiedys bardzo lubilam ogladac pewna dziewczyne nagrywajaca z UK, ale teraz 90% z tego co nagrywa to te nieszczesne 'ady'. Gdyby jeszcze trzymala sie wspolprac wylacznie z firmami kosmetycznymi, to moze wybaczylabym jej to co robi. Ale ostatnio na jej kanale miedzy innymi moglam zobaczyc reklame wkladek dla osob z problemem nietrzymania moczu (zostawie to bez komentarza) i takze film, na ktorym pokazuje bizuterie Pandory (ktora dala swojej matce z okazji Dnia Matki)... Wiec, czy kogos dziwi ze juz nie ogladam jej 'produkcji'?

Przy tych 'adach' wychodzi jeszcze cos innego. A mianowicie cos czego nie znosze, czyli klamanie i hipokryzja. No bo jednoczesnie pamietam, ze dana youtuberka zapewniala przez lata, ze 95% ze wszystkich rzeczy, ktore poleca sa zaplacone z jej wlasnych pieniedzy, a teraz non-stop wrzuca recenzje sponsorowane, to tak, trace szacunek dla takiej dziewczyny i nie mam ochoty juz ogladac jej kanalu. Kolejna kwestia jest szczerosc tych recenzji. Wiadomo, ze jesli ktos wystawi negatywna opinie produktowi, to dana marka juz nie zaplaci mu kolejny raz za to, zeby nastepny produkt dostal zla recenzje. Proste jak drut. Dlatego tez, na kazdym reklamo-filmie slyszymy, ze dany produkt jest aboslutnie wspanialy, cudowny...

Zauwazylam jeszcze, ze ja jestem w gronie nielicznych, ktorych dopisek 'ad' odrzuca. Ba, w komentarzach mozna przeczytac cos w stylu 'fajnie ze dalas znac ze dostalas ten produkt to recenzji'... I tu zastanawiam sie, jak mozna byc takim naiwniakiem. Bo ad nie znaczy, ze ktos dostal produkt od PR-u firmy, ale znaczy to, ze youtuber zostal 'oplacony' zeby nakrecil osobny film na temat danego produktu. Mam generalnie wrazenie, ze duzo osob ogladajacych YT, podchodzi bardzo bezkrytycznie do tego co oglada... I dzieki temu 'interes' dla youtuberow sie kreci...

I ktos powie moze, ze po prostu moge przestac ogladac youtube w calosci... Ale przez to, ze ogladalam niektore osoby naprawde dlugo, to czuje po prostu duzy niesmak i nie podoba mi sie w jakim kierunku to wszystko zmierza. Kiedys youtube byl miejscem gdzie mozna bylo znalezc rzetelne opinie na temat kosmetykow, porady, tutoriale makijazy. A teraz? Kiedys ogladalam filmiki dziewczyny, ktora pokazywala jak zrobic makijaz, a teraz pokazuje we 'vlogu' proszek do prania...

Jak zawsze, jestem bardzo ciekawa Waszych opinii na ten temat. Zdaje sobie sprawe, ze moze niektore z Was w ogole nie ogladaja urodowych kanalow na YT, ale wyobrazcie sobie, ze 'niewinny' dopisek 'ad' wchodzi takze na blogosfere? I na blogu urodowym nagle czytacie platna recenzje tamponow a potem sprzetu do grillowania? Nie przeszkadzaloby Wam to, czy jak ja, mialybyscie poczucie niesmaku i nie chcialybyscie sledzic danego blogu dalej?

wtorek, 9 czerwca 2015

Denko - kosmetyki kolorowe & perfumy #1

Czesc Dziewczyny,

Przyznam sie Wam, ze ostatnio opuscila mnie wena do pisania postow... Nawet do Was zagladam rzadziej. Jest to spowodowane wieloma czynnikami, o ktorych tutaj za bardzo nie chce pisac. Inna kwestia to fakt, ze ostatnio wole korzystac z dobrej pogody, a nie czytac/pisac o kosmetykach, ktorych uzywam w lato minimalnie...

Ale jestem. Bo wiem, ze jesli zrobie sobie paromiesieczna przerwe to znajac zycie i mnie, nie bede miala ochoty powracac. Dzisiaj przychodze do Was z denkiem, ktorego wczesniej nie robilam. Generalnie jak zobaczycie same, moje zuzycia sa tak male, ze nie ma sensu co miesiac ich pokazywac, bo pokazywalabym Wam raptem 2-3 produkty ;P

Dzisiaj skupie sie w tym denku na kosmetykach kolorowych i perfumach, bo jak mozecie sie zorientowac, to moje ulubione produkty do pisania. Jesli chodzi o pielegnacje, to nie wiem czy kiedykolwiek takie denko pielegnacyjne powstanie, bo zazwyczaj wyrzucam te produkty bardzo szybko... Ale jak kiedys zbiore wystarczajaca ilosc, to i taki wpis sie pojawi.





Mac Powder Blush w odcieniu Dame (pelna recenzja tutaj) - roz w odcieniu brudnego rozu, bardzo elegancki, idealny odcien dla wielu karnacji, swietnie sie go aplikowalo na policzki, nie robil smug, caly dzien trzymal sie grzecznie na skorze. Ideal. Na pewno kiedys zakupie go ponownie. A jesli nie ten konkretny odcien, to inny z oferty MAC.

Missha M Perfect Cover BB Cream w odcieniu #21 (pelna recenzja tutaj) - Moj pierwszy BB krem z Misshy, bardzo bylam z niego zadowolona. Jedyne z czego nie bylam zadowolona to te skladu, bo krem mial i parabeny i parafine, a tych substancji staram sie unikac... Dlatego tez zamienilam go na inny krem BB, rowniez z Misshy, z o wiele lepszym skladem.

Yves Rocher, Couleurs Nature, Mascara Longeur 360° (Wydłużający tusz do rzęs 360°) - dostalam go do jakis zakupow w YR... Ma silikonowa szczoteczke i jak tylko ja zobaczylam to wiedzialam ze sie nie polubie z tym tuszem. I nie polubilam. Na poczatku sklejal rzesy i musialam niezle namachac sie czysta szczoteczka zeby je rozdzielic. Potem, na szczescie, gdy bylo mniej tuszu przestal sklejac, ale tak czy siak nie bylam pod wrazeniem efektu, jaki dawal.

Rimmel Lasting Finish, w odcieniu Pink Blush - To jest ta pomadka, o ktorej pisalam w tagu pomadkowym, to jest wlasnie ta pierwsza pomadka, ktora nabylam, w jasnym perlowym odcieniu rozu... Co ja myslalam kupujac taki odcien? Nie mam pojecia :P W kazdym razie, poza nieudanym kolorem, nie bylam zadowolona z konsystencji tej pomadki, strasznie wchodzila w zalamania ust...
Praktycznie nie uzywalam jej nigdy solo, tylko jedynie zeby rozjasnic jakas ciemniejsza pomadke.
Co dziwne, mam inna pomadke z tej serii i tamta jest o wiele lepsza jakosciowo.... Wiec jesli chodzi o Lasting Finish to troche rosyjska ruletka z tymi pomadkami, bo moze byc dobrze albo zle.




Estee Lauder, DayWear BB Anti - Oxidant Beauty Benefit Creme - moj pierwszy krem BB z EL, ktory ostudzil moj zapal do tej marki. Milam go w najjasniejszym odcieniu, ktory mial rzekomo 'wtapiac sie w naturalny koloryt cery' Jasneeee.... Od tego czasu juz nie wierze w te bajki pod tytulem 'odcien uniwersalny' itp...

Sam BB krem, pomijajac zly odcien, byl taki sobie. Mam wrazenie, ze zachodznie firmy robia kremy BB na zasadzie 'wezmy jakis slabo kryjacy podklad, ktory sie nie sprzedawal, dorzucmy do niego SPF i odrobine kremu nawilzajacego i udajmy, ze to to samo co kremy BB z Azji'. No wiec wlasnie, moze sam w sobie produkt nie jest zly, ale w porownaniu z kremami azjatyckimi, wypada blado... Nie daje efektu rozswietlonej, wypoczetej cery. No i ma zdecydowanie za duze krycie jak dla mnie.

Generalnie tutaj pozwole sobie ponarzekac.... DLACZEGO zachodnie firmy robia tak ciemne odcienie kremow BB/CC? Ostatnio mialam ochote na nowy krem CC z Chanel i krem BB z Guerlain. Niestety oba, nawet w najjasnieszym odcieniu, sa dla mnie za ciemne. Z tego co kojarze, najjasniejsza wersja kremu BB z Guerlain jest dostepna na rynku azjatyckim, ale nie jestem az tak zaintersowana tym produktem zeby go sprowadzac z Azji.

Lancome Blush Subtil Sheer - Sheer Amourose - To byl moj pierwszy roz z tak zwanej gornej polki. Roz mial swietny odcien, brzoskwiniowy-rozowy w chlodnej tonacji. Swietnie sie nakladal, byl bardzo delikatny i ciezko bylo sobie nim zrobic krzywde. Mimo tego, nie powrocilam do niego. Nie wiem zupelnie czemu raczej nie gustuje w ofercie Lancome, mimo ze maja dobre produkty... Czegos tym produktom brak, ale czego, to nie potrafie okreslic :)
Sam roz zuzylam juz pewien czas temu, ale trzymalam tutaj resztki rozu z MAC, ktory byl dla mnie za ciemny i zmielone meteorytki z Guerlain.

Rouge Dior Lipstick #365 Pink Songe - moja pierwsza pomadka z Dior ;) Ladny odcien rozu wymieszanego z lekka pomarancza z mocnym polyskiem. Swietnie nawilzala usta. Zdecydowanie moge polecic produkty do ust Diora.

Ponadto na zdjeciach nieobecni, bo juz dawno temu je wyrzucilam:

Maybelline Instant Age Rewind Concealer (pelna recenzja tutaj) - mialam go w odcieniu Brightener, jasnym lososiowym odcieniu. Podtrzymuje swoja opinie, ze jest to naprawde swietny korektor za male pieniadze, ALE ... Jak zawsze jest jakies ale :) Otoz pod sam koniec jego zywota, mechanizm sie zepsul i produkt nie chcial wychodzic ... Wiec musialam rozkrecic cale opakowanie. Nie cierpie jak cos sie psuje, byc moze tylko ja mialam takiego pecha, ale na tyle mnie to wkurzylo, ze juz go wiecej nie kupie :P

NYX, High Definition HD Photogenic Concealer w odcieniu Fair - dobry korektor, ale byl dosyc mocno kryjacy, a co za tym idzie - na dluzsza mete wysuszal skore. Jak wiecie, ostatnio wole lekkie formuly korektorow... Wiec do tego wroce jak bede miala wieksze cienie pod oczami.
Ta seria korektorow ma bardzo duzy plus dla mnie: bowiem jest bardzo duzo odcieni do wyboru. Sa i bardzo jasne odcienie w cieplej tonacji jak i w zimnej... Wiec osoby z jasna karnacja znajda w ofercie tych korektorow odpowiedni odcien.


Chanel Chance EDP, 100ml - jako ze jest to bardzo popularny zapach, wiec nie bede sie jakos rozpisywac sie o nim. Na poczatku bardzo mi sie podobal... Ale gdy wykanczalam juz flakon, zapach znudzil mi sie, byl troche za mocny dla mnie i teraz gdybym musiala wybierac to skusilabym sie na wersje Eau Tendre. No i bardzo jestem ciekawa nowej wersji Chance, ktora ma byc dostepna juz w tym miesiacu. Wiec mimo ze tej klasycznej wersji Chance mowie juz nie, to wersje Eau Tendre pewnie przygarne, jak i byc moze nowa Eau Vive rowniez.

Lancome Hypnose Senses EDP, 75 ml - szyprowy zapach w najlepszym wydaniu. Piekne, klasyczne, elegnackie.... Na pewno kupie ponownie. Uwielbiam <3

I na koniec miniaturki: 

Jimmy Choo, Flash - przyznam sie ze mialam ogromna ochote na ten zapach, glownie ze wzgledu na flakon. Ale probka szybko zgasila moj zapal. Na samym poczatku uderza nas syntetycznym zapachem... gumy balonowej i pieprzu... Przynajmniej ja czuje takie nuty. Po parunastu minutach zapach przechodzi w rozwodniony zapach bialych kwiatow, ktory bardzo szybko znika mi ze skory. Takze raczej nie skusze sie na ten zapach.

Lanome, La Vie Est Belle EDP - na poczatku ten zapach bardzo mi sie podobal, ale im dluzej go nosze, czasami mnie po prostu meczy jego nadmierna slodycz.... Na wersje EDP raczej sie nie skusze, moze na EDT.


I to chyba na tyle... Nie jestem w stanie sobie przypomniec innych produktow, wiec chyba to wszystko.