sobota, 21 maja 2016

Chanel Chance Eau Tendre podróbka a oryginał / Jak rozpoznac oryginal?

Hej dziewczyny,

Dzisiaj wpis na "zyczenie" czytelnikow, a dokladniej osob, ktore uzywajac wyszukiwarki google szukaja roznic pomiedzy zapachem Chance podrobionym a oryginalem... Takiego wpisu u mnie nie ma, ale skoro jest na taki post zapotrzebowanie, to przybywam wlasnie z takim wpisem dzisiaj. 

Jak wiecie (bo kiedys pisalam na ten temat) NIE ZNOSZE wrecz podrob. No po prostu nie cierpie i gdyby mnie nie bylo stac na markowe kosmetyki/perfumy/ubrania to po prostu zadowalabym sie produktami z tanszej polki. Uwazam, ze lepiej kupic cos tanszego, ale oryginalnego, niz wydac kase na podrobke, ktora umowmy sie, jakoscia wykonania nie grzeszy ....
Jednoczesnie, zdaje sobie sprawe ze dla statystycznego Polaka zarabiajacego srednia krajowa zakup markowych perfum to dosyc duzy wydatek i dlatego tez, nie dziwi mnie, ze duzo osob chce "zaoszczedzic" i szuka okazji na portalach typu allegro/ebay. I mimo, ze ja osobiscie nigdy nie kupilabym perfum Chanel na allegro (bo wiekszosc ofert to podrobki), to jednak rozumiem osoby, ktore szukaja tam perfum. Dlatego tez wlasnie dla osob, ktore nie sa pewne czy zakupiony zapach to oryginal, powstal ten wpis.

Swoja droga, z moich obserwacji wynika, ze zapachy Chanel (w parze z zapachami marki Dior) to prawdopodobnie najbardziej i najczesciej podrabiane zapachy na swiecie... (jesli ktos bedzie zaintersowany, to moge tez zapisac post o markach, ktore sa najczesciej, rzadziej i w ogole nie podrabiane (tak tak, sa takowe ;))



Zacznijmy od "gory" czyli od korka: korek zapachu Chance jest zrobiony z polprzeroczystego plastiku w ksztalcie kwadratu. Rogi korka sa "skosne", a nie ostre.  Korek powinien idealnie pasowac do atomizera. Podrobki mozna "przylapac" na tym, ze korek nie dopasowywuje sie idealnie do atomizera i lekko odstaje od flakonu.


Tutaj mozecie zauwazyc, ze atomizer oryginalnego zapachu idealnie pasuje do korka i nie ma zadnej duzej przerwy pomiedzy gora atomizera a gorna czescia korka.


Waznym detalem, ktory pomoze odroznic podrobke od oryginalu jest jakosc szkla... Szklo powinno byc gladkie, bez zadnych skaz/smug/nierownosci.

Logo "Chance Chanel" powinno byc zamieszczone w centrum flakonu. W podrobkach napis czesto jest zamieszczony krzywo/badz w lekkim oddaleniu od srodka flakonu.


Nastepnym waznym detalem jest plastikowa rurka - w oryginale powinna byc jednakowej grubosci i na dole i na gorze i powinna dotykac dna flakonu... W podrobionych flakonach najczesciej mamy widoczne pogrubienie rurki u gory; takze rurka jest o wiele krotsza niz w oryginale i nie siega dna flakonu.


Kolejna czesc to metalowa plytka zamieszczona na spodzie flakonu. Co jest na niej wygrawerowane moze sie nieco zmieniac w zaleznosci kiedy zapach byl wyproduktowany (i gdzie - bo niektore zapachy Chanel sa wyprodukowane w Stanach), ale zazwyczaj informacje typu nazwa firmy i adres, pojemnosc i czy zapach jest woda toaletowana/perfumowana powinny byc zamieszczone. Bardzo waznym szczegolem sa gwozdzie umieszczone w rogach plytki - powinno byc ich 4, powinny byc rozmieszczone w idealnie rownych odstepach i przylegac do metalowej czesci flakonu. W podrobkach gwozdzie sa czesto nierowno umocowane i "luzno" przylegaja do flakonu.

Last but not least: jakosc metalu: metal powinen byc gruby, gladki i lekko polyskiwac. Podrobki maja najczesciej cienki, porysowany metal bez polysku.

Na koniec, jesli chcecie zobaczyc zdjecia podrobki vs oryginalu, to zapraszam Was tutaj:
http://chanelmademoiselle.ru/chanel-chance-eau-tendre-kak-opredelit-poddelku-podrobnaya-instrukciya-s-foto.html

Milego weekendu zycze!



piątek, 20 maja 2016

Be Legendary Lip Gloss, Disco Rose | Smashbox Cosmetics

Hej dziewczyny,


Mimo, ze kiedys nie cierpialam wrecz blyszczykow, to teraz o wiele bardziej "odnajduje" sie w tej kategorii kosmetykow :) I coraz wiecej jest ich u mnie i na toaletce i na samych ustach :)



Blyszczyki Smashbox z serii Be Legendary przychodza do nas w plastikowym, prostokatnym opakowaniu z czarna nakretka. Produkt ma 6 ml. Marka Smashbox jest dostepna na wylacznosc w perfumeriach Sephora - wspominam to dlatego, ze generalnie produkty Smashboxa mozna "zlapac" w naprawde dobrych cenach na promocjach zimowych/letnich w Sephorze, wiec polecalabym zwrocic na nie uwage wlasnie w nadchodzacych miesiacach letnich, kiedy rozpoczna sie wyprzedaze ;) Ja sama ten blyszczyk nabylam za -50% mniej w czasie promocji zimowej ;)



Aplikator jest standardowy, nie za duzy, nie za maly. Nabiera dobra ilosc produktu i gladko sunie po ustach, zostawiajac tafle blyszczyku. Co do samego produktu - konsystencja nie jest ani za lekka, ani za ciezka... Cos pomiedzy, ale bardziej produkt idzie w kierunku formuly lekkiej... Nie lepi sie, co oczywiscie uwazam za duzy plus. Jesli chodzi o utrzymanie sie na ustach, to z tym jest problem... Jesli naprawde nic nie bede pila/jadla, produkt utrzymuje sie na ustach max. 2 godziny... Co dla mnie jest slabym wynikiem.



Moj odcien, Disco Rose to dosyc mocny odcien rozu z dosyc wyraznym czerwonym podtonem. Jako, ze odcien zamawialam "w ciemno" a w internecie swatchy tego odcienia niestety brak, to kierowalam sie glownie swoja intuicja i wybralam wlasnie ten rozowo-burgundowy odcien z palety dostepnych kolorow.
Czy byl to dobry wybor? Powiem Wam, ze wlasnie do konca dobrze sie czuje w tym odcieniu, wydaje mi sie, ze jest troszke za mocny dla mojego typu urody i nie potrafie wymyslic sensownego makijazu oka, ktory pasowal by do niego... Dlatego tez, pomimo, ze nie moge sie za bardzo "przyczepic" do tego produktu jesli chodzi o jakosc, to rzadko go nosze na ustach... Chyba ze wszystkich moich blyszczykow po ten siegam zdecydowanie najrzadziej.


A tak prezentuje sie na ustach:




I jak Wam sie podoba? Znacie serie blyszczykow Be Legendary?


niedziela, 8 maja 2016

Dior Glowing Nude Diorskin Nude Air Illuminating Powder


Hej Kochane,

Nowy miesiac oznacza nowy post :) 

Z produktem, o ktorym bedzie dzisiaj mowa, mialam przygody... W duzym skrocie: zamowilam ten rozswietlacz w marcu (!) i dostalam przesylke z reszta zamowienia, a rozswietlacza brak... Na fakturze bylo napisane, ze produkt niestety jest niedostepny. Dostalam tez maila, ze "moze" uda sie sciagnac ten rozswietlacz z magazynu w przeciagu 3 nastepnych tygodni... Tygodnie uplywaly, uplywaly i juz pogodzilam sie, ze raczej rozswietlacz przeszedl mi kolo nosa... A tu niespodziewanie dwa tygodnie temu w skrzynce pocztowej znajduje paczke z Marionnaud z rozswietlaczem. Jesli chcecie wiedziec, czy warto bylo tyle na niego czekac, zapraszam do czytania :D



Diorskin Nude Air Illuminating Powder w odcieniu 001 Glowing Pink pochodzi z tegorocznej wiosennej kolekcji marki Dior Glowing Gardens (tak, Glowing Pink, Glowing Gardens, duzo Glow serwuje nam Dior w tym sezonie :P)... Szczerze mowiac, znacie moje zdanie o limitowanych kolekcjach i prawdopodobnie nie zdecydowalabym sie na ten rozswietlacz, gdyby nie to, ze moj jedyny rozswietlacz z NARS wlasnie sie skonczyl ... Druga kwestia, to taka, ze bardzo malo na rynku jest chlodnych rozswietlaczy i gdy zobaczylam ten, to wiedzialam, ze jesli chodzi o odcien, to bedzie to dla mnie idealny wybor.






Sam rozswietlacz w opakowaniu juz wyglada pieknie... Wiem, ze oba odcienie 001 i 002 zostaly wykupione blyskawicznie i zdaje sobie sprawe, ze wiekszosc osob "poleciala" na te rozswietlacze ze wzgledow estetycznych... U mnie raczej to byla kwestia drugorzedna, bo przede wszystkim szukalam chlodnego rozswietlacza, najlepiej rozowego, ktory da delikatny efekt i nie sprawi, ze bede blyszczala sie jak latarnia morska w srodku nocy :P



I wlasnie taki subtelny, delikatny efekt daje ten produkt. Uzyskujemy nim gladka, srebrno-rozowa tafle, ktora wtapia sie w cere... Nie jest nachalny, efekt mozna stopniowac i nalozyc wiecej produktu, ale nawet jesli nalozymy sporo produktu, to i tak efekt nie bedzie przesadzony...

A tak prezentuje sie na twarzy... Swoja droga, to juz wiem, ze jesli kiedys narzekalam, ze ciezko uchwycic na zdjeciu roz badz bronzer, to nie mialam wtedy pojecia, jak ciezko jest "zlapac" na zdjeciu blask rozswietlacza... ;)


Wiec czy warto bylo na niego czekac? Powiem tak: jestem z niego zadowolona, bo daje taki efekt jaki chcialam i na pewno z przyjemnoscia go bede dalej uzywac... Z drugiej strony, wiem, ze gdyby mi sie chcialo poszukac dobrze, to znalazlabym jakis zamiennik i nie plakalabym po nocach z powodu braku Glowing Pink :P




I jak Wam sie podoba? Czy ktos rowniez sie skusil na ten produkt? 



poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Yves Saint Laurent Volupte Sheer Candy #4 Succulent Pomegranate

Witajcie Moje Drogie,

Po miesiacu przerwy powracam... Swoja droga, czas leci jak szalony, mam wrazenie, ze dopiero co swietowalismy Nowy Rok, a tu juz maj zbliza sie wielkimi krokami...

Dzisiaj chcialam Wam pokazac typowo wiosenno-letnia pomadke od YSL, ktora od momentu zakupu zostala moim wielkim ulubiencem! Pisalam juz o jednej pomadce YSL, ktora nie do konca zdala u mnie egzamin (pelna recenzja tutaj), wiec teraz przyszedl czas druga pomadke tej marki, ktora o wiele lepiej wypadla niz Rouge Volupte.



Pomadki z serii Volupte Sheer Candy znajduja sie w ciezkim, metalowym opakowaniu, identycznym do tych z serii Rouge Volupte, ale w kolorze srebrnym. Szczerze powiedziawszy o wiele bardziej podoba mi sie wlasnie to pakowanie w tej wersji srebrnej, niz zlotej ;)
W opakowaniu znajduje sie 3.5 grama produktu.



Odcien ktory wybralam, Succulent Pomegranate to intensywna, soczysta fuksja... Ale tylko w opakowaniu. Na ustach prezentuje sie niezwykle delikatnie. Pomadka ma konsystencje balsamu; z latwoscia sunie po ustach, barwiac je na rozowo. Nawilzajaca warstwa trzyma sie ok. 2-3 godziny, ale usta pozostaja lekko zabarwione na okolo pare godzin, co uwazam za dobry wynik.
Nie wysusza ust, nie wlazi na zeby, pieknie pachnie... Co tu duzo mowic, na prawde nie moge sie tutaj do niczego przyczepic ;)




Jako ze ostatnio nie maluje sie prawie w ogole (swoja droga, jesli ktos by chcial przeczytac relacje w stylu "miesiac bez makijazu", to dajcie znac ;)) dzisiaj jednak na potrzeby bloga oczywiscie wykonalam makijaz, pomijajac jedynie podklad i nakladajac zamiast niego puder. Stwierdzam, za paradoksalnie moja cera o wiele lepiej wyglada lekko przypudrowana, niz pokryta podkladem... 



I jak Wam sie podoba odcien? Znacie serie tych pomadek? 

niedziela, 6 marca 2016

Benefit, Roller Lash Mascara

Hej dziewczyny,

Witam Was po przerwie... Niestety ostatnio mam mase obowiazkow, plus przez pewien czas nie mialam internetu w domu... Dodatkowo moje kursy jezykowe pochlaniaja mi sporo czasu, wiec gdy dopelznam do mojego mieszkania o 19-20, nie mam ani czasu na pisanie, robienie ani na czytanie blogow w ogole... Myslalam, zeby zrobic sobie na pare miesiecy, ale z drugiej strony wiem, ze pewnie po tak dlugiej przerwie nie wroce wcale... Postaram sie w weekendy cos skrabnac, ale czesciej znajdziecie mnie zdecydowanie na IG w obecnych czasach ;)

Jako, ze ostatni post byl o blyszczyku Benefit, to stwierdzilam, ze "pociagne" ten temat, szczegolnie, ze wczoraj pisalam o tym tuszu z nasza droga Madame :) Maskara Roller Lash "wpadla" do mojej kolekcji calkiem przpadkowo... Pewnego dnia poszlam do Sephory w poszukiwaniu nowej maskary - wiedzialam, ze raczej na pewno zdecyduje sie na nowa maskare YSL. Niestety/stety, nie bylo jej w sklepie. Konsultantka zapytala sie mnie, jaki efekt lubie w maskarach i powiedziala, ze przy moich rzesach najlepszy efekt da maskara Roller Lash z Benefitu. Jako, ze dodatkowo wtedy bylo -20% na wszystko, to nie zastanawialam sie dlugo i dalam sie "namowic", a wierzcie, ja rzadko slucham rekomendacji konsutlantek w perfumariach. 




Roller Lash jest reklamowana jako podkrecajaco-wydluzajaca maskara. Wg obietnic producenta, mozemy sie pozegnac z zalotka i sama maskara ma nam pieknie podkrecic i wydluzyc rzesy. 
Opakowanie zawiera 8.5 gr tuszu, data waznosci to 6 miesiecy ( czyli typowo jak wiekszosc innych maskar).



Musze zdecydowanie pochwalic szczoteczke tuszu, bo jest to jedna z najlepszych szczoteczek z jakimi sie spotkalam. Jak widzicie, szczoteczka jest leciutko wygieta, u gory mamy krotkie wlokienka, a dolu sa nieco grubsze. Gorna czesc sluzy do wywiniecia rzes i ich dobrego rozczesania, a dolna czesc mozna uzyc jako druga warstwe, do dodania rzesom objetosci. Podoba mi sie takie rozwiazanie i wlasnie tak uzywam ta maskare: najpierw gorna czescia "podkrecam" i rozdzielam rzesy, a druga, dolna czesc pomaga nadac rzesom nieco objetosci.

Kolejny plus tej szczoteczki, to to, ze naprawde ciezko jest nia ubrudzic sobie powieki, a wierzcie mi, w przypadku innych maskar czesto mialam z tym problem. Sam tusz zasycha szybko, wiec nawet gdy tusz jest nowy, to nie trzeba sie martwic o to, ze odbije sie na powiekach. 

A efekt na rzesach daje taki (przypominam, moje rzesy nie sa wyhodowane na odzywkach, wiec nie spodziewajcie sie spektakularnych efektow)




Mam nadzieje, ze na zdjeciach widac efekt, ktory chcialam Wam pokazac. Masakra faktycznie wydluza rzesy i przede wszystkim naprawde ladnie je wywija do gory. Dla mnie to jest duzy plus, bo zazwyczaj, uzycie zalotki to u mnie jest koniecznoscia, jako, ze moje rzesy sa proste i maja tendencje to "opadania" ku dolowi :P 

Jesli chodzi o jedyny "minus" - maskara niezbyt pogrubia rzesy, zreszta, to akurat mozna zauwazyc dobrze na zdjeciach... Generalnie z drugiej strony, producent nie obiecuje objetosci, bo to masakra przede wszystkim wydluzajaco-podkrecajaca rzesy, ale jednak, gdyby ciut bardziej pogrubiala, to bym sie nie obrazila ;)

Na koniec tylko dodam, ze tusz mam juz 5 miesiecy i nic sie z nim sie stalo, nie zgestnial/zesechl, dalej sprawuje sie znakomicie. 

Przetestowalam naprawde duzo wysokopolkowych tuszy i powiem Wam, ze Benefit jak na razie jest jednym z moich ulubiencow! Podoba mi sie jego efekt, bezproblemowa aplikacja, zero efektu pandy... Na pewno wroce do tego produktu i polecam kazdemu, kto ma podobne rzesy do moich (czyli cienkie, proste i dosyc geste) do testow :)

piątek, 12 lutego 2016

Blada cera = duzy problem :D Swatche i porownanie podkladow dla jasnej karnacji



Witajcie,


Przypomnialo mi niedawno, ze jakis czas temu zrobilam zdjecie porownawcze 3 podkladow, ktorych probki otrzymalam w Sephorze. Potestowalam te podklady i stwierdzilam, ze czas na podsumowanie mojej przygody z nimi i napisanie mini-recenzji o kazdym z nich. Dodatkowo sama po sobie wiem, ze "podkladowe" zdjecia porownujace odcienie roznych podkladow sa bardzo przydatne dla innych.


W duzym skrocie jaka mam cere: mam cere normalna, przez co nigdy nie mialam problemu, ze pare godzin po nalozeniu podkladu zaczynam sie "swiecic" badz podklad mi zszedl z twarzy. Preferuje podklady lekkie, o plynnej konsystencji, dajace efekt rozswietlajacy. Nie lubie/nie potrzebuje mocnego krycia. Wydawac sie by moglo, ze bede latwym do zadowolenia klientem i szybko znajde dla siebie odpowiedni podklad, prawda? Jednak ostatnio bylam w Sephorze ok. godziny w poszukiwaniu dobrego podkladu. Moj problem jest taki, ze mam naprawde blada cere. Zdecydowanie mam jasniejsza cere niz "przecietna" Polka, wiec u mnie znalezenie odpowiednio jasnego podkladu, ktory bylby do tego lekko kryjacy, rozswietlajacy graniczy z cudem. Np. bardzo odpowiada mi podklad Guerlain Lingerie de Peau - jesli chodzi o efekt/formule/krycie to jest dokladnie to co szukam, ale oczywiscie ich najjasniejszy odcien jest dla mnie o ton/pol tonu za ciemny. 


W koncu jednak wyszlam z probkami 3 podkladow, ktore powiedzmy "jako-tako" mi pasowaly (acz tak naprawde pasuje mi tylko 1, ale to przeczytacie ponizej co i jak). 


Dla porownania po prawej stronie jest swatch kremu BB Misshy, o ktorym ostatnio pisalam. Gdy spojrzycie na to zdjecie i porownacie roznice w odcieniach, to chyba zrozumiecie czemu kupowanie podkladow wysokopolkowych mija sie u mnie z celem. Zdecydowana wiekszosc najjasniejszych odcieni jest na mnie za ciemna. 

Od lewej do prawej: 


YSL Le Teint Touche Eclat B10, Dior Diorskin Nude 010 "Ivoire", Diorskin Nude BB Creme 001, Missha M Signature Real Complete BB Cream nr 21 "Light Pink Beige"





Yves Saint Laurent, Le Teint Touche Eclat w odcieniu B10. Bardzo spodobala mi sie konsystencja tego podkladu, jest lekka, podklad dobrze (a co najwazniejsze szybko) mozna rozprowadzic po twarzy, nie robi smug. Jesli chodzi o krycie to jest ono delikatne. Producent obiecuje rozswietlenie i faktycznie podklad dodaje cerze delikatny blask.


Jesli chodzi o sam odcien - B10 to jasniutki odcien neutralnego bezu z lekkim zoltym podtonem. Chce zauwazyc, ze ten odcien jest z prezentowanej 3 podkladow najlepszy dla mojej bladej cery - jest najjasnieszy z calej 3 i ma neutralny podton - nie za zolty, nie za rozowy. Wydaje mi sie, ze generalnie YSL robi jedne z najjasniejszych odcieni jesli chodzi o marki wysokopolkowe, wiec jesli ktoras z Was jest tak samo blada jak ja, polecam testy podkladow YSL. Mnie naprawde Le Teint pozytywnie zaskoczyl i w przyszlosci planuje zakup :)


Dior Diorskin Nude 010 Ivoire - ten podklad zostal mi polecony, gdyz w teorii ma byc "lekki" i nie dawac efektu maski. Gdy jednak nalozylam go po raz pierwszy na twarz, przede wszystkim pierwsze na co zwrocilam uwage, to to, ze krycie jest dosyc mocne i sam podklad jest dosyc widoczny na twarzy... Byc moze, jestem za bardzo przywyczajona do kremow BB, ale jak dla mnie Diorskin Nude daje za duze krycie (jak na moje potrzeby) a i wykonczenie, wg producenta "aksamitne" i "delikatne" raczej nie zachwyca. Ot, podklad wyglada w porzadku na twarzy, ale zdecydowanie nie powiedzialabym, ze to jest efekt "Nude".


Pomijam juz fakt, ze najjasniejszy odcien 010 Ivorie jest o ton ciemniejszy od YSL i odcina mi sie od twarzy. Na pewno nie zakupie tego podkladu i generalnie po testach podkladu Diorskin Nude jak i BB Creme na jakis czas bede sie trzymala z daleka od podkladow Diora.

Dior Diorskin Nude BB Creme w odcieniu 001: Wiazalam duze nadzieje z tym kremem BB, bo naczytalam sie pozytywnych odcieni i nakrecilam sie na niego. Cale szczescie, przed zakupem wzielam probke tego podkladu. Co okazalo sie z nim nie tak? Przede wszystkim odcien, ktory jest zdecydowanie za rozowy. Serio, nie wiem ile osob bedzie mialo tak rozowy podton cery, zeby ten odcien im podpasowal... Probowalam nakladac minimalne ilosci tego kremu i rozblendowac go jak najbardziej sie da - niestety za kazdym razem po aplikacji moja twarz byla nienaturalnie rozowa... Jeszcze na domiar zlego po paru godzinach zauwazylam, ze odcien mojej twarzy zaczal sie jeszcze bardziej odcinac od szyi... 

Tak wiem, ze jest jeszcze odcien 002 z zoltym podtonem, ale nie mam ochoty na dalsze testy, bo po prostu jesli chodzi o wykonczenie/efekt na twarzy to podobnie jak z podkladem Nude, krem BB rowniez nie prezentuje sie jakos wspaniale. Calkiem niezle wtapia sie w cere, krycie jest cos pomiedzy lekkim a srednim, ale co mi tutaj brakuje, to zdecydowanie ten produkt nie dodaje cerze takiego zdrowego "glow", jaki daja azjatyckie kremy BB. Porownujac go np. z kremami Misshy wypada gorzej, a cenowo nie musze chyba mowic ktory produkt wychodzi drozej... Wiec chyba nikogo nie zdziwie, ze nie planuje zakupu?




Znacie ktorys z prezentowanych tutaj podkladow? Czy sa na sali jakies blade karnacje? :)



sobota, 6 lutego 2016

Benefit Ultra Plush Lipgloss w odcieniu Kiss you

Witajcie,

Dzisiaj wpis o produkcie do ust nr 93489348 z mojej kolekcji mazidelek, ktory trafil do mnie dzieki Marcie. Gdy zobaczylam u niej ten odcien, bylam bardzo ciekawa jak bedzie u mnie wygladal i ucieszyla mnie informacja, ze wygralam ten blyszczyk podczas rozdania :)

To jest dopiero moj drugi produkt z marki Benefit. Szczerze powiedziawszy, to ja generalnie (jak moglyscie zauwazyc) skupiam swoja uwage na paru markach, a cala reszte omijam, z roznych powodow. Benefit raczej nie byl w kregu moich zaintersowan, acz musze przyznac, ze oba produkty z tej marki bardzo dobrze sie spisuja i jestem mile nimi zaskoczona.




 Blyszczyk jest zapakowany w tubke, a jest to moja ulubiona forma opakowan (nie tylko blyszczykow, ale tez np. kremow pod oczy i korektorow :)), wiec tutaj zdecydowanie blyszczyk ma u mnie plusa. Opakowanie zawiera 15 ml produktu.



 Co zasluguje na wyroznienie, to konsystencja blyszczyku - jest niesamowicie lekka, powiedzialabym, ze przypomina zel. Co za tym idzie aplikacja jest szybka i bezproblemowa. Co wazne - blyszczyk W OGOLE sie nie klei. To jest chyba jego najwieksza zaleta - bo inne blyszczyki, ktore mialam okazje testowac, czy to Smashbox, czy Dior czy NARS kleja sie w mniejszym/wiekszym stopniu.

Odcien Kiss You w tubce prezentuje sie dosyc wyraziscie. Jednak z racji lekkiej pigmentacji, odcien na ustach prezentuje sie o wiele bardziej subtelnie. Na ustach Kiss You wpada w chlodny roz z delikatna iloscia fioletu.  Odcien jest idealny na chlodnych typow urody. 

A! Blyszczyk jest zupelnie bezdrobinkowy i cale szczescie, bo zdecydowanie wole na ustach nie miec zadnych drobinek ;)



Jesli chodzi o trwalosc: z racji, ze blyszczyk ma lekka, zelowata formule, to znika po ok. 2-3 godzinach z ust. Zdecydowanie trwalosc to nie jest jego mocny punkt... Ale jestem w stanie to zaakceptowac, bo jest to typowe dla blyszczykow: te z gesta, kleista formula utrzymuja sie na ustach dlugo, a te lekkie, nieklejace sie, schodza z ust dosyc szybko.  No chyba, ze ktos zna nieklejacy sie blyszczyk, ktory utrzymuje sie 4-5 godzin na ustach, to prosze dac mi znac! :)





 I jak Wam sie podoba Ultra Plush Lipgloss na ustach? Znacie ta serie blyszczykow? 

niedziela, 31 stycznia 2016

Recenzja Lalique, Amethyst EDP

Witajcie,

Dzisiaj wpis na specjalna prosbe - Iwona ostatnio zapytala sie, czy planuje zrobic wpis poswiecony zapachowi Lalique, Amethyst. Jako, ze dawno nie bylo u mnie wpisu z perfumami, stwierdzilam, ze jest to dobry moment, zeby napisac pare zdan o tym zapachu. Zwlaszcza, ze perfumy Amethyst zdecydowanie zasluguja na osobny post.



Ciemnofioletowy flakon zawiera owocowo-pizmowy zapach. Owocowo-pizmowych zapachow jest masa, wiec pewnie zapytacie sie, co w nich jest takiego niezywklego?


Owoce lesne w perfumach Lalique to chyba najbardziej "naturalnie" pachnace owoce, jakie kiedykolwiek wachalam w perfumach. Mieszanka czarnej porzeczki, jezyn i jagod pachnie niesamowicie realistycznie, swiezo. Slodko, ale jednoczesnie lekko kwasno, cierpko. W zadnym razie nie jest to slodki, owocowy ulepek, jaki serwuje nam wiekszosc perfum tego rodzaju.

Owoce mamy tutaj podane na pizmowo-drzewnej bazie, ktora u wielu wzbudzi skojrzenie ze spacerem w lesie. Faktycznie, Amethyst moze byc postrzegany jako spacer w zywicznym lesie pelnym dzikich owocow. Co ciekawe, za kazdym razem, spacer bedzie sie nieco roznil - czasami wyczuwam dosyc mocno czarne porzeczki, czasami jagody i ziola... Niestety nie wyczuwam zupelnie malin, ktorych nuty sa nutach glowy kompozycji.

W teorii zapach rowniez zawiera nute dzikiej rozy, piwonii i kwiatu ylang ylang... Celowo pisze, "w teorii" bo ja na swojej skorze zupelnie nie wyczuwam zadnych kwiatow. W nutach bazy natomiast znajduje sie pieprz, ktory u mnie rowniez jest niewyczuwalny.


Sporo osob ponoc wyczuwa chemiczna, "mydlana" nute w pozniejszej fazie zapachu i stad chyba biora sie opinie, ze Amethyst pachnie jak ... Zel pod prysznic! Cale szczescie, gdy nosze Amethyst na sobie, to na mojej skorze nie wyczuwam ani mydla, ani zelu pod prysznic.

Komu spodoba sie Amethyst? Na pewno osobom, ktore szukaja niebanalnego zapachu owocowego.
Zapach jest bardzo elegancki, a nawet powiedzialabym, ze przez swoja tajemniczosc i nietuzinkowosc moze wzbudzac pewien dystans. Zapach jest srednio intensywny, zdecydowanie jest to dobry zapach do noszenia w ciagu dnia.


Czym jeszcze moze nas zaskoczyc ten zapach? Amethyst zdecydowanie zaskakuje zmienna trwaloscia... Na samym poczatku testowania zapach utrzymywal sie u mnie zaledwie dwie godziny... Po pewnym czasie powrocilam do niego i utrzymal sie 6 godzin - mam wrazenie, ze jest to niesamowicie kaprysny zapach i czasami bedzie chcial z nami zostac na dluzej, a czasami opusci nas bardzo szybko.

Polecam testy! A jesli ktos z Was juz zna ten zapach, to podzielcie sie ze mna Waszymi odczuciami. Ciekawa jestem, czy Amethyst pachnie u Was jak spacer po lesie, czy jak zel pod prysznic? ;)





czwartek, 21 stycznia 2016

Yves Saint Laurent Rouge Volupte - Peach Passion #13

Witajcie,

O pomadce YSL w odcieniu 13 krazy wiele opinii - niektorzy sa zachwyceni jej maselkowata formula i pieknym odcieniem, ale tez duzo osob twierdzi, ze wchodzi w zalamania ust i wysusza je...
Przy ostatniej promocji -30% w Douglasie postanowilam "zaryzykowac" i zakupilam Peach Passion (oraz inna pomadke YSL z innej serii, na ktora przyjdzie pora rowniez ;))



Pomadki z serii Rouge Volupte maja charakterystyczny design - zlote, metalowe opakowanie z logiem YSL po srodku... Szczerze mowiac, gdy patrzylam na zdjecia tych pomadek w internecie, to dlugo sie zastanawialam czy mi sie podoba to opakowanie, bowiem jest tutaj tak "na bogato" ze troche ociera o kicz ;P Jednak gdy pomadeczki przybyly do mnie i postawilam je obok pomadek MAC i Lancome, to pomadki z MAC i Lancome wygladaja przy Rouge Volupte jak ubodzy krewni :P Naprawde prezentuja sie bardzo luksusowo i widac, ze to selektywna marka.




Odcien Peach Passion to cieply odcien rozu z domieszka koralu/brzoskwini. Odcien jest naprawde wyjatkowy i szczerze to pewnie dawno wybilabym sobie ta pomadke z glowy... Ale nie znalazlam nic, co przypominaloby ten odcien, wiec glownie z tego powodu skusilam sie na nia.


Swatch na dloni:



Pomadka ma slodkawy, brzoskwiniowo-owocowy zapach - jak wiecie, ja uwielbiam jak kosmetyki ladnie pachna, wiec dla mnie jej zapach jest duzym plusem ;)


Jesli chodzi o glowne "zarzuty" jakie spotykaja pomadki Rouge Volupte... Zgadzam sie z nimi czesciowo, bowiem jesli nalozymy pomadke na niewypielegnowane, suche usta, to faktycznie wtedy nie wyglada to dobrze. Jednak jednak nawilzymy usta odpowiednio, to pomadka prezentuje sie  cudownie, nie wchodzi w zalamania, nie podkresla suchych skorek...



Jestem bardzo zadowolona z tego zakupu. Na pewno nie jest to pomadka na makijaz "na szybko", bo trzeba odpowiednio przygotowac usta przed jej aplikacja, ale zdecydowanie wygrywa jesli chodzi o to jak wyglada wyglada na ustach, trwalosc, odcien i zapach.

Na pewno nie polecilabym tej pomadki osobom z "problematycznymi" ustami, ktore maja tedencje do suchych skorek oraz takich, ktore nie maja czasu badz ochoty na aplikacje balsamu przed nalozeniem pomadki ;)

I jak Wam sie podoba? Znacie serie pomadek Rouge Volupte? 


niedziela, 17 stycznia 2016

MISSHA M Signature Real Complete BB Cream SPF25 PA ++

Witam Kochane,

Dzisiaj bedzie dawno planowany post... Przy pisaniu ulubiencow 2015, zorientowalam sie, ze jestem lekko do tylu jesli chodzi o pare produktow. Dzisiaj chcialabym Wam pokazac krem BB Signature Real Complete BB Cream, ktory zakupilam pare miesiecy temu. 




Krem Signature Real Complete BB Cream marki Missha to nastepca dobrze znanego kremu BB Perfect Cover tej marki. Krem nie zawiera parabenow, olejow mineralnych ani alkoholu.
W tubce mamy 45 gram (dostepne sa rowniez mniejsze wersje po 20 gram). Wersja pelnowymiarowa zawiera pompke, ktora dziala bez zarzutu (wersja z 20 gramami produktu pompki nie posiada). Jedyne do czego moge sie przyczepic, to to, ze ciezko stwierdzic, ile produktu nam zostalo, bo jak mozecie zauwazyc, opakowanie nie jest przezroczyste... 

Posiadam go w odcieniu 21 nazwany "Light Pink Beige". Do wyboru mamy jeszcze 3 inne odcienie.
Nr 21 jest to jasny, szarawy odcien bezu z chlodnym podtonem. Odcien jest dosyc specyficzny i nie kazdemu bedzie pasowal... Jednak jasne karnacje, ktore potrzebuja podkladu z chlodnym podtonem powinny byc zadowolone.

Swatch:



Konsystecja kremu BB jest ani za wodnista, ani za gesta, latwo sie rozprowadza po twarzy, ciezko zrobic sobie nim smugi... Choc wiadomo, dla chcacego nic trudnego :P

Poziom krycia jest typowy dla tego rodzaju produktu - okreslilabym jako srednie, zakryje bez problemu zaczerwienienia, male krostki, ale np. nie jestem pewna czy dalby rade zakryc wieksze blizny czy przebarwienia...

Wykonczenie jest bardzo typowe dla kremow BB Misshy... Bo zarowno Perfect Cover jak i Signature Real Complete zostawiaja na skorze lekko blyszczace, nawilzajace wykonczenie. Fanki matowych podkladow zdecydowanie beda rozczarowane... Jesli nalozymy ten krem BB za szczodrze, to mozemy az za bardzo sie swiecic, dlatego uzycie pudru po aplikacji tego kremu jest raczej wskazane ;)

Na skorze prezentuje sie tak:



Jak wspominalam na poczatku, krem uzywam od paru miesiecy i jeszcze go nie skonczylam... Fakt, ze po drodze zdradzalam Misshe z innymi podkladami... Ale tak czy siak, sadze, ze pelnowymiarowe opakowanie mogloby starczyc na ok. 3-4 miesiace codziennego uzywania.

Krem nie podraznil mnie, nie zauwazylam powstania nowych zaskornikow badz innych przykrych niespodzianek podczas ostatnich paru miesiecy, kiedy uzywalam ten krem regularnie :)

I jak Wam sie podoba efekt? :) Lubicie kremy BB azjatyckie, czy blizej Wam do tych zachodnich? ;)


środa, 13 stycznia 2016

Ulubiency 2015 (kolorowka, pielegnacja, perfumy)

Hej Kochane,

(Jak zawsze) z malym opoznieniem publikuje liste ulubiencow. Jak bedziecie mogly zauwazyc pominelam sporo kategorii - uznalam, ze nie ma sensu na sile wybierac ulubienca w kazdej kategorii... Wybralam produkty, ktore naprawde sa swietne jakosciowo, dobrze mi sluza i zamierzam do nich powrocic w przyszlosci. Sa to produkty takie, ktore "odkrylam" w 2015, jak i takie, ktore odkrylam dawno i z checia powracam.


                                                                             


Pierwszy ulubieniec to zdecydowanie koreanskie kremy BB. W tym roku testowalam calkiem sporo kremow BB roznych marek. Zdecydowanymi ulubiencami sa kremy BB z Misshy (w odcieniu nr 21) Dobrze wtapiaja sie w moja (blada) cere, nie ciemnieja w ciagu dnia,  nie scieraja sie ... Daja srednie krycie i nie widac ich na skorze... Wedlug mnie rewelacja i bede do nich powracala :)

Jesli chodzi o ulubiony roz/brazer to zdecydowanie produktem, po ktory siegalam najczesciej byla paletka marki NARS z limitowanej serii Guy Bourdin o nazwie One Night Stand :) Paletka sklada sie z 3 produktow ze stalej oferty marki czyli kultowego juz brazera Laguna, rozu Orgasm i rozu Deep Throat. 3 produkty limtowane to rozswietlacz Devotee, roz Mistinguette oraz roz Goulue. Kto sledzi mnie na IG wie ze, paletka jest w wiekszosci juz zdenkowana... Zdecydowanie polecam limitowane paletki NARS, bo jakosc jest identyczna porownujac z pelnowymiarowymi produktami, a w paletce zawsze dostajemy produkty ze stalej oferty marki jak i limitowane, wiec jest to dobra okazja do "zapoznania" sie blizej z produktami NARS. 

Ulubionym pudrem zdecydowanie byl puder Dior z serii Diorskin Nude o jakze wdziecznej nazwie Luminous Rose Loose Powder. Jest to aksamity, drobniutko zmielony puder sypki. Tak, jest w odcieniu rozowym, ale tak naprawde na twarzy daje transparetny efekt (no chyba, ze nawalimy go za duzo... Wtedy faktycznie nasza twarz zacznie przypominac odcieniem prosiaczka) Ladnie rozswietla cere i dobrze utrwala podklad. Swietnie tez sprawdza sie w utrwalaniu korektora... Co wazne dla mnie - nie zmienia odcienia podkladu/korektora. Niestety na poczatku 2015 marka Dior wycofala ten produkt, wprowadzajac nowy puder sypki (rowniez w tym samym odcieniu rozu). Mam gleboka nadzieje, ze faktycznie jest to ten sam produkt, tylko w innym opakowaniu ;)


Jesli chodzi o produkty do demakijazu, to w tym roku po raz pierwszy siegnelam po plyny micelarne marki Bourjois. Wszyscy znamy i (kochamy ;)) plyny micerlarne Garniera i Biodermy, a innych plynach micelarnych nie jest tak glosno na blogach/YT. "Micele" od Bourjois dobrze radza sobie z makijazem (chce zaznaczyc, ze ja nie uzywam makijazu wodoodpronego) i dodatkowo ladnie pachna, w przeciwienstwie do plynow micerlanych Garnier, ktore wedlug mnie maja taki dosyc specyficzny zapach...

W kategorii pielegnacja wlosow, powiem Wam, ze dalej szukam tego "idealnego" zestawu szamponu i odzywki, a produkty, ktorych uzywalam w 2015 nie byly niczym przelomowym w mojej pielegnacji wlosow. Jednak w minionym roku skusilam sie wreszcie na zachwalana wszedzie szczotke do wlosow Tangle Teezer. Mam dlugie, cienkie wlosy, ktore nielatwo czasami rozczesac... Tangle Teezer naprawde z latwoscia ujarzmia moje wlosy. Zauwazylam tez, ze nie ciagnie tak mocno wlosow, a co za tym idzie - na szczotce widze o wiele mniej wlosow po czesaniu. Zaluje jedynie, ze wczesniej sie nie skusilam na ta szczotke i planuje kupic tez wersje podrozna tej szczotki, zeby moc ja nosic w torebce :)


Jesli chodzi o pielegnacje okolic oczu to od lat wracam do kremu Clinique All About Eyes. Wiem,zdania na temat tego kremu sa podzielone. Zdecydowanie nie jest to krem, ktory splyci zmarszczki, zapewni "lifting" skory pod oczami... Ale dobrze nawilza okolice oczu, radzi sobie z opuchnieciami spowodowanymi brakiem snu oraz szybko sie wchlania, co sprawia, ze mozna po niego siegac w dzien, jak i w nocy. Powiem zupelnie szczerze, ze jestem realistka i wiem, ze zaden krem pod oczy nie usunie mi cieni pod oczami, ktore mam genetycznie. Kosmetyk, to tylko kosmetyk. Dlatego tez nie oczekuje (juz) cudow od kremu pod oczy.

Jesli chodzi o pielegnacje twarzy na noc, to w tym roku najbardziej przypadl do gustu mi krem marki Origins, High Potency Night-A-Mins Renewal Cream. Mam cere normalna, bez wiekszych "problemow" typu przebarwienia, nadmierne wydzielanie sebum itp itd... Od kremow do twarzy przede wszystkim oczekuje lekkiego nawilzenia, szybkiego wchloniecia sie i formuly, ktora nie zapcha mi porow... Krem marki Orgins spelnia wszystkie moje wymagania. Krem ma bardzo lekka konsystencje, wiec nie dziala on bardzo mocno nawlizajaco, ani nie dziala przeciwzmarszczkowo/napinajaco na skore. Sadze, ze moglby to byc za "slaby" zawodnik dla suchych i dojrzalych cer.

W minionym roku odkrylam rowniez specyfik Sally Hansen Double Duty, ktory moze sluzyc jako baza lub top coat. Ja uzywalam go jako top coat. Swietnie przedluza trwalosc lakieru. Obecnie uzywam lakierow Essie badz OPI, a Double Duty dobrze z nimi wspolpracuje, wiec jestem z niego bardzo zadowolona. Wczesniej gdy nie uzywalam top coatu, lakiery Essie i OPI "przezywaly" na moich paznokciach ok. 2-3 dni, natomiast z tym top coat ich zywotnosc wzrasta do tygodnia :)



"Zapachowym" odkryciem 2015 byla marka Narciso Rodriguez (Odkrylam je glownie dzieki Marcie). Wczesniej kojarzylam jedynie zapach For Her EDP, ktory nie uwazam za zbytnio udany... Jednak okazalo sie, ze Narciso Rodriguez (podobnia jak np. Chanel) stosuje inne nuty zapachowe do wod perfumowanych vs wod toaletowych, wiec wersja zapachu EDT vs EDP bedzie diametralnie rozna. I wlasnie tak jest - wersje zapachu For Her EDT uwielbiam! Jest to zdecydowanie jeden z najlepiej zrobionych pizmowych zapachow, zwlaszcza w porownaniu z tym, co serwuja nam inne marki mainstreamowe. Z pizmem mam rozna relacje, ale pizmo w For Her EDT jest delikatne, kobiece, ale jednoczesnie bardzo sensualne... Cudo! Polecam testy zarowno For Her EDT, jak i Narciso EDP.

I na koniec - ulubiony produkt do ust to zdecydowanie pomadka do ust Givenchy, o ktorej pisalam w grudniu (tutaj link)...Wiec nie bede sie za bardzo rozpisywac. Lekka formula, piekny odcien, latwa aplikacja... Idealna pomadka na dzien :) 


A jak Wasi ulubiency? Znacie cos z mojej gromadki? 


piątek, 1 stycznia 2016

Postanowienia noworoczne - te kosmetyczne i te niekosmetyczne :)

Hej Kochane,

Witam Was w Nowym Roku i mam nadzieje, ze spedzilyscie Sylwestra i Swieta w sposob, jaki sobie wymarzyliscie.

Przyznam sie szczerze, ze nigdy nie wierzylam zbytnio w moc postanowien noworocznych... Mialam wrazenie, ze to takie typowe ... Wiekszosc osob, widzac date 1 styczen, obiecuje sobie, ze TAK! Ten rok bedzie wyjatkowy, schudniemy 10kg, bedziemy chodzic regularnie na silownie. Przyznam sie, ze zawsze mnie bawi widok tlumow na silowni w styczniu... W lutym juz tlum nagle maleje, a w marcu widze juz te osoby, ktore regularnie uczeszczaja na silownie :)

A jednak mimo to, i ja zawsze w glowie mialam pare "postanowien", jednak nigdy ich nie zapisalam... A z czasem, o wiekszosci moich postanowien po prostu zapomnialam... Wiec w tym roku, wyjatkowo postanowilam spisac w kalendarzu moje postanowienia na rok 2016. Staralam sie byc realistyczna, zeby moc chociaz czesc postanowien skreslic z listy.

Postanowienia, ktore opublikuje tutaj, to nie sa moje wszystkie postanowienia. Czesc zostawiam dla siebie, bo sa dosyc prywatne, ale te, zwiazane z kosmetykami/fitnessem/samoulepszaniem siebie postanowilam spisac i tu.

http://tweakyourbiz.com/growth/files/shutterstock_62795851.jpg

1. Kontynuowac chodzenie na silownie 2-5 razy w tygodniu i sprobowac nowego sportu. 

Tak, jestem realistyczna - czasami bywa i tak, ze nie mam zupelnie czasu na sport w tygodniu i chodze na silownie tylko w weekendy (czyli 2 razy). Czasami bywa i tak, ze mam ochote i czas biegac tam codziennie.
Co do nowego sportu to mysle nad jazda konna badz moze nad nauka tanca... Ale jeszcze nie zdecydowalam sie. Polecacie jakas fajna aktywnosc fizyczna? (i nie, pstrykanie pilotem od telewizora sie nie liczy :P)

2. Nauczyc jednego jezyka w stopniu komunikatywnym.
Nie ukrywam - jestem leniwa jesli chodzi o nauke jezykow i na chwile obecna w stopniu bardzo dobrym mowie tylko po angielsku i po polsku.... Znam troche niemieckiego i calkiem niezle francuski, ale niestety wiem, ze duzo mi brakuje do plynnej mowy w tych jezykach. Dlatego w tym roku planuje 2 kursy jezykowe i mam nadzieje, ze uda mi sie "podciagnac" poziom zarowno francuskiego i niemieckiego.

3. Marnowac jak najmniej czasu na internet. 
Tak, przyznaje sie... Mam wrazenie, ze strasznie duzo czasu przecieka mi przez palce przez siedzenie przy laptopie... Co prawda w drugiej polowie 2015 zredukowalam ten czas, jednak mam wrazenie, ze mogloby byc LEPIEJ i moglabym spedzic czas wolny bardziej produktywnie. Coraz bardziej redukuje liczbe kanalow na YT i blogow, ktore czytam, ale tak naprawde prawdziwa "pokusa" i zlodziej czasu dla mnie to strony, o ktorych pisze w nastepnym punkcie.

4. Nie marnowac tyle czasu na sklepach internetowych typu Douglas/Sephora itp itd... 
Czy musze to jakos komentowac? :P Mase czasu spedzam wertujac rozne strony z perfumami/kosmetykami, szukajac a tu okazji, a tu jakiegos kosmetyku, ktory KONIECZNIE musze miec, mimo, ze go nie potrzebuje. W tym roku chce zerwac z tym "nalogiem" i jak najmniej spedzac czas wertujac oferte Douglasa czy Sephory. Wiem, ze z tym bedzie ciezko, ale nawet gdy zredukuje nieco czas poswiecony na "grzebanie" na stronach kosmetycznych, to bede zadowolona :)


5. Zerwac z kupowaniem perfum w ciemno.

Tak, to jest kolejna z moich wad. Kupowanie perfum w ciemno jest swego rodzaju uzalezniajace...  Czasami mozna trafic na prawdziwa perelke... A czasami na cos, co zupelnie nam nie podejdzie. Jednak powiem Wam, ze juz w roku 2015 w drugiej polowie, nie kupilam zadnego zapachu w ciemno i planuje utrzymac ten stan i w 2016.

6. Kupowac tylko zapachy, ktore sa wyjatkowe, utrzymuja sie dobrze na mojej skorze. Takie, ktore nie sa podobne do zadnych innych w mojej kolekcji. Takie, w ktorych dobrze sie czuje i dobrze oddaja moj charakter.
Tak, w tym roku planuje wskoczyc na level advanced jesli chodzi o bycie selektywnym w wyborze perfum. O dziwo, idzie mi coraz lepiej - jako, ze staram sie porzadnie testowac zapachy przed kupnem, to zauwazam czesto, ze dany zapach jest albo nietrwaly na mojej skorze, albo nie jest az tak specjalny, zebym posiadala pelnowymiarowy flakon.... Zdecydowanie chce isc w jakosc, nie ilosc, jesli chodzi o moja kolekcje perfum.


7. Wybrac sie w podroz do panstwa/miasta, w ktorym jeszcze nie bylam.

Mimo, ze mieszkalam w paru roznych krajach, to nie podrozuje tak czesto jakbym chciala. W tym roku jesli uda mi sie zwiedzic chociaz jedno miejsce, w ktorym nie bylam, to bede zadowolona. Na "celowniku" m.in jest: Mediolan, Rzym (tak, nigdy nie bylam w Rzymie!) Lyon, Nicea,Wieden, Monachium, Lozanna i z polskich miast: Wroclaw! :)

8. Nie zamartwiac sie wszystkim tak bardzo i nie stresowac.
Przyznaje sie - jestem malym nerwuskiem, ktory o wszystko/wszystkich sie martwi. Najczesciej okazuje sie, ze moje zmartwienia byly niepotrzebne... Niestety, patrze na wszystko dosyc pesymistycznie, co przeklada sie na moj niezbyt dobry nastroj. Jesli macie jakies sposoby na odstresowanie sie, to piszcie... Probowalam juz jogi, medytacji, jednak stwierdzam, ze to nie dla mnie. Wiem, ze jestem w stanie zmienic swojego charakteru o 180 stopnii, ale mam nadzieje, ze chociaz odrobine moge zredukowac swoj poziom stresu.

9. Ogladac jak najwiecej dobrych filmy/ czytac ksiazki / chodzic do teatru.
Tak, zamierzam zdecydowanie wiecej czasu poswiecic na tego typu rozrywki, bo oprocz bycia poprawiaczem nastroju, wnosza bardzo duzo do mojego zycia/glowy/swiatopogladu. Nie stawiam zadnej liczby typu 20 ksiazek, bo znowu - stawiam wyzej jakosc, nad ilosc.


To tyle ode mnie :) Juz wiecej nie bede pisala, zeby nikogo nie zanudzic. A u Was? Zapisujecie swoje postanowienia w tym roku? :)